Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielone dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zielone dzieci. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2026

Zielone dzieci

 


Czemu stare opowieści są tak cenne? Ponieważ żyjemy w coraz bardziej zakłamanym świecie, tak pełnym informacyjnego śmiecia, że właściwie nie wiadomo, w co wierzyć, a niby ważna wiadomość dziś, jutro okazuje się fejkiem. I wydaje się, że wszystko wraca do normy, jednak zbyt łatwo pomijamy to "niby". Fejk (tak jak kiedyś plotka) jest narzędziem sił ciemności do robienia spustoszenia w zbiorowym mózgu. Natomiast wiarygodność faktów z zamierzchłej przeszłości weryfikuje czas – jeśli się ostały, znaczy to, że są nie tylko legendą.

     Aliści z sieczki internetowej każdy zainteresowany może dziś wyłuskać wartościową pozycję. I tak dzięki Tomaszowi Dąbrowskiemu nie potrzebuję już tyle pisać o reinkarnacji, dzieciach indygo, zwierciadle Kozyriewa. 

Były wpisy na blogu o Janie Gabrjelu z Ciężkowic i kiedy będziesz Czytelniku oglądał film z Grzegorzem Walerzakiem, poczujesz się, jak ja w Domu na Górze u Jana - czyli odlotowo

Także odpuszczam pisanie o wampirach energetycznych, samoleczeniu, ziołach, wierzeniach przodków słowiańskich, właściwej diecie, tudzież o wielu innych fascynujących, a ważnych sprawach. Mogę spokojnie zająć się tematami niszowymi.

                       

W roku 1200 kronikarz klasztoru w Yorkshire, napisał:

„- Trzy mile od klasztoru Męczennika Edmunda leży wioska, w pobliżu której znajdują się starożytne kanały, zwane woolpittes – to od nich właśnie pochodzi nazwa wioski Woolpit.

Podczas żniw, gdy żniwiarze zbierali się na polu, z jednego z tych kanałów wydostało się dwoje dzieci o zielonym ciele. Był to chłopiec i dziewczynka, w ubraniu dziwnego koloru i z nieznanego materiału. Dzieci wędrowały zdezorientowane po polu, aż zobaczyli je żniwiarze i zaprowadzili do wioski, gdzie zebrało się wielu, żeby ten cud zobaczyć”.

Czyli na polach obecnej wioski Woolpit w Suffolk pojawiło się dwoje dziwnych dzieci – starsza dziewczynka i młodszy o parę lat chłopiec. Dzieci mówiły w nieznanym języku, ich ubrania były niezwykłego kroju i z niezwykłego, srebrzystego materiału. Najdziwniejsza była jednak ich skóra – według niektórych źródeł całkiem zielona. Dzieci zostały zaprowadzone do pana tych terenów sir Richarda de Calne. Dalsza historia rozgrywała się na jego dworze (mansion) w Wikes. Dzieci nie chciały, czy też nie potrafiły jeść typowych pokarmów tamtej epoki. Podawano chleb na zakwasie, polewkę (cienka zupka – kisiel z rozgotowanego zboża), mięso. I pewnie umarłyby z głodu, gdyby służący nie zauważyli ciekawej rzeczy, którą kronikarz tak opisuje:

   „Postawiono przed nimi chleb i inne wiktuały, lecz one tylko patrzyły i niczego nie tknęły, choć wyraźnie dręczył je wielki głód, jak potem przyznała dziewczynka. Dzieci płakały z głodu i w końcu, gdy przyniesiono do domu świeżo zebraną fasolę, nie obraną ze strąków, dzieci zaczęły z wielką pożądliwością dawać znaki, aby im ją podano. Kiedy ją dostali, jedli całe strąki, dopiero gdy pokazano im jak się wyłuskuje ziarna, jadły je z wielkim upodobaniem i przez długi czas nie tknęły innego pożywienia”.


Niestety organizm chłopca nie potrafił się przestawić na nowy rodzaj diety i ten po pewnym czasie umarł. Dziewczynka natomiast przywykła do nowych dla siebie warunków i wiodła życie typowe dla dwórki, na zwykłym ówczesnym angielskim dworze.

   Kronikarz pisał : - „Dziewczyna cieszyła się dobrym zdrowiem i z czasem zaczęła jeść bardziej urozmaicone pożywienie, przez co zapewne jej skóra utraciła zieloną barwę”.

   Na koniec opowieści mnich wplótł a jakże kościelną indoktrynację: „Później całkowicie się odrodziła, dzięki przyjęciu chrztu świętego”.

Jeśli kogoś historia zainteresowała, więcej może doczytać <zielone dzieci woolpit>.