Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osho-mapy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osho-mapy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Mapy świadomości - DOM


    Czwartym etapem jest dom. Hindusi zwą go turiya - czwarty stan. W czwartym stanie dotarłeś!. Dotarłeś do samego rdzenia swego istnienia - dom, oświecenie, samadhi, satori, nirwana. Dotarłeś do miejsca, w którym znika Mistrz i uczeń, w którym znika oddany i Bóg, w którym znika poszukujący i to, co poszukiwane, w którym znikają wszelkie dualizmy. Wykroczyłeś ponad dwa, dotarłeś do jednego. To jest to miejsce, którego wszyscy szukamy, a jego piękno polega na tym, że ono już tu jest. Gdy dotrzesz do domu, stwierdzisz, że dotarłeś tam, gdzie zawsze byłeś. Patrząc za siebie z tego domu, roześmiejesz się. Zobaczysz, że tej dżungli nie było na zewnątrz, była to twoja własna nieświadomość. Lasu nie było na zewnątrz, było to twoje własne śnienie. Ogrodu nie było na zewnątrz, była to twoja własna uważność. A tym domem jest twoje własne istnienie. To ty, twoja najbardziej wewnętrzna natura, samadhi, tao - nazywaj to jak tylko chcesz. Jest to bez nazwy. Takie są te cztery etapy.

Mapy świadomości - OGRÓD


  Trzecim etapem jest ogród. Ogród jest stanem przebudzenia - człowiek jest przebudzony. Pierwszym jest sen, drugi to śnienie, trzeci to przebudzenie.
 Teraz jest on świadomy, uważny, dzień się przebudził. Książki, przewodnicy, nauczyciele stali się nieistotni - znalazł Mistrza. Pierwszy wierzy w księdza. Drugi nie wie dokąd iść, nie ma kompasu, pogubił wszelkie kierunki, do nikogo nie idzie. Możesz wyszkolić psa i nazwać go Guru Maharaji i on pójdzie. Zrób tylko propagandę i zobaczysz, że ten pies znajdzie swoich zwolenników. Drugi może iść do jakiegokolwiek Guru Maharaji. Gotowy jest upaść u stóp kogokolwiek, jest za bardzo gotowy.
           Pierwszy nigdy nie jest gotowy, drugi jest zbyt gotowy. Dla pierwszego kwestia padnięcia u stóp kogokolwiek innego niż jego własny ksiądz nie istnieje. Drugiemu każdy zdaje się być tym księdzem. Jego oczy są bardzo niezdecydowane. Może on iść do każdego, kto twierdzi, że coś wie. Do każdego, kto potrafi krzyczeć w glos: "Tak, ja będę twoim przewodnikiem. Ja jestem nauczycielem świata. Ja jestem tym i tamtym."        
             Ktokolwiek potrafi to powiedzieć – on już będzie gotowy paść do jego stóp.
 Ale trzeciego nie interesują już nauczyciele, nie jest studentem. Interesuje go kontakt osobisty, interesuje go Mistrz, on chce stać się uczniem. Nie przejmuje się tym, co Mistrz mówi, bardziej interesuje się tą aurą, którą Mistrz stwarza wokół siebie. Nie interesują go jego doktryny, jego filozofia - interesuje go jego istnienie. Gdy stajesz się zainteresowany istnieniem, i gdy patrzysz wprost do najgłębszego rdzenia człowieka, gdy zaczynasz odczuwać obecność, dopiero wtedy możesz stać się uczniem. Nie poszukujesz filozoficznych odpowiedzi, teraz pytanie: - „ Kim jestem?” stało się istotne.
             Drugi jest gotów uczyć się, pierwszy nie jest gotów uczyć się, trzeci jest gotów oduczyć się. Powtórzę - pierwszy nie jest gotów uczyć się. Drugi jest gotów uczyć się skądkolwiek i uczy się zbyt wielu rzeczy, sprzecznych, głupich, dobrych, złych - i popada w zamęt. Trzeci jest gotowy oduczyć się.
             Trzeci nie poszukuje wiedzy. Powiada: "Poszukuje kogoś, kto dotarł. I nie będę słuchał, czy to, co on mówi, jest argumentacyjnie uzasadnione, filozoficznie prawdziwe. Chcę być w intymnej relacji."
             Relacja miedzy nauczycielem i studentem nie jest osobista. Relacja miedzy Mistrzem i uczniem jest osobista, jest to romans. Trzeba czuć, trzeba być w obecności Mistrza, trzeba obserwować. Nie trzeba wnosić swojego umysłu - trzeba odsunąć umysł na bok i trzeba patrzeć wprost, i czuć. Jeden z Mistrzów zen powiadał: "Gdy dotarłem do mojego Mistrza, przez trzy lata siedziałem u jego boku, a on nawet na mnie nie spojrzał. Potem, po trzech latach - spojrzał na mnie i była to wielka radość. Potem znów minęły trzy lata i któregoś dnia uśmiechnął się do mnie, i było to błogosławieństwem. Potem znów minęły trzy lata, i któregoś dnia położył dłoń na mej głowie, i było to ogromne, było to niewiarygodne. Potem znów minęły trzy lata, i któregoś dnia objął mnie, i ja zniknąłem, i on znikł... i była jedność."
              Znalezienie Mistrza to znalezienie punktu, z którego Bóg jest najbliższy, znalezienie najbliższych drzwi, za którymi Bóg jest dostępny. Ktoś dotarł... A jak się o tym przekonasz? Musisz odczuć, myślenie tu nie pomoże. Myślenie zaprowadzi cię na manowce; musisz odczuć, musisz być cierpliwy, musisz być w jego obecności, musisz smakować, musisz stać się odurzony jego obecnością. I powoli, powoli wszystko stanie się jasne. Gdy twój umysł wygaśnie, wszystko stanie się jasne. Albo jest Mistrzem, albo nie jest, i będzie to objawienie. Jeśli jest, możesz zanurzyć się całkowicie. Jeśli nie jest, musisz ruszyć w drogę. W obu przypadkach dojdziesz do pewnego końca. Czasem może tak się zdarzyć, że poczujesz, że to jest Mistrz, ale nie dla ciebie. Wtedy też musisz ruszyć w drogę, bo Mistrz może pomóc tylko wtedy, gdy ty i on pasujecie do siebie, gdy waszym przeznaczeniem jest bycie razem, gdy waszym przeznaczeniem jest bycie dla siebie. Na tym etapie, ogrodu, otwiera się totalnie inna perspektywa. Jest to punkt, w którym ważne staje się pytanie: - „ Kim jestem?
           A ty nie domagasz się odpowiedzi. Nie jesteś gotów przyjąć żadnej odpowiedzi z zewnątrz. A Mistrz nie da ci żadnej odpowiedzi. Tak naprawdę zniszczy wszystkie twoje odpowiedzi - to właśnie ja tutaj robię………..... Zabieram ci wszystkie twoje odpowiedzi, byś pozostał sam ze swym pytaniem, czysty ze swym pytaniem, dziewiczy ze swym pytaniem.  

           Gdy pozostaje pytanie, a nie ma odpowiedzi z zewnątrz, zaczynasz zapadać się wewnątrz siebie. To pytanie jak strzała przenika do samego źródła twego istnienia - i tam jest odpowiedź. I ta odpowiedz nie jest werbalna. Nie jest to teoria, którą napotykasz, jest to urzeczywistnienie. Eksplodujesz. Po prostu wiesz. Nie jest to wiedza - wiesz. Jest to doznanie, egzystencjalne. Ten pierwszy człowiek jest dogmatyczny, sekciarski. Ten drugi człowiek jest filozoficzny. Ten trzeci człowiek jest religijny, egzystencjalny.

Mapy świadomości - LAS


-  Z dżungli musisz się wydostać. Drugim stanem jest las. Przypomina on dżunglę, z jedną małą różnicą - w lesie jest kilka ścieżek, szlaków, nie autostrad, ale ścieżek do pieszych wędrówek. W dżungli nie ma nawet jednej ścieżki. Dżungla jest bardzo prymitywna, w dżungli człowiek jeszcze się nie pojawił, jest ona niemal zwierzęca. W lesie pojawiają się ludzie. Jest kilka ścieżek, możesz odnaleźć drogę. Las przypomina śnienie. Dżungla była jak sen, las przypomina śnienie. Przypomina podświadomość: krainę brzasku, ani nocy, ani dnia, ot, pośrodku. Wszystko jest nadal zamglone, ale nie jest ciemne. Coś można zobaczyć, odrobinę możesz się poruszyć, masz pewną dozę świadomości.
        Jest to kraina błyszczących oczu, hippisów, tak zwanego religijnego szukającego, uzależnionego od narkotyków, próbującego znaleźć jakąkolwiek drogę, jakikolwiek sposób, skróty pozwalające jakoś wydostać się z tego lasu. Jest to stan, w którym zaczyna się poszukiwanie, bardzo niepewnie, ale przynajmniej się zaczyna. Lepsze to niż dżungla.
        A hippis jest lepszy od człowieka tępego, lepszy od człowieka prostego: przynajmniej szuka. Może czasem iść w niewłaściwym kierunku. Poszukując medytacji staje się uzależniony od narkotyków, gdyż narkotyki mogą dać coś podobnego, pewne zbliżone doznanie; a on przynajmniej poszukuje, przynajmniej wędruje. Może popełnia błędy, ale przynajmniej wędruje. Człowiek w dżungli w ogóle nie wędruje - nie popełnia błędów, ale i nie wędruje. A pozostawanie w miejscu jest największym błędem jaki można popełnić. Wędruj! W życiu są próby i błędy, człowiek musi uczyć się na błędach. Wiele ścieżek otwiera się w drugim etapie; w gruncie rzeczy zbyt wiele, i człowieka ogarnia zamieszanie. Jest to bardzo chaotyczne. Dżungla jest bardzo spokojna, wszystko jest jasne. Choć jest ciemno, wiara jest jasna - ktoś jest hindusem, ktoś jest mahometaninem, ktoś jest chrześcijaninem, i wszystko jest jasne... Jest ciemno, ale wszystko jest jasne, ludzie nie są w zamieszaniu.
         Ludzie są martwi, ale nie zmieszani. Wraz z życiem pojawia się zamieszanie, i chaos. Ale to z chaosu gwiazdy się rodzą.
W drugim typie pojawiają się poeci, malarze, artyści, muzycy, tancerze. To rewolucjoniści. Pierwszy typ jest ortodoksyjny, drugi jest rewolucyjny. Pierwszy typ jest tradycyjny, drugi jest utopijny. Pierwszy jest ukierunkowany na przeszłość, drugi jest ukierunkowany na przyszłość. Dla pierwszego złoty wiek już minął, dla drugiego dopiero nadejdzie. Patrzy on przed siebie. Przypomina Głupca z kart tarota - patrzy przed siebie, w niebo. Stoi na skraju skały, z jedną nogą zawieszoną nad przepaścią. Ale jest tak szczęśliwy, nie patrzy w dół, patrzy w niebo, na odlegle gwiazdy. Jest pełny marzeń. Jest bliski śmierci, ale jest pełny marzeń. To niebezpieczne. A jeśli zapytasz mnie co wybrać, powiem: wybierz to drugie, bądź głupcem, nigdy nie bądź punditem. Lepiej być głupcem i ryzykować niż nigdy nie ryzykować i pozostać zaspokojonym fikcyjną, zapożyczoną wiedzą. To drugie to głupiec. Dla drugiego etapu mam specjalna nazwę - nazywam to "Kraina Kalifornii".
         Tak, jest to Kalifornia ludzkiej duszy, gdzie istnieje wielki supermarket, supermarket duchowy - wszelkiej maści techniki i wszelkiej maści przewodniki i mapy. W takiej chwili człowiek zaczyna patrzeć. Nie jest zaspokojony kościołem, w którym się urodzi, zaczyna wędrować i próbuje obcych ścieżek, nieznanych ścieżek. To jest chwila, gdy człowiek staje się studentem i szuka nauczyciela. Poszukiwanie nie weszło jeszcze zbyt głęboko, ale zaczęło się. Nasienie wykiełkowało. Droga do przebycia jest wciąż daleka. Trzeba odbyć długą drogę, ale teraz jest pewna możliwość. Pierwszy typ jest martwy, drugi typ jest zbyt żywy, niebezpiecznie żywy. Pierwszy typ jest w jednym ekstremum, drugi typ wszedł w drugie ekstremum. W drugim też nie ma równowagi, równowaga przyjdzie w trzecim etapie. Pierwszy kurczowo trzyma się martwych liter, a drugi kurczowo trzyma się nicości, nigdzie nie ma miejsca, stale idzie, jest wędrowcem.
           Pierwszy to gospodarz domostwa, drugi to wędrowiec. Drugi przypomina toczący się kamień – Rolling Stone: nie obrasta mchem. Nigdy nie dociera do centrum, stale wędruje od jednego nauczyciela do innego, od jednej książki do innej. Pierwszy bardzo łatwo posługuje się mową, drugi staje się mniej wygadany. Rozmawiałeś kiedyś z hippisem? Bardzo trudno zrozumieć co on mówi. A gdy sam nie wie co mówi, powiada "prawda?" Nie zna siebie, a pyta ciebie: "prawda? Widzisz?" - a sam niczego nie widzi. I zamiast wyrażać się słowami, zaczyna wyrażać się dźwiękami. Zaczyna używać dźwięków, dziecinnych dźwięków. Staje się mniej elokwentny. Pierwszy jest bardzo rozumowy, żyje w głowie. Drugi porusza się ku sercu, staje się typem bardziej uczuciowym. Pierwszy nie jest świadomy, ale myśli, że jego myślenie jest świadomością. Drugi jeszcze nie dotarł do źródła uczucia, ale myśli, że emocjonalizm, sentymentalizm to uczucie. Hippis potrafi płakać, potrafi śmiać się. Jest ekscentryczny, szalony, ale to lepsze niż pierwszy. Pierwszy jest polityczny, drugi jest niepolityczny. Pierwszy wierzy w wojnę, drugi zaczyna ufać pokojowi. Pierwszy gromadzi przedmioty, drugi zaczyna kochać ludzi... piękne.
            Pierwszy wierzy w małżeństwo, drugi wierzy w miłość. Pierwszy żyje w schronieniu, drugi nie wie gdzie będzie jutro. Ale jest to dobre - wszystko zaczęło się poruszać. Może poruszać się w niewłaściwym kierunku, to prawda, ale może też poruszać się właściwym kierunku. Ruch jest dobry. Teraz potrzebny będzie właściwy kierunek. Jedna rzecz już się stała, teraz potrzebny będzie kierunek.
            Pierwszy jest bardzo ziemski: wierzy w konta bankowe i ubezpieczenie na życie. Pierwszy jest bardzo chciwy władzy, pieniędzy. Drugi nie wierzy w zabezpieczenie - bardziej ufa życiu niż ubezpieczeniu na życie. Wierzy w miłość bardziej niż w zabezpieczenie jakie można mieć z konta bankowego. Nie jest opętany pieniędzmi, nie gromadzi. Nie jest moralny w takim sensie moralności jak pierwszy typ, zaczyna mieć moralność nowego rodzaju, moralność rewolucyjną, moralność osobistą. Moralność pierwszego typu jest społeczna, moralność drugiego typu jest osobista. Moralność pierwszego typu polega na uwarunkowaniach, moralność drugiego typu polega na sumieniu. Rozgląda się wokoło i cokolwiek ma ochotę zrobić, robi to. Robi to, co uznaje za dobre, bo jest indywidualnością... Pierwszy typ jest zbiorowością. Nieświadomość jest zbiorowa, podświadomość jest indywidualna... Pierwszy typ jest dogmatyczny, teologiczny - drugi jest filozoficzny.

środa, 8 sierpnia 2012

Mapy świadomości - LEW


                Żeby wyjść z niewoli, wielbłąd musi zmienić się w pięknego lwa, gotowego umrzeć, ale nie gotowego dać się zniewolić. Nie możesz z lwa uczynić zwierzęcia jucznego. Lew ma taką godność, jaką żadne inne zwierzę nie może się poszczycić. Nie ma skarbów, nie ma królestw - jego godność tkwi tylko w sposobie bycia - bez lęku, bez obawy przed nieznanym, gotów powiedzieć „nie” nawet ryzykując śmiercią. Ta gotowość powiedzenia nie, ta buntowniczość, zmywają z niego wszelki brud pozostawiony przez wielbłąda - wszelkie ślady i odciski kopyt, jakie zostawił wielbłąd. I dopiero po lwie, po wielkim „nie”, możliwe jest święte „tak” dziecka. Dziecko mówi „tak” nie dlatego, że się boi. Mówi „tak” dlatego, że kocha, dlatego, że ufa. Mówi "tak", bo jest niewinne, nie może sobie wyobrazić, że może być oszukane. Jego „tak” to ogromna ufność. Nie wynika z lęku, wynika z głębokiej niewinności. Tylko to „tak” może je zaprowadzić na najwyższy szczyt świadomości, do tego, co nazywam boskością........ Teraz poszukuje ono swojej najwyższej boskości. Żaden bóg nie będzie mu wrogiem. Nie będzie się kłaniać żadnemu bogu - samo sobie będzie panem. Taki jest duch lwa - absolutna wolność z pewnością oznacza wolność od boga, wolność od tak zwanych przykazań, wolność od świętych pism, wolność od jakiejkolwiek moralności narzuconej przez innych ludzi. Oczywiście pojawi się też coś w rodzaju cnoty, ale będzie to coś, co pochodzi z twego własnego, cichego, małego głosu. Twoja wolność przyniesie odpowiedzialność, ale ta odpowiedzialność nie będzie narzucona przez kogoś innego... Teraz nie ma kwestii kogokolwiek, kto mógłby nim rządzić. Nawet Bóg nie jest już tym, kogo by słuchał. Człowiek o duchu buntowniczym - a bez buntowniczego ducha metamorfoza nie może nastąpić - musi rzec: - "nie, to moja wola - zrobię wszystko, co moja świadomość uzna za słuszne, i nie zrobię nic, co moja świadomość uważa za niewłaściwe. Poza mym własnym istnieniem nie ma dla mnie innego przewodnika. Prócz własnych oczu, nie będę wierzył żadnym innym oczom - nie jestem ślepy i nie jestem idiotą. Widzę. Myślę. Medytuję i sam odnajduję dla siebie co jest słuszne, a co jest niewłaściwe. Moja moralność będzie jedynie cieniem mojej świadomości."

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

MAPY


W zeszłym roku jechałam samochodem przez Francję. Są tam ogromne nowe autostrady - ze wschodu na zachód można dostać się niemal natychmiast. Jedynym problemem jest to, że jadąc tymi nowymi drogami superszybkiego ruchu w ogóle nie masz okazji posmakować kraju - ani jednego widoku kamienistej wiejskiej drogi z kuszącymi kawiarenkami na rogach, gdzie podają sławetną świeżą kawę i chrupiące bagietki z serem. Ani cienia uciążliwego objazdu wiodącego przez ciekawie wyglądające targowisko, cmentarz, czy obok nieprawdopodobnie starej i pięknej katedry. Pozostaje ci wybranie najbardziej dogodnej i praktycznej autostrady i dotarcie na miejsce w mgnieniu oka albo drogi bardziej eksperymentalnej, z widokami, dźwiękami i zapachami, do których z radością będziesz wracał wspominając podróżowanie w tej części Ziemi. (Nie muszę chyba dodawać, że nie zawsze lubię to, co proste i wąskie. Wolę kierować się własnym nosem.) I tak jest właśnie z mapami. Pokazują one drogi dłuższe lub drogi krótsze. Mogą powiedzieć ci jak dotrzeć do najszybszej trasy, ale ta najszybsza nie musi być tą, którą naprawdę będziesz chciał jechać. Jest to kwestia osobistego wyboru. Przedstawiamy tu kilka map świadomości, które możesz sam eksplorować. Jest to ledwie parę z tych map, które Osho nakreślił, abyśmy mogli dotrzeć do własnego wnętrza. Podobnie jak z mapami Francji, niektóre z nich są dla mnie nieporównywalnie łatwiejsze do odczytania od innych. Niektóre wyglądają dla mnie jak czysta chińszczyzna. Inne są jak oddychanie aromatem brzoskwiń kwitnących wiosną. Myślę, że to dlatego Osho przedstawia tyle różnych możliwości - dla każdego cos innego. Mam takie poczucie, ze Osho w gruncie rzeczy mówi, ze wszystkie drogi prowadza do Rzymu. Ktoś może naprawdę poczuć metaforyczne mapy wnętrza człowieka z tantry i jogi - fragmenty pierwszego tomu wykładów serii "The Tantra Vision". Jest to podróż od czakry do czakry, od najbardziej fundamentalnego ośrodka do "tysiąc płatkowego lotosu" Niemal jak wyraźnie namalowany znak na drodze, oto skromny przedsmak tego, w jaki sposób Osho opisuje czwarty ośrodek, serce, nazywany anahata - "niewydobyty dźwięk": Język to dźwięk wydobyty - musimy tworzyć go strunami głosowymi. Musi być wydobywany - to dwie klaszczące dłonie. Serce to jedna klaszcząca dłon. W sercu nie ma słowa - jest ono bez słów. (Hmm!) "Dżungla, las, ogród i dom" (z wykładów "Path of Love") stanowi jeszcze inna podróż z przewodnikiem do naszej najbardziej wewnętrznej natury. Cale to poszukiwanie prawdy można podzielić na cztery etapy - powiada Osho i opisuje każdy święty, tajemny symbol tak treściwie jak tylko mógłbyś sobie tego życzyć (niektóre zdają się być bliższe i bardziej znajome od innych - zależnie od tego gdzie jesteś i jakimi ścieżkami juz kroczyłeś). Czasem mapa pomaga. Ale co to Osho mówił o tym, aby nie ugrzęznąć patrząc na palec wskazujący księżyc? W tym przypadku, jak sądzę, chodzi o ugrzęźnięcie na jakiejś jednej określonej drodze prowadzącej do celu. Przedstawiamy wiec kilka różnych możliwości - do wyboru. Muszę tu tylko przypomnieć, ze ten wewnętrzny wędrowiec świadomości nie powinien wpaść w zasadzkę jakiegoś szczególnie interesującego objazdu. Kawa może być smaczna, ale gdzie to ja miałam dojechać? Ma Prem Garimo

WIELBŁĄD

Jeszcze inna mapa: Wielbłąd - lew - dziecko

Zaratustra dzieli ewolucje świadomości na trzy symbole: wielbłąd, lew i dziecko. Wielbłąd to zwierze juczne gotowe oddać się w niewolę, nigdy się nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedzieć nie. ( To większość inwestujących w kontrakty terminowe – 90 % dostarcza kasę dla tych pozostałych 10 % - przypis Zbyszka ) Jest istotą wierzącą na słowo, wyznawcą, zwolennikiem, wiernym niewolnikiem. To najniższy poziom ludzkiej świadomości. W świadomości wielbłąda zawsze jest potrzeba kogoś, kto będzie prowadził i kto będzie mówił "powinieneś..." Potrzeba mu dziesięciorga przykazań. Potrzebne mu są wszystkie religie, wszyscy księża i wszystkie święte pisma, bo sam sobie nie potrafi zaufać. Nie ma odwagi i nie ma duszy i nie ma tęsknoty do wolności. Jest posłuszny. Jest chyba najbrzydszym zwierzęciem całej egzystencji. Nie można pogłębić jego brzydoty. Taka z niego karykatura. Wygląda tak, jakby wyszedł prosto z piekła. Wybór wielbłąda jako najniższej świadomości jest idealnie trafny. Najniższa świadomość w człowieku jest kaleka - chce być zniewolona. Boi się wolności, bo boi się odpowiedzialności. Gotowa jest dać się objuczyć takim ciężarem, jak to tylko możliwe. Cieszy się, gdy jest obarczana ciężarem. I taka jest najniższa świadomość - obładowana wiedzą, która jest zapożyczona. Żaden godny człowiek nie pozwoli sobie na obciążanie się zapożyczoną wiedzą. Ta obładowuje cię moralnością, którą umarli przekazują żywym. Zapożyczona wiedza jest dominacją martwych nad żywymi. Żaden godny człowiek nie pozwoli, żeby rządzili nim umarli. Najniższa świadomość człowieka tkwi w ignorancji i nieuważności, w głębokim śnie - gdyż stale podawana jest jej trucizna wierzenia na słowo, nigdy nie dopuszcza się wątpienia, nawet mówienia „ nie”. A człowiek, który nie potrafi powiedzieć „nie”, traci swoją godność. Czy widzisz te implikacje? „Tak” ma znaczenie tylko wtedy, gdy wcześniej potrafiłeś powiedzieć „nie”. Jeśli nie umiesz powiedzieć „nie”, twoje „tak” jest bezsilne, nic nie znaczy.