poniedziałek, 28 stycznia 2013

Zdarzenie w Los Angeles



 Konrad pojechał ze mną do ogromnego supermarketu, wypełnionego imponującymi płodami farm i sadów doliny San Fernando.
Zdecydowałem, że posiłek rozpoczniemy od karczochów faszerowanych krabami i tartą bułką, posypanych serem i pokropionych doskonałym koniakiem.
      Żeby skrócić czas zakupów, dałem Konradowi listę innych produktów. Poszedł w kierunku stoiska z mięsem, a ja w kierunku warzyw.
     Były tam ogromne stoły załadowane karczochami. Przy jednym z nich stała olśniewająco piękna kobieta.
    Zwracała na siebie uwagę nie tylko z powodu swych doskonałych, kobiecych kształtów, ale także dlatego, że były one ledwo okryte.
    Miała na sobie obcisłą bluzkę i króciutkie spodenki, tak krótkie, że prawie ich nie było. Uwagę przykuwały również buty na wysokich, prawie dwudziestocentymetrowych platformach.
    Miała wspaniałe czarne włosy i purpurowe okulary przeciwsłoneczne. Była absolutnie ekscytująca.
     Pomyślałem: „Dobry Boże!!!”
Przebierała w karczochach. Ja również chciałem je kupić, dlatego nonszalancko ruszyłem w jej kierunku, by móc z bliska ocenić walory jej piersi, które były prawie nagie.
Żeby wyglądało to naturalnie, wrzuciłem kilka karczochów do wózka, wcale na nie nie patrząc.
       I wtedy, zupełnie niespodziewanie poczułem, jak fala dreszczu przebiega przez całe moje ciało. Włosy stanęły mi na baczność – te na szyi również.
Ni stąd, ni zowąd „poznałem” nagle, że kobieta nie pochodzi z Ziemi!

     Kompletnie zaschło mi w gardle. Poczułem drżenie rąk. Odsunąłem się. Postanowiłem ruszyć w kierunku pomarańczy i grejpfrutów, które miały być składnikiem owocowej galaretki Konrada.
    Aby jednak tam dojść, musiałem się odwrócić. I wtedy!......

Przy końcu rzędu skrzynek z warzywami ujrzałem – była to rzecz najbardziej zdumiewająca ze WSZYSTKICH – JEDNEGO Z BLIŹNIAKÓW!
      OBSERWOWAŁ  kobietę.
ZOBACZYŁ, że go spostrzegłem i w mojej głowie natychmiast powstał obraz białek kartki, na której było napisane: -Proszę nic nie mówić i zachowywać się normalnie”.
    Usiłowałem zebrać rozbiegane myśli i wtedy nagle do głowy wpadła mi myśl najgłupsza z możliwych: -„ Jeśli jest tu jeden z bliźniaków, to i drugi musi tu być”.
    Byłem pewien, że musi on stać po przeciwnej stronie rzędu skrzynek z warzywami i że również obserwuje kobietę.
Stał tam rzeczywiście.
    Tym razem obaj bliźniacy ubrani byli NA CZARNO. Nie mieli jednak na sobie owych garniturów, które -  jak wieść niesie – noszą Ludzie w Czerni, nakłaniający świadków pojawień się UFO, by nikomu o tym nie mówili.
    Bliźniacy mieli czarne dżinsy, czarne buty i czarne kamizelki. Wyglądali jak macho- bandziory z L.A. varietes.
   Myśląc o tym, zdałem sobie sprawę, że znalazłem się w miejscu, w którym nie powinienem być. Podjąłem więc pospieszną ucieczkę do działu z pieczywem. Zanim jednak tam dotarłem, oblała mnie fala PRZERAŻENIA.
    Muszę tu coś wyjaśnić.
Gdybym nie zobaczył bliźniaków, to dziwne wrażenie, jakiego doświadczyłem stojąc w pobliżu superzmysłowej kobiety, przypisałbym pewnie nadczynności własnej wyobraźni.
      Teraz jednak było to kompletnie niemożliwe.
Obecność bliźniaków oraz wyjący w mojej głowie alarm, przekonywały, że kobieta JEST ISTOTĄ NIE Z TEJ ZIEMI.
     Nie pamiętam jak przebiegła reszta zakupów.

Kraina La-La ( Los Angeles )



                   Spotkaliśmy się z Konradem przy kasie. W drodze do samochodu wytłumaczyłem mu, dlaczego nie będziemy jedli pomarańczowej galaretki.
      Kiedy już siedzieliśmy w samochodzie, poprosiłem go nagle, aby poczekał jeszcze kilka chwil. Zapytał, co się stało.
  Odpowiedziałem: - Po prostu poczekaj.
I wtedy ze sklepu wyszła tamta kobieta, pchając załadowany zakupami wózek.
- Przypatrz się jej i powiedz, co o niej myślisz.
Konrad spojrzał przelotnie na kobietę i powiedział coś bardzo niezwykłego,
       - No cóż, jeśli chodzi ci o to, czy ona nie pochodzi z Ziemi, to myślę, że tak – rzekł znudzonym głosem.
     W Krainie La-La mamy ich pełno.
Nie pytałem go, co myśli o dwóch ubranych na czarno facetach, którzy obserwowali ją, jak ładuje zakupy i swoje zmysłowe ciało do zniszczonego, żółtego volkswagena.
     Osunąłem się na siedzenie i poprosiłem Konrada, by szybko stąd odjechał.

Obiad w towarzystwie Shaficy i Violi okazał się całkowitym sukcesem. Naturalnie, po napojeniu zarówno ich, jak i samych siebie sporą ilością wina, powiedzieliśmy im, że widzieliśmy kolejnego Obcego w supermarkecie.
     To zapoczątkowało niezbyt trzeźwą dyskusję o Obcej Cywilizacji., która zajmuje się infiltrowaniem Ziemi. Shafica i Viola rozmawiały o tych sprawach szeptem – i im bardziej stawały się poważne, tym trudniej było je zrozumieć.
     Viola: - Jest ICH wielu, chociaż większość z  nich to bioandroidy.
      Shafica:  - Są niebezpieczni i zdają sobie sprawę z tego, że tylko ludzie obdarzeni właściwościami medialnymi mogą im zagrozić. Bądź ostrożny Ingo, bądź ostrożny!
      Uzyskałem wszystkie te informacje, a nawet słowem nie wspomniałem o spotkaniu z Axelrodem!

Stacja Grand Central



 Zaledwie w kilka dni po owym niezwykłym spotkaniu wróciłem do Nowego Jorku. Podświadomie oczekiwałem na telefon od Axelroda i nie trwało to długo.
      Telefon zadzwonił pewnego wieczoru i kiedy podniosłem słuchawkę, miły, żeński głos na drugim końcu linii zapytał:
     - Pan Swann? Pański kolega chciałby z panem rozmawiać.
     - Dobrze.
     - Chce z panem rozmawiać przez inny telefon. Czy mógłby pan dziś wieczorem o 7.30 udać się na stację Grand Central?
      - Sądzę, że tak.
      - Bardzo dobrze. Niech pan czeka w holu głównym, w pobliżu informacji, aż zobaczy pan kogoś, kogo pan rozpozna.
     I w tym momencie mój telefon nagle ogłuchł! Nie usłyszałem ani „do widzenia”, ani „dziękuję”, nie było żadnych trzasków, długiego, lub urywanego dźwięku – jakby telefon po prostu przestał działać.
     Podniosłem słuchawkę po chwili jeszcze raz: telefon wciąż był głuchy.
Do Grand Central pojechałem metrem i wtopiłem się w tłum kłębiący się wokół punktu informacyjnego w głównym holu dworca.
     Wisiał tam duży zegar. Zauważyłem, że jestem pięć minut przed czasem.
Minęło pięć minut, a także następnych dziesięć i nie wydarzyło się nic.
    Pomyślałem: - „do diabła z tym” i poszedłem kupić kawę, którą sprzedawano  w jednej z arkad przy głównym holu. Zapaliłem papierosa. ( Było to jeszcze przed ustanowieniem zakazu palenia w miejscach publicznych)
      I wtedy zobaczyłem nagle kogoś, kogo natychmiast rozpoznałem. Myślę, że widziałem go już wcześniej, ale nie odnotowałem tego faktu.
      Był to oczywiście jeden z bliźniaków, ale tym razem miał na sobie stare, zniszczone ubranie i wyglądał jak bezdomny, których spotkać można na dużych dworcach kolejowych.
     Widząc, że go rozpoznałem, podniósł palec do ust i zrozumiałem, że mam nie pokazywać tego po sobie. Nie wiem dlaczego trzęsły mi się ręce, ale tak było.
Przełknąłem trochę kawy. Bliźniak spędził około dziesięciu minut uważnie przyglądając się ludziom na stacji.
     W końcu skinął na mnie głową i wskazał na wyjście z dużego holu. Zrozumiałem, że mam iść za nim.
     Ruszył w dół jednym z korytarzy wychodzących na Lexington Avenue. Wewnątrz są schody prowadzące do wejścia.
Upewniając się, że jestem tuż za nim, schodził w dół. Następnie stanął przy budce telefonicznej ( dziś już takich nie ma). Wszedł do środka i przez drzwi widziałem, jak wybiera numer.
     Stałem w pewnej odległości, ale jestem pewien, że nie powiedział do słuchawki ani słowa.
Następnie odłożył słuchawkę na małą półkę w kabinie i wyszedł. Zrozumiałem, że teraz ja mam wejść do środka i podnieść słuchawkę.

Istota spoza Ziemi



Po drugiej stronie linii były niewielkie zakłócenia. Trzymając słuchawkę powiedziałem to, co zwykle się mówi w takich przypadkach.
     - Słucham.
      - Pan Swann? – to był ten sam miły, kobiecy głos, który słyszałem przed kilkoma godzinami, kiedy telefon zadzwonił w moim domu.
      - Tak.
      - Co pan ma na prawej ręce?
      -  Ma pani na myśli mój tatuaż?
      -  Jaki jest jego kolor?
      -  Głównie zielony – odpowiedziałem.
      -  W porządku. Proszę czekać na połączenie.
      -  Połączenie?  Co to miało znaczyć?
 Po kilku różnych dźwiękach i zakłóceniach usłyszałem w końcu głos Axelroda.
      -  Przykro mi, że muszę to robić w ten sposób – zaczął, ale zależało nam na tym, aby doprowadzić cię do telefonu, który koduje naszą rozmowę, i w miejsce, gdzie możemy cię obserwować.
      Miałem właśnie powiedzieć „cześć”, ale głos Axelroda stał się nagle bardzo oficjalny.
       -  Nie mów nic. Odpowiadaj jedynie na moje pytania.
Domyślając się, że zamierza na mnie nakrzyczeć z powodu przypadkowego spotkania w krainie La-La., postanowiłem być cichy, jak myszka.
       -  Może odniesiesz wrażenie, że ingeruję w twoje życie – powiedział Axel – ale chciałbym wiedzieć, dlaczego byłeś w tym supermarkecie w Los Angeles?
       -  Byłem tam z przyjacielem. Postanowiliśmy ugotować obiad. Miała być pomarańczowa galaretka, kotlety z jagnięcia i faszerowane karczochy. Nie zdołaliśmy kupić wszystkiego.
     Chwila ciszy.
       -  Nie było żadnego innego powodu?
       -  Nie
 I znowu cisza.
       -  Dlaczego na nią patrzyłeś?
       -  Rany boskie, była niezwykle seksowna, a te kilka szmatek, które miała na sobie, niewiele zakrywało! Najpierw zobaczyłem ją od tyłu i po prosu chciałem obejrzeć ją sobie z bliska. Grzebała w karczochach.
       -  Jesteś pewien, że nie istniał żaden inny powód?
       -  Całkowicie.
Znowu cisza.
       -  Co o niej pomyślałeś?
Teraz przyszła moja kolej na chwilę ciszy.
       -  No cóż…miałem wrażenie, że nie jest ona….dokładnie taka, jak my.
       -  Jaka więc była?
       -  Była spoza Ziemi.
Niemal zadławiłem się tymi słowami.
       -  Co sprawiło, że tak pomyślałeś?
       -  Nie mam pojęcia. To było tylko wrażenie. Wysyłała jakieś fluidy. Dreszcz przebiegł mi po plecach, a włosy na karku stanęły dęba.
       -  Czy uświadomiłeś sobie, że widywałeś takich ludzi  już wcześniej?
       -  Jeśli pytasz, czy widziałem wcześniej Obcych, odpowiedź brzmi: -nie. Dziwnych ludzi oczywiście widywałem, ale nigdy nie czułem czegoś takiego.
       -  Dlaczego uciekłeś?
       -  Kiedy zauważyłem bliźniaków, zdałem sobie sprawę, że coś się dzieje. To mnie cholernie przeraziło.

Uważaj na tę kobietę



W porządku. Czuję się zobligowany do tego, by cię przestrzec, że to bardzo niebezpieczna osoba. Jeśli jeszcze kiedyś ją zobaczysz, a szczególnie w sytuacji, gdy ona będzie próbowała zbliżyć się do ciebie, rób wszystko, by zachować między wami dystans. Ale rób to w sposób naturalny.
     Nie miałem pojęcia, co odpowiedzieć, więc milczałem.
     - Rozumiesz?
      - Nie bardzo – wyszeptałem w końcu – ale chyba się domyślam..
       - Dobrze. Jak twoja praca w SRI nad zdalnym postrzeganiem?
Przez cały czas rozmowy, pot spływał mi po plecach. Poczułem ulgę w związku ze zmianą tematu.
       - Jest coraz lepiej, osiągamy dobre wyniki i każdego dnia dowiadujemy się więcej. Trafiam już z dokładnością 65 %.
       - To dobrze. Skontaktujemy się z tobą wkrótce.
Połączenie zostało przerwane. Linia była przez chwilę głucha, lecz w końcu pojawił się w słuchawce dźwięk przerywany.
    Bliźniak, widząc jak odkładam słuchawkę i wychodzę z kabiny, nonszalancko przeszedł obok, trzymając w ręku papierowy kubek, jakby prosił o jałmużnę.
    Do kubka była przymocowana karteczka: -„Idź prosto do Lexington i złap taksówkę. Będziemy ciebie ochraniać. Nie odwracaj się”.
    Zdenerwowany jak cholera, ale uważając, że w tej sytuacji będzie to właściwe, śmiało wyciągnąłem ćwierćdolarówkę i wrzuciłem ją do kubka, w którym były już inne monety.
   Poszedłem na Lexington Avenue i zatrzymałem taksówkę – tak szybko jak to możliwe i ani razu nie oglądając się za siebie.
   Nie pojechałem jednak do domu, a do zbiegu Ósmej i Trzeciej, gdzie powałęsałem się trochę, usiłując sprawdzić, czy ktoś mnie nie śledzi.
Później poszedłem do mojego ulubionego baru, który był w pobliżu i pochłonąłem tanie piwo. Moja wyobraźnia pracowała pełną parą.
   Paranoiczny strach, który pojawił się wraz z tymi wydarzeniami, trzymał mnie w szponach i nie puszczał. Miałem wrażenie, że wszędzie wokół mnie tłoczą się pozaziemskie istoty oraz tajemniczy współpracownicy Axelroda.
   Bo kim był Axel i ci, którzy z nim pracowali?
Byłem pewien, że wpadłem w coś, z czym sobie sam nie poradzę. Martwiłem się, że  mogę zostać zabity, albo porwany. Nawet teraz po tylu latach, myśl ta wywołuje u mnie gęsią skórkę.
Wreszcie nastąpił zapowiedziany kontakt. To spotkanie zwaliło mnie z nóg!
   Rezultat obiecanego kontaktu był taki, że jeśli miałem kiedykolwiek wątpliwości czy istnieją Obcy, teraz zostały one bezpowrotnie rozwiane.
Omal nie zginąłem w tych wydarzeniach.

Czterech Wielkich



 ( według Roberta Wilsona )                                                                                                                                                                                                                                              Chrześcijaństwo, buddyzm, islam, to najpotężniejsze  na naszej planecie instytucje  programowania umysłów.
Co łączy Buddę, Mahometa, Jezusa i św. Pawła ?                                                                                                                                                                           
Nie mają Oni żadnych wspólnych punktów  w doktrynie, żadnych wspólnych punktów w etyce, żadnej teorii na temat życia „ w zaświatach „ a jednak w historiach  Ich żywotów  jest jedna wspólna cecha .                                                                                                                                                                                                                                       Budda był przeciętnym hinduskim szlachcicem, który nagle doświadczył błyskawicznej przemiany umysłu, stając się wielkim nauczycielem.                                                                                                                                                                                              
Mahomet był prostym ujeżdżaczem wielbłądów, nie wykazującym się szczególną ambicją czy inteligencją, który nagle doświadczył błyskawicznej przemiany umysłu, stając się wielkim nauczycielem, zdobywcą, prawodawcą i prorokiem .                                                                                                                                                                                            Nieznane nam są losy Jezusa przed ukończeniem trzydziestki, kiedy to nagle doświadczył błyskawicznej przemiany umysłu, stwarzając doktrynę, która postawiła na głowie całe Cesarstwo Rzymskie  i wywarła trwały wpływ na późniejsze losy cywilizacji zachodniej .                                                                                                                                                                                                                                                                       
Św.Paweł, który przejął nauki Jezusa  i stworzył w oparciu o nie ruch wojowników, przeżył radykalną przemianę umysłu, podczas której został oślepiony i wzniesiony do nieba, gdzie ujrzał rzeczy, „o których nie jest słusznie mówić” .                                                       Wszystkich tych wielkich przywódców religijnych nie łączyło nic innego poza elementem radykalnej przemiany duchowej.                                                                                
Budda twierdził, że jego oświecenie miało charakter naturalny.                                                
 Zapytano go kiedyś : -„ czy jesteś Bogiem ? „                                                        
 Odpowiedział : - Nie.                                                                                                 
Czy jesteś świętym ?                                                                                                   
- Nie                                                                                                                         
 Więc kim jesteś ?                                                                                            
- Jestem przebudzonym.                                                                                                                                                                                                                        
- Mahomet informuje nas, że rozmawiał z aniołem Gabrielem.
                        - Jezus, że: - „ Ojciec , który jest w niebie, przemówił przez Niego”.               
                        - św. Paweł  natomiast: - ujrzał światła i był w niebie .
To iluminacje . A czterech Wielkich to iluminaci .                                           

Oświeceni i umysł



 

Budda mawiał: -„Nie wierz w nic, co twój umysł uważa za wiarygodne”
                         - „Oświecenie, to koniec cierpienia”.          
                         - To , czym jesteśmy , stanowi owoc wszystkich naszych myśli .  Wyrasta z myśli. Opiera się na myślach          
      
Robert Wilson - Mózg potrafi interpretować fale i częstotliwości z innych wymiarów, z krainy światła, z bezgranicznej rzeczywistości  istniejącej Tu i Teraz, lecz niewidocznej dla nas, bo tkwimy  w  KRÓTKOWZROCZNYM  TUNELU  RZECZYWISTOŚCI .
Jesteśmy gigantami, wychowanymi przez pigmejów, którzy nauczyli nas chodzić na kuckach mentalnych . Naszym  celem jest osiągnięcie wyprostowanej sylwetki. Przebudzenie mocy umysłu . ( Powstający Prometeusz )
        Katie Byrd - Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich. Wolność jest właśnie taka prosta. Odkryłam, że cierpienie jest wyborem. Odkryłam w sobie radość, która nigdy nie zniknęła, nawet na chwilę. Ta radość jest w każdym zawsze.
 Odkryłam, że kiedy wierzyłam swoim myślom, cierpiałam, a kiedy im nie wierzyłam, nie cierpiałam, i że to samo dotyczy wszystkich. Wolność jest właśnie taka prosta. Odkryłam, że cierpienie jest wyborem. Odkryłam w sobie radość, która nigdy nie zniknęła, nawet na chwilę. Ta radość jest w każdym zawsze.
 Tybetańska Księga snów - Głównym powodem cierpienia jest wrodzona ignorancja i wynikające z niej pragnienie, aby rzeczy były inne, niż są.

Osho – Obserwuj swoje myśli. Poznaj siebie, poznaj swoją rzeczywistość. Nie szukaj szczęścia na zewnątrz. Dopóki nie poznasz siebie, cokolwiek robisz, będzie to próżne. Najbardziej podstawową sprawą jest poznanie siebie.                                             
         Ale dzieje się tak, że stale przegapiamy to, co najbardziej podstawowe, i stale przejmujemy się błahostkami.
          Szczęście zawsze było przy tobie, tylko ty byłeś zbyt zatłoczony myślami, żeby to zauważyć.
Nie czekaj na przyszłość, bo przegapiasz Tu i Teraz. Szczęście  jest właśnie Tu i Teraz. To jest ten pierwszy, najważniejszy krok w zrozumieniu. Zawsze byłeś i będziesz samotny. Samotność jest piękna - to skarb. W głębokiej samotności, otwierają się twoje oczy.

Eckhart Tolle -  Pozwalaj być chwili. Wybaczaj jej. Umiejętność wybaczania temu, co jest teraźniejsze, jest ważniejsza, niż puszczanie przeszłości w niepamięć. Wtedy nie gromadzą się zaległe urazy. Zaakceptuj wszystko, co jest. Umysł i opór to synonimy, akceptacja natychmiast wyzwala cię spod władzy umysłu.                                                                

Marek Aureliusz: - „Zgódź się na wszystko, co do ciebie przychodzi, wplecione we wzór twojego przeznaczenia, cóż bowiem innego mogłoby być lepiej dostosowane do twoich potrzeb?”

Eckhart Tolle - Większość ludzi musi bardzo wiele wycierpieć, nim zaniecha oporu i pogodzi się z rzeczywistością, czyli wybaczy. Gdy to zrobią, zdarza się jeden z największych cudów, dzięki pozornemu złu, budzi się świadomość Istnienia, a cierpienie przeistacza się w wewnętrzny spokój.                                                                                                                            
             Ego to umysł niepoddany obserwacji, który kieruje twoim życiem, kiedy nie jesteś obecny jako świadek. Ono kreuje problemy, a potem stara się je rozwiązać, ale nigdy ich nie rozwiąże, z tej prostej przyczyny, że samo stanowi swój główny problem. Wszelkie cierpienie jest dziełem ego i powstaje z oporu, z niezgody na to, co jest.                                                                                                            
           Im bardziej umysł stara się pozbyć bólu, tym bardziej boli. Umysł nigdy nie znajdzie rozwiązania, bo sam jest częścią problemu. To tak, jakby podpalacza szukał policjant, który sam jest podpalaczem.
       Przebłyski prawdziwej radości i miłości zdarzają się w chwili zatrzymania strumienia myśli: w chwili wyjątkowego piękna ( odbiera wtedy mowę ), pod wpływem wysiłku fizycznego, w medytacji lub w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa. To są krótkie chwile, bo umysł zaraz wznawia hałaśliwą działalność, zwaną myśleniem.

Jezus: - „ Gdy utożsamiasz się z umysłem,  jesteś wtedy niby gałąź odcięta od winorośli”.

Eckhart Tolle - Emocje znaczą „zakłócenie”. Zakłócenie pracy umysłu. Poczuj więc emocje. Miłość chora zamienia się po pewnym czasie w przyciąganie i agresję na przemian. Prawdziwa miłość nie zadaje cierpień. Ale ona jest, tylko umysł ją zasłania. Tak, jak za zachmurzonym niebem jest zawsze słońce, ukryte za warstwą chmur. A ból jest wtedy, gdy utożsamiasz się z umysłem. Cierpienie jest wtedy, gdy umysł kieruje twoim życiem. Ból  bieżący bierze się z osądu i oporu wobec teraźniejszości. Im mocniej utożsamiasz się z umysłem, tym mocniej cierpisz.
          Gdy użalasz nad sobą, masz poczucie winy, albo ogarnia cię niepokój - odchodzisz od teraźniejszości do przeszłości lub przyszłości – tworzysz czas psychologiczny, czyli materiał, z którego dramat powstaje.                                                                                                         
              Jeżeli nie pozwalasz obecnej chwili być, odmawiasz jej należnego szacunku. A kiedy żyjesz, całkowicie godząc się na to, co jest, wszelkie dramaty dobiegają końca i nawet zwykły spór nie zdoła cię wciągnąć.    
Masz problem? Otóż nie masz żadnego problemu! Jesteś więźniem przeszłości, bo uważasz, że potrzebujesz więcej czasu, aby problem przemyśleć. Dostaniesz więcej czasu. Dostaniesz tyle czasu ile tylko zapragniesz! Już o to zadba twoje ego. Ono przecież tym właśnie się żywi, żeby podrzucać do ognia.
Dostaniesz więc także całe morze cierpienia, bo cierpienie i czas to nierozłączna para. 

Zaratustra - pomyśl dobrze, powiedz - co pomyślałeś, wykonaj - co powiedziałeś.



           

piątek, 25 stycznia 2013

Mars i Wenus na Wigu-20

Dax wystrzelił dziś. Natomiast Wig - 20 jakby bez życia, a już 13.00 dochodzi.
 Na wykresie Wigusia pokazały się dwie planety, ale nie jest rozsądzone, co będzie dalej...... Czas policzyć daty na następne trzy miesiące.
Miłego weekendu życzę sobie oraz Wam, Czytelnicy.

Klopman



- Panie Klopman, mimo że jest pan naprawdę ciężko chory, to myślę, że uda mi się pana z tego wyciągnąć - mówi doktor Bones. Klopman płacze:
- Doktorze, jeśli naprawdę wyzdrowieję, to przekażę pięć tysięcy dolarów na pana nowy szpital.
Kilka miesięcy później Bones spotyka Klopmana na ulicy i pyta o samopoczucie.
- Nigdy nie czułem się lepiej - odpowiada Klopman.
- Chciałem więc z panem porozmawiać o obiecanych pieniądzach na nowy szpital - mówi Bones.
- Nie rozumiem, panie doktorze?.
- No cóż, obiecał pan, że jeśli pan wyzdrowieje, to przekaże pan pięć tysięcy dolarów na nowy szpital - mówi Bones.
- Ja tak powiedziałem? - dziwi się Klopman. - To tylko dowodzi, jak bardzo byłem chory!


 

Edukacja



Ludzi nie wolno do niczego przymuszać. Dzieci nie wolno wpychać w powtarzające się schematy. Czy kiedykolwiek przyjrzałeś się swojej edukacji? Czy zastanawiałeś się nad nią?                 
     To zwykły trening pamięci. Dzięki temu treningowi stajesz się coraz mniej inteligentny.                
                                              Stajesz się głupi!
Każde dziecko idące do szkoły jest inteligentne, ale bardzo rzadko ktoś, kto kończy studia jest nadal inteligentny. Tak, opuszczasz Uniwersytet z tytułami, ale płacisz za nie słono. Tracisz radość, inteligencję, życie, ponieważ twoja prawa półkula mózgowa przestaje funkcjonować.            
               A czego się nauczyłeś? Informacji. Twój umysł przepełnia wiedza, fakty.
Możesz powtarzać, możesz odtwarzać. Temu właśnie służą egzaminy – za osobę inteligentną uważa się kogoś, kto umie zwrócić wszystko, co w niego wrzucono. Najpierw trzeba go zmusić, żeby połykał, ciągle połykał, a potem, żeby na egzaminie to zwymiotował.
             Jeśli potrafisz efektywnie wymiotować wiedzą jesteś inteligentny. Jeśli potrafisz zwrócić dokładnie to, co w ciebie wrzucono, jesteś inteligentny. Ci, którzy są najgłupsi, uznawani są za najbardziej inteligentnych. To bardzo przykre. Człowiek inteligentny nie musi pasować do innych.
Czy wiedziałeś, że Albert Einstein nie mógł zdać egzaminów wstępnych na studia? 
( Zbyszek - Einstein zdał dopiero za trzecim razem, gdy zwymiotował na egzaminatorów, tak jak oni oczekiwali).
Zachowywanie się tak głupio jak inni, było dla niego bardzo trudne. Wszyscy złoci medaliści ze szkół i uczelni znikają. Ich chwała kończy się razem z medalami, potem nie można ich znaleźć. Dali się zniszczyć.
           Kiedy człowiek odpowie w nietypowy sposób, powinno się go doceniać. Nie powinny istnieć gotowe prawidłowe odpowiedzi. Są tylko odpowiedzi mądre i głupie. Głupia odpowiedź, to recytacja. Mądra odpowiedź jest kreatywna, wrażliwa, inteligentna.          
            Wyrecytowana odpowiedź jest tylko powtórzeniem, nie jest wartościowa. Natomiast odpowiedź inteligentna, nawet jeśli nie jest do końca prawdziwa, powinna być doceniona. Nie pasuje do starych poglądów, bo jest nowa. Co trzeba zrobić, jeśli chcesz być kreatywny? –       
              Wylej swoją filiżankę z wiedzą - zwymiotuj ją. 
Wymaż wszystko, co dali ci rodzice, nauczyciele, politycy i księża. Potrzebna ci jest wolność i przestrzeń.
Sam musisz uwolnić się z potrzasku. Do tego potrzebna jest odwaga, ponieważ kiedy zaczniesz odrzucać schematy stracisz szacunek społeczeństwa. Stracisz uznanie. Będziesz wydawał się ludziom dziwny. Będziesz wyglądał jak wariat.
              Oto największa odwaga: iść przez życie po swojemu, nie zważając na to co myślą o tobie inni. To wielkie ryzyko. Jeśli bowiem chcesz być kreatywny, musisz zaryzykować wszystko. Ale warto. Odrobina kreatywności jest więcej warta niż cały ten świat i wszystkie jego królestwa.

TYBETAŃSKA KSIĘGA SNÓW


        Nie wymyślajmy prochu, on już został wymyślony, należy korzystać z mądrości pokoleń....., coś tam zacząłem podkreślać, ale zrezygnowałem, bo KAŻDE zdanie z tego tekstu jest warte podkreślenia.

  Tenzin Wangyal Rinpocze.                                          

W Tybecie świeże skóry rozkłada się na słońcu i naciera masłem, aby nadać im miękkości. Lecz masło jest również przechowywane w skórzanych torbach. Kiedy zostawi się je w taki sposób na kilka lat, skóra, z której zrobiona jest torba, staje się twarda jak drewno, którego nie zmiękczy nawet tona świeżego masła.
             Ktoś, kto przez wiele lat studiuje nauki, przyjmując je jedynie na poziomie intelektualnym, posiadając niewielkie tylko doświadczenie w praktyce, jest podobny do takiej zesztywniałej skóry. 
         Nauki mogą zmiękczyć twardą skórę ignorancji, ale jeśli przechowuje się je jedynie intelektualnie, nie wprowadzając ich w życie za pomocą praktyki i nie ogrzewając bezpośrednim doświadczeniem, człowiek może stać się sztywny i ociężały w swoim intelektualnym zrozumieniu.
Nauki nie są bowiem poglądami, które należy gromadzić, lecz ścieżką, którą należy podążać.

             Wierność określonym wartościom jest rezultatem ignorancji kulturowej, ale skłonność do przyjmowania ograniczonych poglądów pochodzi z dualizmu, który z kolei stanowi manifestacje ignorancji wrodzonej.
Dopóki nie osiągniemy oświecenia, będziemy uczestniczyć w tym dualizmie i jest to całkowicie normalne.
            Ignorancja jest zwyczajnym zaciemnieniem świadomości, a przywiązywanie się do niej lub jej odpychanie to granie w tę samą, starą grę dualizmu. Z perspektywy niedualistycznej mądrości nie istnieją ani rzeczy ważne, ani nieważne.
 Jednak sytuacja, w jakiej przebywamy, stanowi jedynie drugorzędną przyczynę naszego cierpienia.  
                   Głównym powodem cierpienia jest wrodzona ignorancja i wynikające z niej pragnienie, aby rzeczy były inne, niż są.
Być może niektórzy z nas zdecydowali się uciec od stresogennego miasta gdzieś nad morze czy w góry, lub też porzucić trudności związane z życiem w samotności na rzecz miejskich atrakcji. Owa zmiana może być przyjemna, gdyż zmieniliśmy drugorzędną przyczynę cierpienia, co dało nam chwilowe poczucie zadowolenia. Nie na długo jednak.
Źródło naszego niezadowolenia przenosi się bowiem wraz z nami do nowego domu, z niego zaś wyrastają nowe frustracje. Wkrótce znów pochłania nas wir nadziei i obaw.
          Niektórzy ludzie myślą, że gdyby mieli więcej pieniędzy, bardziej kochającego partnera, piękniejsze ciało, lepszą pracę czy wykształcenie, byliby wreszcie szczęśliwi. Wkrótce zdają sobie jednak sprawę z tego, ze nie jest to takie proste.
            Bogacze również cierpią, nowy partner i tak w jakiś sposób nas rozczaruje, ciało się zestarzeje, a nowa praca będzie stawała się coraz mniej ciekawa.  
Kiedy wychodzimy z założenia, iż rozwiązanie naszego nieszczęścia możemy znaleźć w zewnętrznym świecie, będziemy zaspokajać własne pragnienia tylko tymczasowo.

Podróż do wnętrza Ziemi



Hipoteza, że Ziemia jest w środku pusta, należy do najbardziej szokujących. Jej korzenie sięgają zamierzchłych czasów - w mitologii wielu kultur wspomina się o bogach wychodzących z podziemi, o pierwszych ludziach, którzy żyli w cudownej krainie wewnątrz planety. Jest tam podobno małe słońce, dające światło i ciepło, są rośliny, zwierzęta. Wszystko jak u nas.

Brzmi to wręcz nieprawdopodobnie: gwiazda wewnątrz planety? Przecież to zaprzecza współczesnej wiedzy naukowej, a nawet zdrowemu rozsądkowi. Taki świat może istnieć jedynie na kartach powieści - i rzeczywiście, Juliusz Verne opisał go w swojej "Podróży do wnętrza Ziemi". Lecz w archiwach badaczy teorii niezwykłych znajdują się relacje, których autorzy zarzekają się, że to czysta prawda...


Brzmi to wręcz nieprawdopodobnie: gwiazda wewnątrz planety? Przecież to zaprzecza współczesnej wiedzy naukowej, a nawet zdrowemu rozsądkowi. Taki świat może istnieć jedynie na kartach powieści - i rzeczywiście, Jules Verne opisał go w swojej "Podróży do wnętrza Ziemi". Lecz w archiwach badaczy teorii niezwykłych znajdują się relacje, których autorzy zarzekają się, że to czysta prawda...

Przedziwna podróż Olafa Jansena

3 kwietnia 1829 roku Olaf Jansen, 19-letni rybak, razem ze swoim ojcem popłynął na kutrze na południe, przez cieśninę Hinlopen w stronę Ziemi Franciszka Józefa. Płynąc do West Coast, znaleźli się w jakiejś przepięknej i, o dziwo, nieoblodzonej zatoczce. Jej brzegi pokrywała bujna roślinność. Za zatoczką otwierało się morze, którego według map nie powinno tam być. Pożeglowali w tę stronę, a wtedy wciągnął ich wir. "Coś wciągnęło nas w głębiny" - zanotował szyper w dzienniku pokładowym. Po trzech godzinach znaleźli się niespodziewanie na spokojnych, acz nieznanych wodach. "Promienie słońca padały ukośnie" - opowiadał potem Olaf - "jakbyśmy znajdowali się gdzieś na półkuli południowej, a nie tak daleko na północy". Słońce obracało się, kołysząc jednocześnie, i unosiło się coraz wyżej i wyżej. Najdziwniejsze było to, że woda w morzu otaczającym kuter rybaków była słodka. Kompas pokładowy informował, że dzieje się coś dziwnego. Wciąż pokazywał, że północ jest przed nimi, a przecież według trasy zaznaczonej na mapie, minęli biegun północny i teraz płynęli na południe!
"Słońce świeciło białym światłem" - czytamy w dzienniku pokładowym - "jak gdyby spoza dalekiej ławicy chmur naprzeciwko nas. Świeciło jak dwa księżyce w pełni w całkowicie bezchmurną noc. Po 12 godzinach ta biała chmura znikła z oczu, jakby zasłoniło ją jakieś ciało i następne 12 godzin odpowiadało naszej nocy..." Wtedy właśnie Olaf i jego ojciec uznali, że przepłynęli przez zakrzywienie lub skraj otworu w Ziemi i znajdują się wewnątrz ziemskiej skorupy. Ta niezwykła odyseja trwała "sto, a może więcej dni, których nie da się opisać".

W dzienniku okrętowym zanotowali, że wraz z upływem czasu zmieniał się klimat i stawało się coraz cieplej. Spodziewali się więc, że wkrótce zostaną pochwyceni przez wir otworu przy biegunie południowym - i tak się stało. Znaleźli się wśród ławicy kry. Kompas nadal zachowywał się dziwacznie i chwiał się jak pijany.
Opisu tej podróży nikt nie mógł potwierdzić. Kuter zderzył się z górą lodową, obaj żeglarze wypadli za burtę. Ojciec Olafa utonął, a rozbity statek zniknął w lodowatej otchłani. Olafa znaleźli wielorybnicy ze statku "Arlington". Kapitan Angus MacPherson nie uwierzył w opowieść rybaka. Tak samo zresztą jak jego wuj, który zamknął chłopca na 28 lat w szpitalu psychiatrycznym. Ale nawet po 30 latach Jansen trwał przy swej wersji wydarzeń.

Wymysły czy prawdziwe opowieści?

Latem 1991 roku duński uczony i podróżnik Edmund Bork wyruszył na poszukiwanie otworu na biegunie północnym. Dzięki zdjęciu zrobionemu przez satelitę ESSA-7 znalazł on podobno szczelinę głęboką na 2,6 kilometra. Bork całkiem poważnie stwierdził, że prowadzi ona do znajdującego się wewnątrz Ziemi raju, który ma własne słońce, płytkie, ciepłe morze i tropikalną roślinność. Opowiadał też, że raj ten zamieszkuje "bardzo cywilizacyjnie rozwinięta i pokojowo nastawiona ludzka rasa", a dziury nie widać z powodu grubej powłoki chmur nad biegunem północnym. Mówił, że mieszkańcy Pustej Ziemi zasłaniają ponadto ów otwór elektronicznymi "kurtynami świetlnymi", które dają złudzenie wielkich, zaśnieżonych pól lodowych. Relację z tej podróży zamieścił "National Enquirer", amerykański brukowiec, z lubością drukujący wymyślone bzdury w rodzaju "Złota rybka zjadła słonia". Jeśli Bork naprawdę widział to, o czym opowiadał, to gdzie są zdjęcia, filmy, dowody? I czemu opublikował tak sensacyjne sprawozdanie w gazecie, jakiej nikt nie wierzy oprócz ludzi, których naiwność nie ma sobie równej w całym wszechświecie? Przecież w ten sposób zamknął sobie drogę na łamy poważniejszych pism!

Mamuty i góry z diamentów

Jednak zdjęcia z krainy wewnątrz Ziemi podobno istniały i zostały pokazane w amerykańskich kinach w kronice filmowej przed właściwym seansem. Było to w roku 1929. Nie można odnaleźć kopii filmu, jednak pewien badacz, Lloyd Grenlie, zdobył oświadczenia ludzi, którzy ją widzieli. Kronika opisywała podróż pilota R.E. Byrda na biegun południowy i pokazywała zdjęcia znajdującej się tam krainy z drzewami, wielkimi zwierzętami wyglądającymi jak mamuty i górami błyszczącymi tak, jakby były z diamentów.
Richard Evelyn Byrd był bardzo znanym amerykańskim badaczem i podróżnikiem. Dwukrotnie, w 1926 i w 1929 roku, przeleciał samolotem nad biegunem południowym i za każdym razem - jak utrzymują zwolennicy teorii Pustej Ziemi - wleciał do środka. Sam Byrd, który dochrapał się w wojsku amerykańskim stopnia admirała i po II wojnie światowej wykonywał dla rządu tajne zadania na Antarktydzie, nigdy tego oficjalnie nie potwierdził. Autorzy książek udowadniających prawdziwość teorii Pustej Ziemi powołują się na jego zapiski, w których rozwodzi się nad pięknem tej krainy. Jednak nigdy nie udowodniono, że są one autentyczne. Faktem jest, że kiedy Byrd mówił o Antarktydzie i swoich lotach, jego słowa zawsze brzmiały tajemniczo, jakby coś wiedział, ale nie mógł o tym opowiadać. Czy jednak miało to coś wspólnego z Pustą Ziemią czy bardziej z jakimiś tajnymi projektami rządowymi, nie wiadomo.
Czy wewnątrz Ziemi jest inny świat, inna cywilizacja, która, jak wielu sądzi, wysyła na powierzchnię latające spodki? A może to dały znać o sobie Światy Równoległe - Inny Wymiar?. 

Ponieważ nie ma, jak na razie, niezbitych dowodów, a przynajmniej my ich nie znamy (jak zwykle w tego rodzaju tajemniczych sprawach oskarża się - i słusznie! - rządy o ukrywanie prawdy) - musimy kierować się własną oceną znanych faktów. 

Popatrzmy na sprawę Roswell. Było wiele oświadczeń rządowych. Każde następne sprostowanie - wyjaśnienie, potwierdza tylko, że wszystkie poprzednie były fałszem.

Trzeba jednak przyznać, że sam temat jest fascynujący. Jeszcze nie tak dawno ludziom wydawało się, że wiedzą także wszystko o Księżycu, a teraz wypada się zmierzyć z informacjami o eksploatowanym przez Obcych i pustym Księżycu.

A jak ludzie mogą wiedzieć prawdę o świecie zewnętrznym, skoro nie znają siebie samych?......


PS. Polecam film:  --
http://www.youtube.com/watch?v=uzabCtHZQcU