Czwartym etapem jest dom. Hindusi zwą go turiya - czwarty stan. W czwartym
stanie dotarłeś!. Dotarłeś do samego rdzenia swego istnienia - dom, oświecenie,
samadhi, satori, nirwana. Dotarłeś do miejsca, w którym znika Mistrz i uczeń, w
którym znika oddany i Bóg, w którym znika poszukujący i to, co poszukiwane, w
którym znikają wszelkie dualizmy. Wykroczyłeś ponad dwa, dotarłeś do jednego.
To jest to miejsce, którego wszyscy szukamy, a jego piękno polega na tym, że
ono już tu jest. Gdy dotrzesz do domu, stwierdzisz, że dotarłeś tam, gdzie
zawsze byłeś. Patrząc za siebie z tego domu, roześmiejesz się. Zobaczysz, że
tej dżungli nie było na zewnątrz, była to twoja własna nieświadomość. Lasu nie
było na zewnątrz, było to twoje własne śnienie. Ogrodu nie było na zewnątrz,
była to twoja własna uważność. A tym domem jest twoje własne istnienie. To ty,
twoja najbardziej wewnętrzna natura, samadhi, tao - nazywaj to jak tylko
chcesz. Jest to bez nazwy. Takie są te cztery etapy.
Astronomia Finansowa wykorzystywana do skutecznej gry na FOREX, kontraktach terminowych i ETF. Daty zwrotne wielokrotnie udowodniły swoją moc. Można dzięki nim osiągnąć wolność finansową.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osho-mapy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Osho-mapy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 sierpnia 2012
Mapy świadomości - OGRÓD
Trzecim
etapem jest ogród. Ogród jest stanem przebudzenia - człowiek jest przebudzony.
Pierwszym jest sen, drugi to śnienie, trzeci to przebudzenie.
Teraz jest on świadomy,
uważny, dzień się przebudził. Książki, przewodnicy, nauczyciele stali się nieistotni
- znalazł Mistrza. Pierwszy wierzy w księdza. Drugi nie wie dokąd iść, nie ma
kompasu, pogubił wszelkie kierunki, do nikogo nie idzie. Możesz wyszkolić psa i
nazwać go Guru Maharaji i on pójdzie. Zrób tylko propagandę i zobaczysz, że ten
pies znajdzie swoich zwolenników. Drugi może iść do jakiegokolwiek Guru
Maharaji. Gotowy jest upaść u stóp kogokolwiek, jest za bardzo gotowy.
Pierwszy
nigdy nie jest gotowy, drugi jest zbyt gotowy. Dla pierwszego kwestia padnięcia
u stóp kogokolwiek innego niż jego własny ksiądz nie istnieje. Drugiemu każdy
zdaje się być tym księdzem. Jego oczy są bardzo niezdecydowane. Może on iść do
każdego, kto twierdzi, że coś wie. Do każdego, kto potrafi krzyczeć w glos:
"Tak, ja będę twoim przewodnikiem.
Ja jestem nauczycielem świata. Ja jestem tym i tamtym."
Ktokolwiek potrafi to powiedzieć – on już będzie gotowy paść do jego stóp.
Ale trzeciego nie
interesują już nauczyciele, nie jest studentem. Interesuje go kontakt osobisty,
interesuje go Mistrz, on chce stać się uczniem. Nie przejmuje się tym, co Mistrz
mówi, bardziej interesuje się tą aurą, którą Mistrz stwarza wokół siebie. Nie
interesują go jego doktryny, jego filozofia - interesuje go jego istnienie. Gdy
stajesz się zainteresowany istnieniem, i gdy patrzysz wprost do najgłębszego
rdzenia człowieka, gdy zaczynasz odczuwać obecność, dopiero wtedy możesz stać
się uczniem. Nie poszukujesz filozoficznych odpowiedzi, teraz pytanie: - „ Kim jestem?” stało się istotne.
Drugi jest gotów uczyć się, pierwszy nie
jest gotów uczyć się, trzeci jest gotów oduczyć się. Powtórzę - pierwszy nie
jest gotów uczyć się. Drugi jest gotów uczyć się skądkolwiek i uczy się zbyt
wielu rzeczy, sprzecznych, głupich, dobrych, złych - i popada w zamęt. Trzeci
jest gotowy oduczyć się.
Trzeci nie
poszukuje wiedzy. Powiada: "Poszukuje
kogoś, kto dotarł. I nie będę słuchał, czy to, co on mówi, jest argumentacyjnie
uzasadnione, filozoficznie prawdziwe. Chcę być w intymnej relacji."
Relacja miedzy nauczycielem i studentem nie
jest osobista. Relacja miedzy Mistrzem i uczniem jest osobista, jest to romans.
Trzeba czuć, trzeba być w obecności Mistrza, trzeba obserwować. Nie trzeba
wnosić swojego umysłu - trzeba odsunąć umysł na bok i trzeba patrzeć wprost, i
czuć. Jeden z Mistrzów zen powiadał: "Gdy
dotarłem do mojego Mistrza, przez trzy lata siedziałem u jego boku, a on nawet
na mnie nie spojrzał. Potem, po trzech latach - spojrzał na mnie i była to
wielka radość. Potem znów minęły trzy lata i któregoś dnia uśmiechnął się do
mnie, i było to błogosławieństwem. Potem znów minęły trzy lata, i któregoś dnia
położył dłoń na mej głowie, i było to ogromne, było to niewiarygodne. Potem
znów minęły trzy lata, i któregoś dnia objął mnie, i ja zniknąłem, i on
znikł... i była jedność."
Znalezienie Mistrza to znalezienie punktu, z
którego Bóg jest najbliższy, znalezienie najbliższych drzwi, za którymi Bóg
jest dostępny. Ktoś dotarł... A jak się o tym przekonasz? Musisz odczuć,
myślenie tu nie pomoże. Myślenie zaprowadzi cię na manowce; musisz odczuć,
musisz być cierpliwy, musisz być w jego obecności, musisz smakować, musisz stać
się odurzony jego obecnością. I powoli, powoli wszystko stanie się jasne. Gdy
twój umysł wygaśnie, wszystko stanie się jasne. Albo jest Mistrzem, albo nie
jest, i będzie to objawienie. Jeśli jest, możesz zanurzyć się całkowicie. Jeśli
nie jest, musisz ruszyć w drogę. W obu przypadkach dojdziesz do pewnego końca.
Czasem może tak się zdarzyć, że poczujesz, że to jest Mistrz, ale nie dla ciebie.
Wtedy też musisz ruszyć w drogę, bo Mistrz może pomóc tylko wtedy, gdy ty i on
pasujecie do siebie, gdy waszym przeznaczeniem jest bycie razem, gdy waszym
przeznaczeniem jest bycie dla siebie. Na tym etapie, ogrodu, otwiera się
totalnie inna perspektywa. Jest to punkt, w którym ważne staje się pytanie: - „
Kim jestem?”
A ty nie
domagasz się odpowiedzi. Nie jesteś gotów przyjąć żadnej odpowiedzi z zewnątrz.
A Mistrz nie da ci żadnej odpowiedzi. Tak naprawdę zniszczy wszystkie twoje
odpowiedzi - to właśnie ja tutaj robię………..... Zabieram ci wszystkie twoje odpowiedzi, byś pozostał sam ze swym
pytaniem, czysty ze swym pytaniem, dziewiczy ze swym pytaniem.
Gdy
pozostaje pytanie, a nie ma odpowiedzi z zewnątrz, zaczynasz zapadać się wewnątrz
siebie. To pytanie jak strzała przenika do samego źródła twego istnienia - i
tam jest odpowiedź. I ta odpowiedz nie jest werbalna. Nie jest to teoria, którą
napotykasz, jest to urzeczywistnienie. Eksplodujesz. Po prostu wiesz. Nie jest
to wiedza - wiesz. Jest to doznanie, egzystencjalne. Ten pierwszy człowiek jest
dogmatyczny, sekciarski. Ten drugi człowiek jest filozoficzny. Ten trzeci człowiek
jest religijny, egzystencjalny.
Mapy świadomości - LAS
- Z
dżungli musisz się wydostać. Drugim stanem jest las. Przypomina on dżunglę, z
jedną małą różnicą - w lesie jest kilka ścieżek, szlaków, nie autostrad, ale
ścieżek do pieszych wędrówek. W dżungli nie ma nawet jednej ścieżki. Dżungla
jest bardzo prymitywna, w dżungli człowiek jeszcze się nie pojawił, jest ona
niemal zwierzęca. W lesie pojawiają się ludzie. Jest kilka ścieżek, możesz
odnaleźć drogę. Las przypomina śnienie. Dżungla była jak sen, las przypomina
śnienie. Przypomina podświadomość: krainę brzasku, ani nocy, ani dnia, ot,
pośrodku. Wszystko jest nadal zamglone, ale nie jest ciemne. Coś można
zobaczyć, odrobinę możesz się poruszyć, masz pewną dozę świadomości.
Jest to kraina błyszczących oczu, hippisów,
tak zwanego religijnego szukającego, uzależnionego od narkotyków, próbującego
znaleźć jakąkolwiek drogę, jakikolwiek sposób, skróty pozwalające jakoś
wydostać się z tego lasu. Jest to stan, w którym zaczyna się poszukiwanie,
bardzo niepewnie, ale przynajmniej się zaczyna. Lepsze to niż dżungla.
A hippis jest lepszy od człowieka tępego,
lepszy od człowieka prostego: przynajmniej szuka. Może czasem iść w
niewłaściwym kierunku. Poszukując medytacji staje się uzależniony od
narkotyków, gdyż narkotyki mogą dać coś podobnego, pewne zbliżone doznanie; a
on przynajmniej poszukuje, przynajmniej wędruje. Może popełnia błędy, ale
przynajmniej wędruje. Człowiek w dżungli w ogóle nie wędruje - nie popełnia
błędów, ale i nie wędruje. A pozostawanie w miejscu jest największym błędem
jaki można popełnić. Wędruj! W życiu są próby i błędy, człowiek musi uczyć się
na błędach. Wiele ścieżek otwiera się w drugim etapie; w gruncie rzeczy zbyt
wiele, i człowieka ogarnia zamieszanie. Jest to bardzo chaotyczne. Dżungla jest
bardzo spokojna, wszystko jest jasne. Choć jest ciemno, wiara jest jasna - ktoś
jest hindusem, ktoś jest mahometaninem, ktoś jest chrześcijaninem, i wszystko
jest jasne... Jest ciemno, ale wszystko jest jasne, ludzie nie są w
zamieszaniu.
Ludzie są martwi, ale nie zmieszani.
Wraz z życiem pojawia się zamieszanie, i chaos. Ale to z chaosu gwiazdy się rodzą.
W drugim typie pojawiają się poeci, malarze, artyści, muzycy,
tancerze. To rewolucjoniści. Pierwszy typ jest ortodoksyjny, drugi jest
rewolucyjny. Pierwszy typ jest tradycyjny, drugi jest utopijny. Pierwszy jest
ukierunkowany na przeszłość, drugi jest ukierunkowany na przyszłość. Dla
pierwszego złoty wiek już minął, dla drugiego dopiero nadejdzie. Patrzy on
przed siebie. Przypomina Głupca z kart tarota - patrzy przed siebie, w niebo.
Stoi na skraju skały, z jedną nogą zawieszoną nad przepaścią. Ale jest tak
szczęśliwy, nie patrzy w dół, patrzy w niebo, na odlegle gwiazdy. Jest pełny
marzeń. Jest bliski śmierci, ale jest pełny marzeń. To niebezpieczne. A jeśli
zapytasz mnie co wybrać, powiem: wybierz to drugie, bądź głupcem, nigdy nie
bądź punditem. Lepiej być głupcem i ryzykować niż nigdy nie ryzykować i
pozostać zaspokojonym fikcyjną, zapożyczoną wiedzą. To drugie to głupiec. Dla
drugiego etapu mam specjalna nazwę - nazywam to "Kraina Kalifornii".
Tak, jest
to Kalifornia ludzkiej duszy, gdzie
istnieje wielki supermarket, supermarket duchowy - wszelkiej maści techniki i
wszelkiej maści przewodniki i mapy. W takiej chwili człowiek zaczyna patrzeć.
Nie jest zaspokojony kościołem, w którym się urodzi, zaczyna wędrować i próbuje
obcych ścieżek, nieznanych ścieżek. To jest chwila, gdy człowiek staje się
studentem i szuka nauczyciela. Poszukiwanie nie weszło jeszcze zbyt głęboko,
ale zaczęło się. Nasienie wykiełkowało. Droga do przebycia jest wciąż daleka.
Trzeba odbyć długą drogę, ale teraz jest pewna możliwość. Pierwszy typ jest
martwy, drugi typ jest zbyt żywy, niebezpiecznie żywy. Pierwszy typ jest w jednym
ekstremum, drugi typ wszedł w drugie ekstremum. W drugim też nie ma równowagi,
równowaga przyjdzie w trzecim etapie. Pierwszy kurczowo trzyma się martwych liter,
a drugi kurczowo trzyma się nicości, nigdzie nie ma miejsca, stale idzie, jest
wędrowcem.
Pierwszy
to gospodarz domostwa, drugi to wędrowiec. Drugi przypomina toczący się kamień
– Rolling Stone: nie obrasta mchem. Nigdy nie dociera do centrum, stale wędruje
od jednego nauczyciela do innego, od jednej książki do innej. Pierwszy bardzo
łatwo posługuje się mową, drugi staje się mniej wygadany. Rozmawiałeś kiedyś z
hippisem? Bardzo trudno zrozumieć co on mówi. A gdy sam nie wie co mówi,
powiada "prawda?" Nie zna
siebie, a pyta ciebie: "prawda? Widzisz?" - a sam niczego nie
widzi. I zamiast wyrażać się słowami, zaczyna wyrażać się dźwiękami. Zaczyna
używać dźwięków, dziecinnych dźwięków. Staje się mniej elokwentny. Pierwszy
jest bardzo rozumowy, żyje w głowie. Drugi porusza się ku sercu, staje się
typem bardziej uczuciowym. Pierwszy nie jest świadomy, ale myśli, że jego
myślenie jest świadomością. Drugi jeszcze nie dotarł do źródła uczucia, ale
myśli, że emocjonalizm, sentymentalizm to uczucie. Hippis potrafi płakać,
potrafi śmiać się. Jest ekscentryczny, szalony, ale to lepsze niż pierwszy.
Pierwszy jest polityczny, drugi jest niepolityczny. Pierwszy wierzy w wojnę,
drugi zaczyna ufać pokojowi. Pierwszy gromadzi przedmioty, drugi zaczyna kochać
ludzi... piękne.
Pierwszy wierzy w małżeństwo, drugi wierzy w
miłość. Pierwszy żyje w schronieniu, drugi nie wie gdzie będzie jutro. Ale jest
to dobre - wszystko zaczęło się poruszać. Może poruszać się w niewłaściwym
kierunku, to prawda, ale może też poruszać się właściwym kierunku. Ruch jest
dobry. Teraz potrzebny będzie właściwy kierunek. Jedna rzecz już się stała,
teraz potrzebny będzie kierunek.
Pierwszy jest bardzo ziemski: wierzy w konta
bankowe i ubezpieczenie na życie. Pierwszy jest bardzo chciwy władzy, pieniędzy.
Drugi nie wierzy w zabezpieczenie - bardziej ufa życiu niż ubezpieczeniu na
życie. Wierzy w miłość bardziej niż w zabezpieczenie jakie można mieć z konta
bankowego. Nie jest opętany pieniędzmi, nie gromadzi. Nie jest moralny w takim
sensie moralności jak pierwszy typ, zaczyna mieć moralność nowego rodzaju,
moralność rewolucyjną, moralność osobistą. Moralność pierwszego typu jest
społeczna, moralność drugiego typu jest osobista. Moralność pierwszego typu
polega na uwarunkowaniach, moralność drugiego typu polega na sumieniu. Rozgląda
się wokoło i cokolwiek ma ochotę zrobić, robi to. Robi to, co uznaje za dobre, bo
jest indywidualnością... Pierwszy typ jest zbiorowością. Nieświadomość jest zbiorowa,
podświadomość jest indywidualna... Pierwszy typ jest dogmatyczny, teologiczny -
drugi jest filozoficzny.
środa, 8 sierpnia 2012
Mapy świadomości - LEW
Żeby
wyjść z niewoli, wielbłąd musi zmienić się w pięknego lwa, gotowego umrzeć, ale
nie gotowego dać się zniewolić. Nie możesz z lwa uczynić zwierzęcia jucznego.
Lew ma taką godność, jaką żadne inne zwierzę nie może się poszczycić. Nie ma
skarbów, nie ma królestw - jego godność tkwi tylko w sposobie bycia - bez lęku,
bez obawy przed nieznanym, gotów powiedzieć „nie” nawet ryzykując śmiercią. Ta
gotowość powiedzenia nie, ta buntowniczość, zmywają z niego wszelki brud
pozostawiony przez wielbłąda - wszelkie ślady i odciski kopyt, jakie zostawił
wielbłąd. I dopiero po lwie, po wielkim „nie”, możliwe jest święte „tak”
dziecka. Dziecko mówi „tak” nie dlatego, że się boi. Mówi „tak” dlatego, że
kocha, dlatego, że ufa. Mówi "tak", bo jest niewinne, nie może sobie wyobrazić,
że może być oszukane. Jego „tak” to ogromna ufność. Nie wynika z lęku, wynika z
głębokiej niewinności. Tylko to „tak” może je zaprowadzić na najwyższy szczyt
świadomości, do tego, co nazywam boskością........ Teraz poszukuje ono swojej najwyższej
boskości. Żaden bóg nie będzie mu wrogiem. Nie będzie się kłaniać żadnemu bogu
- samo sobie będzie panem. Taki jest duch lwa - absolutna wolność z pewnością
oznacza wolność od boga, wolność od tak zwanych przykazań, wolność od świętych
pism, wolność od jakiejkolwiek moralności narzuconej przez innych ludzi.
Oczywiście pojawi się też coś w rodzaju cnoty, ale będzie to coś, co pochodzi z
twego własnego, cichego, małego głosu. Twoja wolność przyniesie
odpowiedzialność, ale ta odpowiedzialność nie będzie narzucona przez kogoś
innego... Teraz nie ma kwestii kogokolwiek, kto mógłby nim rządzić. Nawet Bóg
nie jest już tym, kogo by słuchał. Człowiek o duchu buntowniczym - a bez
buntowniczego ducha metamorfoza nie może nastąpić - musi rzec: - "nie, to
moja wola - zrobię wszystko, co moja świadomość uzna za słuszne, i nie zrobię
nic, co moja świadomość uważa za niewłaściwe. Poza mym własnym istnieniem nie
ma dla mnie innego przewodnika. Prócz własnych oczu, nie będę wierzył żadnym
innym oczom - nie jestem ślepy i nie jestem idiotą. Widzę. Myślę. Medytuję i
sam odnajduję dla siebie co jest słuszne, a co jest niewłaściwe. Moja moralność
będzie jedynie cieniem mojej świadomości."
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
MAPY
W zeszłym roku jechałam samochodem przez Francję. Są tam
ogromne nowe autostrady - ze wschodu na zachód można dostać się niemal
natychmiast. Jedynym problemem jest to, że jadąc tymi nowymi drogami
superszybkiego ruchu w ogóle nie masz okazji posmakować kraju - ani jednego
widoku kamienistej wiejskiej drogi z kuszącymi kawiarenkami na rogach, gdzie
podają sławetną świeżą kawę i chrupiące bagietki z serem. Ani cienia
uciążliwego objazdu wiodącego przez ciekawie wyglądające targowisko, cmentarz,
czy obok nieprawdopodobnie starej i pięknej katedry. Pozostaje ci wybranie
najbardziej dogodnej i praktycznej autostrady i dotarcie na miejsce w mgnieniu
oka albo drogi bardziej eksperymentalnej, z widokami, dźwiękami i zapachami, do
których z radością będziesz wracał wspominając podróżowanie w tej części Ziemi.
(Nie muszę chyba dodawać, że nie zawsze lubię to, co proste i wąskie. Wolę
kierować się własnym nosem.) I tak jest właśnie z mapami. Pokazują one drogi
dłuższe lub drogi krótsze. Mogą powiedzieć ci jak dotrzeć do najszybszej trasy,
ale ta najszybsza nie musi być tą, którą naprawdę będziesz chciał jechać. Jest
to kwestia osobistego wyboru. Przedstawiamy tu kilka map świadomości, które
możesz sam eksplorować. Jest to ledwie parę z tych map, które Osho nakreślił, abyśmy
mogli dotrzeć do własnego wnętrza. Podobnie jak z mapami Francji, niektóre z
nich są dla mnie nieporównywalnie łatwiejsze do odczytania od innych. Niektóre
wyglądają dla mnie jak czysta chińszczyzna. Inne są jak oddychanie aromatem
brzoskwiń kwitnących wiosną. Myślę, że to dlatego Osho przedstawia tyle różnych
możliwości - dla każdego cos innego. Mam takie poczucie, ze Osho w gruncie
rzeczy mówi, ze wszystkie drogi prowadza do Rzymu. Ktoś może naprawdę poczuć
metaforyczne mapy wnętrza człowieka z tantry i jogi - fragmenty pierwszego tomu
wykładów serii "The Tantra Vision". Jest to podróż od czakry do
czakry, od najbardziej fundamentalnego ośrodka do "tysiąc płatkowego
lotosu" Niemal jak wyraźnie namalowany znak na drodze, oto skromny
przedsmak tego, w jaki sposób Osho opisuje czwarty ośrodek, serce, nazywany
anahata - "niewydobyty dźwięk": Język to dźwięk wydobyty - musimy
tworzyć go strunami głosowymi. Musi być wydobywany - to dwie klaszczące dłonie.
Serce to jedna klaszcząca dłon. W sercu nie ma słowa - jest ono bez słów. (Hmm!)
"Dżungla, las, ogród i dom"
(z wykładów "Path of Love") stanowi jeszcze inna podróż z przewodnikiem
do naszej najbardziej wewnętrznej natury. Cale to poszukiwanie prawdy można
podzielić na cztery etapy - powiada Osho i opisuje każdy święty, tajemny symbol
tak treściwie jak tylko mógłbyś sobie tego życzyć (niektóre zdają się być bliższe
i bardziej znajome od innych - zależnie od tego gdzie jesteś i jakimi ścieżkami
juz kroczyłeś). Czasem mapa pomaga. Ale co to Osho mówił o tym, aby nie
ugrzęznąć patrząc na palec wskazujący księżyc? W tym przypadku, jak sądzę,
chodzi o ugrzęźnięcie na jakiejś jednej określonej drodze prowadzącej do celu.
Przedstawiamy wiec kilka różnych możliwości - do wyboru. Muszę tu tylko
przypomnieć, ze ten wewnętrzny wędrowiec świadomości nie powinien wpaść w
zasadzkę jakiegoś szczególnie interesującego objazdu. Kawa może być smaczna,
ale gdzie to ja miałam dojechać? Ma Prem Garimo
WIELBŁĄD
Jeszcze inna mapa: Wielbłąd - lew - dziecko
Zaratustra dzieli ewolucje świadomości na trzy symbole:
wielbłąd, lew i dziecko. Wielbłąd to zwierze juczne gotowe oddać się w niewolę,
nigdy się nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedzieć nie. ( To większość inwestujących
w kontrakty terminowe – 90 % dostarcza kasę dla tych pozostałych 10 % - przypis
Zbyszka ) Jest istotą wierzącą na słowo, wyznawcą, zwolennikiem, wiernym
niewolnikiem. To najniższy poziom ludzkiej świadomości. W świadomości wielbłąda
zawsze jest potrzeba kogoś, kto będzie prowadził i kto będzie mówił
"powinieneś..." Potrzeba mu dziesięciorga przykazań. Potrzebne mu są wszystkie
religie, wszyscy księża i wszystkie święte pisma, bo sam sobie nie potrafi
zaufać. Nie ma odwagi i nie ma duszy i nie ma tęsknoty do wolności. Jest posłuszny.
Jest chyba najbrzydszym zwierzęciem całej egzystencji. Nie można pogłębić jego
brzydoty. Taka z niego karykatura. Wygląda tak, jakby wyszedł prosto z piekła.
Wybór wielbłąda jako najniższej świadomości jest idealnie trafny. Najniższa
świadomość w człowieku jest kaleka - chce być zniewolona. Boi się wolności, bo
boi się odpowiedzialności. Gotowa jest dać się objuczyć takim ciężarem, jak to
tylko możliwe. Cieszy się, gdy jest obarczana ciężarem. I taka jest najniższa
świadomość - obładowana wiedzą, która jest zapożyczona. Żaden godny człowiek
nie pozwoli sobie na obciążanie się zapożyczoną wiedzą. Ta obładowuje cię
moralnością, którą umarli przekazują żywym. Zapożyczona wiedza jest dominacją
martwych nad żywymi. Żaden godny człowiek nie pozwoli, żeby rządzili nim
umarli. Najniższa świadomość człowieka tkwi w ignorancji i nieuważności, w głębokim
śnie - gdyż stale podawana jest jej trucizna wierzenia na słowo, nigdy nie
dopuszcza się wątpienia, nawet mówienia „ nie”. A człowiek, który nie potrafi
powiedzieć „nie”, traci swoją godność. Czy widzisz te implikacje? „Tak” ma
znaczenie tylko wtedy, gdy wcześniej potrafiłeś powiedzieć „nie”. Jeśli nie
umiesz powiedzieć „nie”, twoje „tak” jest bezsilne, nic nie znaczy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)