Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majdan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Majdan. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 marca 2021

Parowóz prawie żywy


Od dziecka lubiłem gdzieś jechać. Autobusem, tramwajem, pociągiem. Pociąg lubiłem szczególnie, bo to on wiózł mnie na coroczne wiejskie wakacje. Wakacje oczywiście uwielbiałem, w odróżnieniu od szkoły, którą traktowałem jako perfidny rodzaj zniewolenia. Stworzyłem sobie jednak pewną atrakcję - zacząłem zadawać tak zwane trudne pytania, na które nauczyciel najczęściej nie potrafił odpowiedzieć i zwykle wyrzucał mnie na korytarz, albo wpisywał uwagę do dzienniczka. Matka bardzo mnie kochała, a to ona chodziła na szkolne wywiadówki i dlatego dobrze się kończyło, oczywiście aż do następnego razu. 

Więc pociąg darzyłem estymą, taki pociąg, który dawniej był ciągnięty przez prawdziwy parowóz. Parowóz wielki, tłusty od smarów, budzący respekt. Przed odjazdem stawałem z babcią na peronie i gapiłem się na tego groźnego stwora, a on dyszał, otaczał się obłokami pary, a z komina wypuszczał malownicze kłęby dymu. Kiedy pociąg ruszał, parowóz gwizdał, a mnie się wydawało, że wagony ciągnie żywa istota.


Potem nadeszła dorosłość, a po niej kilkudziesięcioletni okres pogoni za własnym ogonem. W końcu wyskoczyłem z wyjeżdżonej koleiny życia, czyli narodziłem się na nowo. Nastąpiło pierwsze wielomiesięczne zbratanie z Bieszczadami, a więc także ze sławną kolejką bieszczadzką. Przypomniało się dzieciństwo - odżył sentyment do parowozów. Ileż to razy czekałem na parowóz w Balnicy, czy na Majdanie, albo ustawiałem się do zdjęć na trasie kolejki gdzieś w łąkach Solinki, tam gdzie tory zakręcają szerokim łukiem, dając ekspozycję. Sporo z tych zdjęć zamieszczałem. Dziś dla odmiany parowozy "z duszą" spoza Polski.











piątek, 24 marca 2017

Balnica

Nieco przyspieszam z postami.
Powód?
Zbliża się czas wyjazdowy.
Przedwakacyjny czas wyjazdowy.
Poluję między innymi na bieszczadzkie krokusy.
Wykonuję także wyjazdy tu i tam. Oraz udzielam się towarzysko.
Potem kilka postów i jeszcze w kwietniu wakacje 2017 czas zacząć!

Dopiero przed samą Balnicą, w ciemnym lesie, robi się mokro, i kilka razy przeprawiam się przez wąwozy.





W Balnicy zjawiam się o przepisowym czasie.
Tu uzupełnię płyny – znaczy piwo będzie!
Jest popołudnie, na stacji pusto – ani żywego ducha.
Oznacza to, że ostatni pociąg z Majdanu już był.
Mnie to nie przeszkadza, a nawet pomaga.
Gorzej, że sklep Wojtka Judy zamknięty. Nie będzie piwa.
I miałem zamiar postawić tu namiot na jedną noc. Jest samochód Wojtka – nie ma właściciela. 


Tylko kotek na ławeczce, a pod drzwiami Luna.
Trudno.
Witam się z moją miłością - półwilczycą Luną, zasiadam obok niej, i zjadłbym coś, ale z braku laku tylko wypijam do końca miętę.







Cisza kompletna.
      Wypiłem, co miałem do zjedzenia, posiedziałem sobie w tej nieczęstej cichości Balnicy, pogłaskałem Lunę na do widzenia i chciał nie chciał - niespiesznie ruszyłem dalej.
Do Woli Michowej mam 8 km. A więc już dziś nastąpi powrót do domu.

poniedziałek, 5 grudnia 2016

Nalewkarnia

W Woli Michowej miła niespodzianka: Bogdan ze Smolnika nad Osławą otworzył sklep z nalewkami.

Lubię Bogdana.
Facet potrafi ciekawie mówić i to na każdy temat. Potrafi mówić, ale także potrafi słuchać. Do tego ma specyficzne poczucie humoru. Filozof, więc pokrewna mi dusza.



A nalewki regionalne robi wyśmienite. Można tu także kupić inne regionalne produkty, na przykład miód.




Kiedy codziennie zjeżdżałem z góry grzybowej, zwykle odwiedzałem Bogdana, aby pogadać niegłupio. Oczywiście wtedy, kiedy nie było akurat klientów.
Sezon wkraczał bowiem w pełnię, coraz więcej osób odwiedzało Nalewkarnię.
Któregoś dnia, już bliżej końca sezonu, na pytanie co słychać, Bogdan odpowiedział: - niech będzie błogosławiona cisza.
I poobserwowaliśmy wspólnie chmury....



Bogdan za ladą.
Piwo z Dukli. Ciekawe smaki i etykiety. Zapamiętałem porter Naftowy i piwo Piękna Nieznajoma.
Ten browar jest wyraźnie lepszy od przereklamowanego Ursa Maior.


Wystrój wnętrza to dzieło Pani Bogdanowej.

Bywam również w domu Bogdana - Smolnik 9, będzie wpis, natomiast w Dołżycy i na stacji kolejki bieszczadzkiej nie byłem. Dla mnie w tych miejscach za dużo ludzi.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Radyjko jeszcze raz

Idę wąwozem bieszczadzkim. Po bokach wysoki las i zwykle potok blisko drogi.
        Podobnie czuję się teraz w Warszawie. Idę wąwozem ulic, po bokach wysokościowce. Zamiast wody z potoku – potok samochodów, a pod spodem metro. Warszawa bardzo się zmieniła przez ostatnie trzydzieści lat. A jeszcze wyraźniej zmieniło się Centrum.
   



Lubię jeździć metrem do Lasu Kabackiego, a teraz jeszcze bardziej podoba mi się jazda nowym, pięknym odcinkiem do Centrum Kopernik, lub Stadion Narodowy. Stacja Stadion jest największa, będą tu jakieś wystawy. 
  



A w ogóle to wyraźnie widać, że te dwa odcinki metra są z całkiem różnych epok.
Lubię chodzić, lecz raczej po warszawskich parkach, a kiedy tylko jest okazja, jeżdżę nowym metrem. 
    


Czytałem jakieś głosy krytyki na temat metra, ale bez urazy: to piszą frustraci niezadowoleni ogólnie z życia, albo ci, którzy chcą za wszelką cenę zaistnieć. Uważam, że w nowym metrze jest nowocześnie i pięknie.
        
W przeddzień kolejnego wyjazdu w Bieszczady, w marcu 2015, wydarzyło się, co następuje: - Wchodzę do stacji metra i widzę na schodach ruchomych zjeżdżających w dół, że jakiś elegancki, wysoki mężczyzna w średnim wieku spieszy się bardzo i zbiega szybko po tych jadących schodach. Pociąg stoi akurat gotowy do odjazdu. Już słychać dwa sygnały oznajmiające odjazd. Drzwi się zamykają w momencie, gdy mężczyzna dopada do wagonu. Facet próbuje jeszcze otworzyć drzwi przyciskiem.
       Z tego pośpiesznego zbiegania ( to godzina szczytu popołudniowego, odstęp między kolejnymi pociągami wynosi trzy minuty) oraz próbie uruchomienia drzwi przyciskiem ( drzwi w metrze maszynista otwiera centralnie, a wielu ludzi i to niestety młodych dotyka te przyciski w bezmyślnym mechanicznym odruchu.....Homo Mechanicus? Oni są w swoim świecie- słuchawki na uszach, oni są nieobecni)
      Wracamy do wątku śpieszącego się faceta. Pociąg odjechał. Zagaduję do faceta: - czy coś się stało? Bo pan tak się spieszył.....
A następny pociąg – tu spojrzałem na tablicę informacyjną – podjedzie za dwie minuty.
- A wie pan, to z przyzwyczajenia. Ciągle się wydaje, że czasu jest za mało. Nie wiedziałem, że metro tak często jeżdzi. Człowiek goni swój ogon, a on tylko coraz szybciej ucieka.
- No właśnie! Ja na to.
- A pan się nigdy nie spieszy?
- A dokąd? Mam zasadę: - nie przyspieszysz, ani nie opóźnisz. A jutro jadę tam, gdzie czas biegnie całkiem wolno, w Bieszczady, do Krainy Nicnierobienia.
- Oj panie! Jak ja kocham Bieszczady! Naprawiałem tam w Cisnej, a właściwie w Majdanie, parowóz od kolejki bieszczadzkiej. Poznałem maszynistę tej kolejki, Andrzeja Abrama. Przyjeżdżał do pracy na motorowerku z Woli Michowej.
- Znam Andrzeja Abrama. Gdy jutro przyjadę do Woli Michowej, pierwsze kroki kieruję do Andrzeja i Wiesi, bo będę wiózł coś dla nich.
- Oj panie! To proszę pozdrowić Andrzeja ode mnie – i tu podał nazwisko.

Tę rozmowę toczyliśmy może trzy minuty, bo po przejechaniu tylko jednej stacji sympatyczny facet wysiadł.

Następnego dnia wieczorem zawitałem do państwa Abramów i okazało się, jaki ten świat bieszczadzki jest mały. Wypłynęła ponownie postać Radyjki. ( był post pt. Radyjko. To ksywka robotnika leśnego, wybitnego kawalarza, kolegi Darka Karalucha)
        Rozmawiam z Andrzejem: - masz pozdrowienia od faceta, którego spotkałem wczoraj w warszawskim metrze. Taki bardzo wysoki. I podaję ten wzrost w centymetrach. - Naprawiał twój parowóz na Majdanie.....
   - Czekaj, czekaj – Andrzej na to. Wysoki powiadasz? To musi być – i tu Andrzej wymienił nazwisko, którego ja jeszcze nie wypowiedziałem.
   - Zgadza się – ja na to.
Andrzej zaczął opowiadać: - inżynier, fajny facet, dusza człowiek, pasjonat parowozów i motocykli. Złota rączka. Tylko …..niestety naiwny to mało powiedziane.
W tym czasie z Cisnej do stacji kolejki bieszczadzkiej Majdan przychodził do pracy Radyjko. Był robotnikiem. I znanym kawalarzem, jak wiesz.
       Wiedział, że inżynier jest naiwny, zupełnie nieżyciowy, i postanowił zrobić mu kawał. Ja w tych czasach nieraz chodziłem z synem „na wykopki”. Czyli z wykrywaczem metalu chodziliśmy po lasach, łąkach, szukając militariów. I dużo tego znajdowaliśmy.
Radyjko wiedział, że szukam militariów i sprzedał inżynierowi bajkę. Ten się nakręcił ogromnie, przylatuje do mnie rozgorączkowany i mówi:
    • Andrzej, pokaż mi ten niemiecki motocykl, który wykopałeś!
      - Jaki motocykl? - Ja na to. - Ano ten, który był w tak dobrym stanie, że jak go wykopałeś i wcisnąłeś guzik, to zapaliły się światła! Cacko! Czterdzieści lat po wojnie i zapaliły się światła!
      Szczęka mi opadła ze zdumienia i mówię: - chłopie, jesteś fajny facet, znasz się na parowozach jak mało kto, ale zobacz: - Wała z ciebie Radyjko zrobił. Na taką bajkę dałeś się nabrać, cały Majdan będzie się z ciebie naśmiewać.
      I tu się trochę pomyliłem, bo nie tylko Majdan miał ubaw, ale i cała Cisna, a potem w całym Bieszczadzie opowiadano, jak to Radyjko, prosty bieszczadzki chłop z inżyniera wała zrobił.

piątek, 6 lutego 2015

Wilki z Balnicy

Dla mnie autorytetem w dziedzinie wilków i niedźwiedzi jest Wojtek Juda, jedyny mieszkaniec Balnicy. Odwiedziliśmy z kolegami Wojtka, Tadeusz – bard, dał koncert.
   



Pogłaskałem moją miłość Lunę, sukę pół - wilczycę.
    


Przyjechali kolejką z Majdanu robotnicy (dwóch) i odśnieżyli ręcznie całą stację. Nie chciało mi się wyjść, dlatego zdjęcie przez okno. 
    


Jutro sobota, kolejka przywiezie turystów. Wojtek robi za Legendę Bieszczadzką.
        To jest nieco męczące – mówi.
W każdym razie kobitki patrzą na Wojtka łakomym wzrokiem. ( jak na każdego gwiazdora)
W sierpniu taki tekst słyszałem:
       - Jedna pani (blondynka) do drugiej: - Popatrz, tam stoi Wojtek Juda.
                                                Drugiej pani zadrgały nozdrza i powiedziała: - Wowwww!
 
Czaszka wilka. Czy te kły nie robią wrażenia? Mlask i nie masz ręki!
     


Wilczy komputer Wojtka.
     


I na ścianie trzy ujęcia wilków przebiegających tory kolejki na pierwszym zakręcie widocznym z Balnicy.
    


W czasie opadów śniegu Wojtek sam przeciera jakieś dwa km drogi, aż do miejsca, gdzie leśni przyjeżdżają po drzewo.