Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą telewizja. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 października 2025

Zrozumienie statystyki

 Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej – bardzo późno, a najwięcej – zbyt późno.

                 O wyborach powszechnych.

W ostatnich latach (R. Kapuściński 1996 r.) odbyły się wybory w wielu najzupełniej różnych krajach i wykazały statystyczną cechę wspólną: wyraźna tendencja społeczeństw do dzielenia się na dwa wielkie bloki – tak zwaną lewicę i prawicę. Tak zwaną, gdyż pojęcia te mało dziś znaczą. Uderza, że zwycięzca  osiąga tylko minimalną przewagę liczebną nad pokonanym. Tendencją jest, aby wynik wyborów oscylował wokół podziału 50:50.

    Gdzieś przeczytałem (gdzie?), że lewicowość i prawicowość to orientacje wrodzone, że z tym człowiek przychodzi na świat i dlatego wśród zamożnych burżujów byli fanatyczni komuniści, jak też – wśród ubogich proletariuszy skrajni prawicowcy.


Telewizja nie tylko kształtuje nasze gusta i poglądy, ale i wpływa na wielkie decyzje polityczne.

- W Mogadiszu podniecony tłum ciągnie po ziemi zmasakrowane ciało żołnierza amerykańskiego. Obraz ten pokazany w telewizji, wywołuje w USA szok i oburzenie. Widzowie zmuszają Waszyngton do wycofania się z Somalii.

Nieco statystki (1993 rok).

16 Amerykanów zamordowali terroryści.

57 osób zginęło od pioruna.

31.000 wymordowało się nawzajem w bójkach, napadach rabunkowych i wojnach gangów.

42.000 zginęło w wypadkach samochodowych.

Jatrofobia – tak nazywa się strach przed lekarzami (a jarofobia?).

Jak podaje Jan Garavaglia, autor książki „Jak nie umierać - opowieści patologa sądowego”, w Stanach co roku więcej osób umiera w szpitalach na skutek błędów lekarskich, niż ginie w wypadkach samochodowych.

Ciekawe, jak wygląda podobna statystyka w Polsce?

                          Stalin i jego armia.

W czasie czystek roku 1930 geralissimus zamordował:

z 5 marszałków – 3

z 5 d-ców armii I stopnia – 3

z 10 d-ców armii II stopnia – wszystkich

z 57 d-ców korpusu – 50

z 186 d-ców dywizji – 154

z 16 komisarzy armii – wszystkich

z 28 komisarzy korpusu – 25

z 64 komisarzy dywizji – 58

z 456 pułkowników – 401

(gen. A.Todorowski - „Ogoniok”, lipiec 1987)

środa, 8 października 2025

Lokalne bóstwa

 


Pierwszy dzień gdzieś na nowym miejscu to dzień oswajania się z otoczeniem, znalezienia z nim modus vivendi, dzień pozornej bezczynności, pozornie straconych godzin. A jednak te chwile przystosowania się do nowego miejsca są konieczną ofiarą, aby zostać zaakceptowanym przez lokalne bóstwa – strażników okolicy, w tym przypadku Ducha Miętowego (Skąd taka nazwa - wyjaśni się w jutrzejszym wpisie).

   Napłynęła myśl o gorącym posiłku. Po zimnej nocy jest to pomysł naturalny - od wczoraj jestem na płatkach musli, plus czekolada. Słońce wyszło tylko na chwilę i zaraz chmury zwyciężyły. Miejscowa telewizja pokazuje najświeższe wiadomości.







Ponieważ wszystko wokół zmoknięte, nawet nie próbuję rozpalać ogniska. Za to ustawiłem garczek (jak mawiała babcia) widowiskowo, na razie to tylko przymiarka do sesji na wysokich drutach.






Garczek elegancko wyszorowany po ostatnim osmoleniu – patrzę na niego z sentymentem. Ileż to razem przeszliśmy przez 13 lat bieszczadzkiego wędrowania!

 Przywiązuję się do takich użytecznych przedmiotów, uważam, że one mają duszę. Na zdjęciu poniżej widać dziurkę w krawędzi, wierconą jeszcze przez Jana Gabrjela, bretharianina z Ciężkowic. Są trzy takie dziurki, dla mocowania drutu. Garczek miał wisieć nad ogniskiem – takie były początkowe plany. Od razu okazało się to całkiem do luftu, jeszcze w fazie prób w Ciężkowicach (były wpisy). Po tych wydarzeniach zostały wspomnienia. I dziurki. 


 

 

 

czwartek, 21 maja 2015

Zimowa jazda kolejką bieszczadzką






Jest może jeden stopień poniżej zera, ale zaczyna wiać, wagony mają jak widać pełną klimatyzację, robi się zimno. Kolejka ma z górki, dlatego nie sapie i niestety nie wypuszcza malowniczych kłębów dymu z komina.
  




Wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń i Matragona staje się widoczna w całej okazałości, a już za chwilę jesteśmy u jej podnóża. Matragona, to jest góra, na której od wieków czarownice urządzają sabaty.
   




Pasażerowie fotografują zawzięcie, ja także.
 

Wysiadamy przy szosie, żegnamy kolejkę.
   


Przy Kołybie piękna odwilż, poduchy śniegowe zmniejszają się dosłownie w oczach.
   


Dobrze popieprzona, gorąca zupa o przepisowej gęstości smakuje wybornie po takiej wyprawie.
   

Z sufitowej belki patrzą na nas trzy osobistości: - Drewniany ludzik, Czarownica z Matragony i Anioł. Każda z tych laleczek ma swoją historię.
   

Jeszcze tylko hop przed dom, bo zachód słońca prosi się o foto.
  



Na dobranoc, zamiast w telewizor, w kompletnej ciszy, i długo: patrzyliśmy w kominkowy ogień.

Naraz jak coś nie łupnie!
Ale to już temat do innej bajki.....