Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wołyń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wołyń. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 marca 2025

Prom w Świbnie

 


Holownik przeciąga prom na drugą stronę Wisły. Potem z powrotem. Popołudnie późne, więc mały ruch. Niewiele się dzieje, bo niby co ma się dziać? Jak rzekł był klasyk: - Trzeba co pewien czas zmniejszyć tempo.

 Pogapiłem się na zwoje liny cumowniczej. Bezmyślne gapienie się bywa ożywcze dla rozumu.










Usiadłem na ławeczce, popatrzyłem na wschodnią stronę i przypłynęły niewesołe myśli. W 1945 roku miejscowość nazywała się Schiwenhorst. Wiosną na mierzei wiślanej zaczęły się ciężkie walki, a na wyspie w ziemiankach koczowało kilkadziesiąt tysięcy niemieckiej ludności cywilnej, plus znaczna ilość wojska. W kwietniu wyspa była już otoczona. Ok. gehenna ludzi, ale przecież to Niemcy zaczęli. 

Minęły lata - dawny wróg okazał się przyjacielem, a przyjaciel wrogiem. 

Jest maj 2023 - minął rok pełnoskalowej wojny, którą Kacap narzucił naszym słowiańskim braciom. Ukraińcy walczą dzielnie i giną. Giną za siebie, ale i za nas. A u nas co? Polscy faszyści podnoszą głowy - akurat teraz przypomnieli sobie o Wołyniu. 

   Stąd jest niecałe 50 km. i już Kacapia. Blisko.

Wróbelki ćwierkają przy swojej misce.

Woda chlupie, siedzę zaparkowany w słońcu, niby sielsko jest, tylko te myśli.

czwartek, 14 kwietnia 2016

Propaganda

Piszę te listy do samego siebie i patrzę na licznik: - pokazuje dziś 2408
Tysiące potencjalnych zdjęć czeka na zamieszczenie.
To materiał na lata. I ciągle przybywają nowe zdjęcia, nowe tematy.
      Co jakiś czas robię przerywnik, bo przede wszystkim mam mieć frajdę z pisania postów. A mam ją wtedy, gdy urozmaicam tematykę.
Wędrowanie jest piękne, pisać także lubię. Dlatego w archiwum jest spora ilość oczekujących tekstów, gotowych do pojawienia się na blogu. Teraz pozostaje tylko wklejać je z magazynu i ewentualnie dodawać zdjęcia.
    Zaniedługo przestaną pojawiać się kolejne posty. Umilknę na czas jakiś.
Ostatni wpis będzie 30 kwietnia.

Trzymam się indywidualnego tempa – jeden wpis dziennie. 
Wydawało mi się, że przed wakacjami dotrę z opowiadaniem do fantastycznego biwakowania na Fereczatej. 
Jednak nie ma na to najmniejszych szans. 
I tak temat Otrytu skracam. A po drodze jeszcze Chmiel, Zatwarnica, połoniny i zejście do Smereka. O Fereczatej napiszę dopiero na jesieni.
Dziś zmiana tematu.
         
              Propaganda.

Propagandę początkowo chciałem podzielić na subtelną (reklamy) polegającą jedynie na manipulacji przy wciskaniu kitu i chamską, polegającą na pospolitym kłamstwie z grubej rury. Jednak dam spokój.
O wiele lepsze jest spojrzenie z dystansu.
Czyli po prostu propaganda.

Marsz KOD w Warszawie, pod hasłem: „My Naród”.
Stałem, a potem szedłem w szeregach „Pomorze z Wałęsą”.

Jako łowca chmur robiłem zdjęcia ciekawej chmurze nadciągającej ze wschodu. Piękny czas, wspaniały nastrój, pokojowa demonstracja. Piknik dosłownie. Dzieci z balonikami, tatusiowie trąbią zapamiętale. Jedna pani mnie ujęła: - gwizdała na palcach! A myślałem, że jestem wyjątkiem.
Dobrze! Od tego gwizdania i trąbienia zwiększa się pojemność płuc.



Most zamknięty dla ruchu, liczba uczestników potężna. Mam jakąś skalę porównawczą, bo już byłem na kilku protestach KOD.
Na przykład na tym.

Pochód pod hasłem „My Naród”, był największym z dotychczasowych. Sto tysięcy jak nic.
Być może 200 tysięcy. Ale organizatorzy są ostrożni: podają sto.
Policja podaje (Czyli dziś Pis): 15 tysięcy.
    Policja kłamie?
To nie policja kłamie, lecz rządzący kłamią, a policja jest zawsze podporządkowana rządzącym.
Do niedawna jedna grupa zawodowa cieszyła się (podobno) w Polsce największym zaufaniem: to była policja.
     Chwilowo to zaufanie wyparowuje.
Czemu rządzący kłamią? Bo się boją.
Czego się boją? Tego to już nie wiem, może siebie, a na pewno swoich kompleksów, także boją się tych z drugiego sortu, bo ci mają odwagę myśleć inaczej niż oni.
     A może boją się oderwania od koryta, do którego zapuścili właśnie swoje przyssawki?
W każdym razie w podawanych liczbach nakazują policji kłamać.
A policja to wykonuje. Smutne?
       Bo ja wiem? Przecież propaganda polega właśnie na wykonywaniu poleceń.
Polecenia wykonują niewolnicy.

Refleksja: - to poprzednia Centrala zapracowała na dorwanie się do władzy Centrali obecnej. Mylę się?

Ponieważ moja ciotka jest już wiekowa i często choruje, jeżdżę z nią do lekarzy. Jeździmy taksówkami.
To są krótkie kursy, ale moja ciotka lubi rozmawiać i taksówkarze to lubią. A że są na bieżąco, zawsze coś ciekawego się usłyszy.
     Moja szanowna ciotka umościła się w taksówce. Ruszamy. Ciotka zagaja do kierowcy: - panie, jak oni w tym Pisie kłamią! Itd.
Taksówkarz wysłuchał i mówi:

Jakiś czas temu wiozłem Kurskiego. Rozmawiał na dwa telefony. W końcu zapytał: - to ma tę kochankę, czy nie ma?
Tamten ktoś, coś odpowiedział. Kurski na to: - Dobra! Powiemy że ma. On się i tak z tego nie wyplącze.

Milczeliśmy.
Taksówkarz zakończył: - I tak się robi propagandę, proszę pani.
Jak będą chcieli kogoś udupić, powiedzą że odnaleźli grób jego nieślubnego syna z Wehrmachtu, nadadzą to w swojej telewizji, a ciemny naród kupi tę brednię.

Korzystając z okazji wrócę do liczb. Liczb z czasów wojny. Porównując je z propagandą liczbową stosowaną przez Pis.

                  Wołyń.

Komuniści podawali „swoje” liczby. Sto tysięcy Polaków zginęło. A tylko tysiąc Ukraińców. Proporcja 100 do 1.
Dziś ''historycy'' IPN (Instytut Podłości Narodowej), złagodzili wymowę liczb podawanych przez komunistów, i podają 80 do 20.
Zamieszczałem wypowiedź księdza Dziubini. W tej stonowanej wypowiedzi jest wołanie o prawdę.
      Pytam: jaką wartość mają „fakty”- liczby podawane przez jakąkolwiek propagandę?
A przy tym pamiętajmy że propaganda wojenna jest szczególnie agresywna:-  nawet kapłani uczestniczą w niej bezpośrednio, pomagając w imię Boże w wysyłaniu na rzeź. I robią to po obu stronach frontu.

   Osho powtarzał:

Miłość jest najważniejsza. Ona zamienia ciebie w buntownika, w rewolucjonistę. Miłość daje ci skrzydła, byś mógł szybować wysoko. Miłość pozwala ci wniknąć w istotę rzeczy, tak, że nikt nie może cię wykorzystać ani zniewolić.
     Księża i politycy funkcjonują dlatego, że mogą żerować na tobie, mogą wykorzystywać innych.
Wszyscy księża i politycy to pasożyty.
Znaleźli niezawodną metodę, w stu procentach skuteczną, by cię osłabić duchowo.
        Wpajają ci, byś przestał kochać siebie.
Jeśli bowiem człowiek nie potrafi pokochać siebie, nie potrafi również pokochać nikogo innego. Ma być posłuszny i służyć innym.
A wtedy łatwiej nim sterować.

Jest taki polski polityk, który jakiś czas temu wypowiedział zdanie: - Miłość jest najważniejsza.
I więcej nic na ten temat.
Któryś z doradców podpowiedział mu to zdanie. Te trzy słowa w ustach polityka, wyrwane z kontekstu prawdy, zabrzmiały jak pęknięty dzwon, wydawało się, jakby rekin zamiauczał.
     
Napisałem: - wartość propagandowych faktów i liczb jest wątpliwa. 
Nie tak jest. Takie fakty – liczby nie mają żadnej wartości.
        Nie twierdzę, że nie było mordów, czystki etnicznej. Była.
Ale zgódźmy się, że skala obustronnych wołyńskich mordów, jest nieznana i pozostanie już wielką niewiadomą.
Oto udokumentowany, jeden drobny fakt. Czyli wyjątek.
Urywek z książki „Pochówek dla rezuna” - Paweł Smoleński.

Wstawał mroźny poranek nad Birczą, w dzień po Trzech Królach w 1946 roku. Dwóch polskich chłopców znalazło w przydrożnych krzakach Ukraińca z UPA, który poległ podczas szturmu na Birczę.
Trup leżał twarzą w śniegu czerwonym od krwi, był zamarznięty na kość, a w zastygłych rękach trzymał karabin.
Jeden z chłopców chwycił za lufę, szarpnął jak mógł najmocniej, by wyrwać broń z zesztywniałych, zaciśniętych dłoni.
Nie zauważył, że wskazujący palec prawej ręki powstańca, opiera się na spuście, a karabin jest zarepetowany. Padł strzał.
Ukraińca wrzucono do dołu na posesji Jana Laszkiewicza. Chłopca pochowano obok żołnierzy poległych w obronie Birczy.
Na nagrobku napisano, że padł ofiarą ukraińskiego terroru.

Jak wiemy wyjątek nie potwierdza reguły. On ją kompromituje.
(Edward Stachura)

Manipulację liczbami pokazałem na przykładzie łagodnej, pokojowej propagandy Pis. Oczywiście również wrednej, bo to jedna z cech każdej propagandy.

Można także czynić propagandę na wesoło: - Dzięki zabawnej kreskówce - udało się sprawić, że niektórym Pingwiny kojarzą się z Madagaskarem.

Natomiast z każdą propagandą jest całkiem tak, jak w anegdocie:

Misza, biegnij na Plac Czerwony, tam rozdają samochody!

Misza pojechał na rowerze, żeby było szybciej.

Wrócił na piechotę i mówi:

  • Nie samochody, tylko rowery. I nie rozdają, tylko kradną.
  • A poza tym wszystko się zgadza.

Oraz zawsze aktualna polska anegdota okupacyjna:

Do Biura Zmiany Nazwisk przychodzi Polak.

- Chcę zmienić nazwisko.

- A jak się pan nazywa? Pyta niemiecki urzędnik.

- Adolf Dupa.

Och donnerwetter! Scheise! Unmoeglich! Brzydko! Jak brzydko! Tak nie może być! Co by na to powiedział Mein Fuehrer?

Zmieniamy! Schnell - szybko, szybko!.

- To jak pan się chce teraz nazywać?

- Andrzej Dupa.



poniedziałek, 12 maja 2014

Na Tarnicy o UPA



Potem poznałem młode małżeństwo Ślązaków mieszkające w Australii. Jak oni słuchali opowiadań o wędrówkach bieszczadzkich!
    Potem…..Nie da się oddzielić tego co jest dziś,od historii. Nie da się. 
Wynikła scysja, bo jakiś mężczyzna za moimi plecami zaczął tłumaczyć grupie harcerzy co robiły w Bieszczadach „bandy” UPA. Krew mnie mało nie zalała, tylko przez to jedno słowo, ale poszedłem do akcji spokojnie. Zapytałem czy on jest Polakiem. 
  Potwierdził.
      - Powstanie Warszawskie to była walka o wolność,   
         zgadza się? – Zapytałem.
 Potwierdził.         
      - Czy pan wie, że Niemcy nazywali bandytami         
         Powstańców Warszawskich? – ciągnąłem dalej.
   Wiem - odpowiedział.
      - Więc jest pan potomkiem tych, którzy zdławili w Bieszczadach ukraiński zryw wolnościowy, ukradli te ziemie, wypędzili stąd ludzi i jeszcze śmie pan powstańców ukraińskich nazywać tak, jak Niemcy Polaków? Czy opowiadał pan młodym o zbrodniach masowych wojska polskiego popełnionych na ludności cywilnej w Bieszczadach, w Zawadzce Morochowskiej i Terce?
Czy opowiadał pan młodym jak wojsko polskie wysadziło w powietrze szpital powstańczy razem z rannymi i obrońcami?
     
       (Facet milczy, ja się zemocjonowałem nieźle. Mówię podniesionym głosem, jestem pewny siebie i od serca to idzie. Czuję na sobie wzrok młodych i innych przygodnych osób. No tak, zmieniłem tu na górze koszulę, bo flanelowa była całkiem mokra. Mam na sobie łemkowską koszulę. Wtedy wydawało mi się, że to koszula przeważyła. Ja jeden – oponentów wielu. Lecz wiem teraz o podstawowej zasadzie: Przekonywanie ludzi zależy od tego jak mówisz- to 70 % powodzenia, 20 % powodzenia zależy od tego co mówisz, a 10 % zależy od mowy ciała, czy pewnie stoisz, czy jesteś wyprostowany, czy się nie cofasz itp.
       Teraz wiem o tej zasadzie, a kiedyś nie wiedziałem, lecz stosowałem ją w sposób naturalny).

Ciągnę przemowę dalej:
        - To komunizm, bandycki ustrój, tak namieszał ludziom  w głowach, że już trzecie pokolenie powtarza brednie propagandy. Trzeba przyznać, że komuniści kłamali koncertowo i byli specami od szczucia ludzi na siebie.
      Twórz podziały, dziel i rządź. Czyli: - niech ludzie skaczą sobie do gardeł. Trzeba znaleźć wroga. Co Stalin mówił?:
       Znajdziemy w ciemnym pokoju kota, nawet gdy go tam nie ma!

Opowiedziałem o epizodzie z wojny radziecko – fińskiej:

Wojna Stalina z maleńką Finlandią. Rosja w końcu "zwyciężyła". Właściwie przegrała, takie dziesiątki tysięcy rosyjskich trupów padło i tyle sprzętu uległo zniszczeniu.
      Finowie bronili się dzielnie.
Stalin przemawiał: - „Towarzysze, zwyciężyliśmy! Ta Finlandia, to nic takiego, u nas ludzi mnogo. Ważne, że zwyciężyliśmy strategię i sprzęt zachodni!”
   Na sali podrywają się słuchacze i następuje owacja: - niech żyje tow. Stalin!

Biorąc pod uwagę ilość strat w ludziach i sprzęcie i długotrwałość walk - Rosjanie przegrali z kretesem. W końcu pokonali Finlandię chamską nawałą ilościową; stu na jednego.
W czasie kampanii fińskiej pokazała swoje oblicze sowiecka propaganda.
Jeden fakt tylko: - Podano, że jednego dnia zniszczono 62 samoloty fińskie, za co dowódca pułku lotniczego dostał tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Prawda była inna.
Tego dnia Finowie swoim lotnictwem rozbili doszczętnie sowieckie samoloty na ziemi. Sowiecki pułk przestał istnieć. Straty Finów: - jeden samolot.
Sowieci kłamali koncertowo, największą klęskę przedstawiali w gazetach jako sukces.
        W związku z tym, nie można wierzyć ani jednemu ich słowu.
Dlaczego mówię ciągle o Sowietach? Bo w Polsce powojennej rządzili Sowieci, tu był Priwislanski Kraj, Polski nie było.
Przed wojną Polska miała dwóch wrogów: - Niemcy i Rosję. Ukraińcy za wrogów mieli Rosję i komunistyczną Polskę. 
Dziś Ukraina wstaje z kolan. Gorzej jest z Łemkami i Bojkami. Wobec nich komuniści zastosowali odpowiedzialność zbiorową. To była zemsta za sprzyjanie Powstańcom UPA.

Chwila ciszy.
    - To mamy zapomnieć o Wołyniu?
    - Nie trzeba o niczym zapominać, tylko rzetelnie policzyć grzechy i podać sobie ręce do zgody.
         UPA dopuściła się na Wołyniu czystki etnicznej, ludobójstwa.
Na jedno chcę zwrócić uwagę: - podawana ilość strat wśród Polaków - ogromna - sto tysięcy cywilów. Dlaczego przez wiele dziesiątków lat komuniści zabraniali ustalać straty?
        Kłamali.... Dziś historycy szacują straty na 80 tys. po stronie polskiej - 20 tys. po stronie ukraińskiej.
Zmieniają się proporcje, kiedyś było sto do jednego, dziś jest cztery do jednego. To pokazuje skalę kłamstwa. Ale nie o to tylko chodzi. To dalej ocean trupów i nikt nie przywróci im życia. Chodzi o to, żeby nie skakać sobie do oczu, odkreślić przeszłość Grubą Kreską.
Nie wolno siać nienawiści. Zupełnie odwrotnie: - mamy wreszcie sobie wybaczyć i pogodzić się. Zerwać ze stereotypem złego Ukraińca i dobrego Polaka. Jesteśmy równi. Mamy także w swej historii wiele nieudanych Powstań. Z kłótni polsko - ukraińskich cieszy się Rosja.
       Uff! Ale się nagadałem!
Stopniowo gasły emocje. Rozstawaliśmy się w pokoju.  
Ludzi ubywało, zbliżał się zachód. 
    



Wreszcie ostatni turyści poszli i zapanowała cisza.