Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matragona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matragona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

Zimowa jazda kolejką bieszczadzką






Jest może jeden stopień poniżej zera, ale zaczyna wiać, wagony mają jak widać pełną klimatyzację, robi się zimno. Kolejka ma z górki, dlatego nie sapie i niestety nie wypuszcza malowniczych kłębów dymu z komina.
  




Wyjeżdżamy na otwartą przestrzeń i Matragona staje się widoczna w całej okazałości, a już za chwilę jesteśmy u jej podnóża. Matragona, to jest góra, na której od wieków czarownice urządzają sabaty.
   




Pasażerowie fotografują zawzięcie, ja także.
 

Wysiadamy przy szosie, żegnamy kolejkę.
   


Przy Kołybie piękna odwilż, poduchy śniegowe zmniejszają się dosłownie w oczach.
   


Dobrze popieprzona, gorąca zupa o przepisowej gęstości smakuje wybornie po takiej wyprawie.
   

Z sufitowej belki patrzą na nas trzy osobistości: - Drewniany ludzik, Czarownica z Matragony i Anioł. Każda z tych laleczek ma swoją historię.
   

Jeszcze tylko hop przed dom, bo zachód słońca prosi się o foto.
  



Na dobranoc, zamiast w telewizor, w kompletnej ciszy, i długo: patrzyliśmy w kominkowy ogień.

Naraz jak coś nie łupnie!
Ale to już temat do innej bajki.....

piątek, 10 stycznia 2014

Cisna na horyzoncie



     
  


Idąc torami z Balnicy w stronę Cisnej natykamy się na dwa kamienne przepusty, zbudowane przez mistrzów kamieniarskich sprowadzonych z Włoch.
        Potoki płynące okresowo pod tymi przepustami płyną do Morza Czarnego.
Tak jest napisane w podręcznikach. To są cztery bezimienne potoczki wypływające spod Matragony, te znajdujące się obok Balnicy. Bez wątpienia należą do zlewni Morza Czarnego. Tych potoczków w chwili obecnej nie ma, płyną tylko po roztopach wiosną, i po dużych deszczach.

Po ok. 1,5 godzinie w kierunku Roztok Górnych, jestem na stokach góry Czernin.
 Miał tu stać granitowy obelisk - to miejsce, to Trójstyk, gdzie przed wojną stykały się granice Słowacji, Węgier i Polski, a po 1939 Polskę zastąpiły Niemcy.
      W tym miejscu obelisk leży, a nie stoi.
     


Dalej, dalej i spojrzenie na Matragonę.
   


Zbliżam się do stacji kolejki bieszczadzkiej w Majdanie. Teraz ta kolejka jeździ tylko na trasie Majdan – Balnica.
    
.     

 Nawet zastanawiałem się, czy nie przejechać się kolejką, ale ci ludzie...gadają bez przerwy i jedzą, widocznie muszą ciągle pracować ich szczęki, dzieci krzyczą. To nie dla mnie.
      

    


 Idę dalej, stąd już tylko 2,5 km do Cisnej.

Cisna wita nas. Na szosie wypisana fajna odległość. 
     

niedziela, 5 stycznia 2014

Balnica na horyzoncie



Zbliżam się do Maniowa.
 Kapliczka na górce. 
      


Kapliczka zamknięta. Oczywiście zaglądam przez okno.
      
 


 Skręcam za Matragonę w stronę Balnicy.

Jest tak cudnie wokół, wznosi się we mnie wielka radość – dlaczego nie zmienić planów? Spontaniczność jest chwalebna, tym bardziej, że tędy jeszcze nie szedłem. Lubię nieznane ścieżki. To będzie tylko parę kilometrów więcej.

Idę już jednak normalnie, nie niosę się pod pachą. Kilka godzin wędrówki za mną.
Za niedługo będzie Balnica. 

Balnica. - Wieś lokowana na prawie wołoskim w królewszczyznach w dolinie Osławy. Kiedy ją założono nie wiadomo. Na pewno była lokowana na surowym korzeniu, miała wolniznę. Przywilej lokacyjny wydał starosta sanocki Piotr Zborowski w 1549 r. Po raz pierwszy wzmiankowana w lustracji w 1565 r .

        Ta Lustracja, to stary, ciekawy dokument:

Lustracja z 1565 r. tak charakteryzuje Balnicę:
    - "Bannica wieś - tę wieś ab anno Domini 1549 począł zasadzać niejaki Iwan Steczowicz, nad potokiem Bannica rzeczonem, pod górą Beskidem, przy wielkim lesie, w której na ten czas jest gospodarzów osiadłych ab anno Domini 1561 siedm, którzy wymierzywszy sobie łanów pięć, poczęli je kopać niedawno, a iż wielkie i gęste lasy mają, tedy ich też ich mało wykopali. Żadnej dani nie dawają, bo jeszcze mają swobody ad decursum lat dwanaście.Wsie, które się poczęły sadzić w połoninach i między lasy w górach prawem wołoskim za jego m. pana Mikołaja Cikowskiego z Wojsławic, kasztelana żarnowskiego i starosty sanockiego, które jeszcze wolności mają hinc ad decursum lat ośmnaście ; a imiona tych wsi są: Leszna, Banniczka, Sabanka, Mykow, Mogorzicza, Wermeinowka, Osławicza, Darow”.

      W lustracji pada nazwa Banniczka, prawdopodobnie była to osada obok Balnicy lub osada wytyczona na gruntach Balnicy. W 1569 r. obie osady są określane jako "Magna Bannicza". W późniejszym okresie osady połączyły się.
      Okolica musiała słynąć z solanek. Świadczą o tym nazwy: Balnica, Balniczka, w języku ruskim bania to źródło słone lub kopalnia soli. Podobny źródłosłów ma inna nazwa. Solinka - rzeka, która płynie w okolicy, sąsiednie wsie, także swoją nazwę zawdzięczają soli, solankom.
Natomiast ludowy przekaz mówi, że nazwa wsi wywodzi się od słowa banieja - banicja, tu ludzi wysyłano za karę.
      Losy Balnicy były ściśle związane z dziejami karpackich zbójców. W 1686 r. Balnica została doszczętnie obrabowana przez węgierskich rabusiów zwanych tołhajami. Straty wyceniono na 4 000 zł. Potem dominująca nad okolicą Matragona stała się siedzibą beskidników. Położona blisko granicy polsko-węgierskiej, pokryta lasami dawała schronienie wielu kompaniom zbójeckim, które grasowały zarówno po jednej jak i drugiej stronie granicy. Kto ma chęć czytać, polecam ciekawą książkę, typowo popularną, bogato ilustrowaną "Straszliwi zbójnicy z Bieszczadów i okolicy" Roberta Bańkosza.      

         " O zbójnickiej wsi Balnicy

„Stałą i dogodną dla siebie siedzibę upatrzyli sobie wzdłuż zachodnich stoków Matragony, i ta ich osada stała się z czasem wsią. W metrykalnych zapiskach greckokatolickiej parafii maniowskiej, w której obręb wchodziła także owa zbójnicka wieś, zachowało się kilkanaście nazwisk tych szlacheckich banitów - Iwański, Iwulski, Janicki, Jaworowski, Kulczycki, Zaklika... Ich potomkowie, żyjący w tej samej wsi jeszcze w naszych czasach, nie pamiętali już nic o szlacheckim pochodzeniu swoich przodków ani o ich zbójnickiej działalności.
      W swych strojach, zwyczajach i obrzędach upodobnili się zupełnie do okolicznej ludności łemkowskiej. Nie zależało im zgoła na jakimś kształceniu się i nikt spomiędzy starszych gazdów, żyjących na przełomie XIX i XX wieku ani czytać ani pisać nie umiał.
( czyli byli to mądrzy ludzie, bo człowiek wiedzy, ciągle dorzuca coś do swojej głowy, a mędrzec tylko usuwa)
      Ich bandyccy przodkowie pragnęli nadać tej swojej wsi podobny wygląd, jaki miały wszystkie inne wsie szlacheckie i zbudowali w niej własnymi  rękami murowany kościół z wysoką wieżą, przypartą do jego frontowej ściany. Zewnętrzny wygląd tego kościoła nie miał nic wspólnego z wyglądem jakichś ruskich cerkwi, a był raczej podobny do murowanych, rzymskokatolickich, jednonawowych kościółków w wielu polskich miasteczkach. Różne niepotrzebne krzywizny w konturach wieży zdawały się mówić wyraźnie, że przy wznoszeniu tego kościoła kierowali się swoją własną pomysłowością - bez żadnej pomocy ze strony jakiegoś budowniczego - fachowca, a zbudowali go z większych głazów i mniejszych kamyczków, zbieranych nad płynącym w pobliżu potoczkiem. Ta niezwykle interesująca budowla istniała, aż do czasów hitlerowskiego najazdu na ziemie polskie”.
      
W Balnicy  w 1924 r. urodził się ks. abp Stepan Sułyk. Jego ojciec był pisarzem gminnym.
       Sułyk był uczniem Ukraińskiego Seminarium Nauczycielskiego , działał w ukraińskim "harcerstwie" w Płasti. W 1944 r. uciekł na zachód, pracował jako tłumacz niemieckiego w Armii Czerwonej. Następnie mając fałszywe dokumenty przedostał się do amerykańskiej strefy okupacyjnej, gdzie w obozie dla uchodźców zdobył wykształcenie. Dzięki kontaktom rodzinnym wyemigrował do USA. Tam ukończył Seminarium Duchowne św. Józefata, a następnie Katolicki Uniwersytet Ameryki. W 1952 r. otrzymał święcenia kapłańskie. W 1980 r. Jan Paweł II mianował go arcybiskupem i metropolitą greckokatolickiej archiparchii Filadelfii. W 2003 r. opublikował swoją autobiografię.