Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wierzba. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 marca 2025

Sekret króla Midasa



Król Midas był władcą absolutnym, co jak wiemy uzależnia i deprawuje. Był to czas, gdy jeszcze nie rozbudziła się u króla chorobliwa namiętność do złota, na razie dręczył go inny problem. Midasowi urosły ośle uszy, a wiedział o tym oczywiście on sam, tudzież jego fryzjer.

    Fryzjer nie mógł się z nikim podzielić swoją wiedzą, ponieważ tyran pod groźbą śmierci, surowo mu tego zabronił. Sługa nosił więc w sobie tę trochę zabawną tajemnicę przez całe lata, a ciążyło mu to coraz bardziej i bardziej. W końcu myślał tylko o jednym: jakimś bezpiecznym sposobem zrzucić z siebie zatajany sekret.

    Pewnego dnia szedł nad rzeką, było pusto, jak okiem sięgnąć żywej duszy. Fryzjer pojął, że jest sam, wpadł na genialny, jak mu się wydawało, pomysł, ukląkł, wygrzebał dziurę w ziemi, pochylił się i dopiero wtedy do dziury wykrzyczał na całe gardło, że król Midas ma ośle uszy! W taki oto sposób ulżył sobie raz na zawsze! Zrobiło mu się na duszy błogo i lekko. Jak się okazało, fryzjer był jednak w błędzie, że wykrzyczana na odludziu tajemnica nie dotrze do poddanych. Oto z dołka wyrosła trzcina. Rosła i rosła, aż urosła i zaczęła szumieć na wietrze, snując swoją opowieść. Odtąd każdy poddany już wiedział, dlaczego król nawet w największy upał nosi na głowie wielką mitrę, zamiast złotej korony – on po prostu zakrywał swoje uszy.

 

PS. Bajka nie wspomina, jak potoczyły się losy fryzjera, bo Midas rozumował logicznie, oraz był okrutny, atoli zostawmy to niedomówienie.

Ten żartobliwy psychologiczny myk wszedł do innych baśni: - Kiedy zła siostra zabije dobrą siostrę, na mogile wyrasta wierzba. Idzie pasterz, zetnie gałązkę, jest fujarka, a ona sama gra, póki winowajczyni nie ukarzą. Grób woła pełnym głosem. Z ziemi wyrasta roślina, która wyraża sedno rzeczy – nie podlega zastraszeniu, mówi ludzkim głosem, a jej komunikat to sama prawda: - jest zbrodnia – powinna być kara.

 

sobota, 18 listopada 2023

Wierzba, koza i wilk


Znajome kozy opowiedziały mi następującą historię: 

- Nad brzegu jeziora rosła sobie wierzba. Mijały lata i wierzba stopniowo pochylała się nad taflę wody. Drzewo próbowało zatrzymać to pochylanie rozrostem korzeni, jednak bez skutku i w końcu zrozumiało, że walczyć już nie ma po co.

Pewnego pięknego dnia nad brzeg przyszła młoda kózka napić się wody, co zauważył wilk i postanowił skorzystać z okazji. Kiedy kózka spostrzegła skradającego się wilka było już za późno na ucieczkę przez łąkę. Nie zamierzała jednak się poddawać. Natychmiast wskoczyła na pochyłe drzewo. Wilk był pewny swego, był pewny, że zaraz wspaniałe, delikatne mięso młodej kózki zaspokoi jego głód. Wierzba, która miała już swoje lata, przyglądała się temu dramatowi z wielkim zainteresowaniem. Zrozumiała bowiem, że życie ma różne barwy i że czasami żyje się po to, by w jednej chwili podjąć właściwą decyzję, gdyż druga szansa może się już nigdy nie powtórzyć.

Wilk podbiegł pod samo drzewo - kózka stała może dwa metry ponad nim i o dziwo wcale nie truchlała ze strachu.

Koza była zupełnie wyluzowana, albowiem Kozie Siły Wyższe wspierały ją duchowo. Nagle wilk skoczył w górę usiłując chwycić kózkę za nogę, jednak to mu się nie udało i na wbitych w korę pazurach zawisł na drzewie. Tego ciężaru drzewo już nie utrzymało i natychmiastowo, tudzież początkowo nawet bezgłośnie puściło się gruntu, którego przez te wszystkie lata z takim uporem się trzymało. Na końcu wydarzenia rozległo się wielkie ŁUP! I drzewo całym ciężarem przygniotło wilka do ziemi.

Owemu oczy wyszły z orbit, pękła mu głosowa struna, po czym zaliczył natychmiastowy zgon.

Kózka niezwykle zgrabnie, oraz z wielkim wdziękiem zeskoczyła na ziemię. Była uratowana.



Stała zaskoczona, ponieważ wszystko stało się tak szybko. Stała więc i patrzyła z obrzydzeniem na flaki, które tymczasem wyskoczyły z rozgniecionego wilka. Potem przeniosła wzrok na powalone drzewo rozumując słusznie, że ocalenie zawdzięcza wierzbie. Serce kózki przepełniała wdzięczność. Odtąd kózka zawsze przychodziła w to samo miejsce napić się wody i wspominała drzewo, które uratowało jej życie, powtarzając w myśli: - „Tak widocznie miało być, bo wiadomo przecież, że nie ma przypadków!”

Po dwóch latach koza zauważyła, że w miejscu gdzie rosło drzewo wyrasta młody pęd, atoli nie zjadła niezwłocznie tej świeżej gałązki, jak to kozy mają w zwyczaju. Odrost- dziecko wierzby, szybko zmieniało się w nowe drzewo, rosnąc razem z kozą, początkowo pionowo, atoli po kilku latach zaczęło się pochylać w stronę wody. Dojrzała już koza widząc to naparła na nie mocno przywracając je do pionu, a następnie udeptała dookoła ziemię swoimi racicami powtarzając w myśli: - „Jedna pochyła wierzba wystarczy”.


Kiedy przychodzi letni skwar, zarówno koza jak i drzewo cieszą się swoją obecnością. Drzewo rosnąc wprost do nieba, ma przed sobą wiele lat życia, a starsza już koza leżąc w jego cieniu patrzy z miłością na drzewo i na swoje baraszkujące dzieci – koźlęta, pilnując ich przed wilkiem.


W życiu każdej istoty żywej bywają Piękne Chwile. I takich wspomnień należy się trzymać, bo rzecz to słuszna i zbawienna.