Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Seneka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucjusz Seneka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 stycznia 2019

Przystanek ponad Rybnem





Tylko świat przechodzony nogami jest coś wart – usłyszałem w ubiegłym roku od kogoś spotkanego w górach.
     Chyba coś nie tak.
Bo jeśli ktoś nie może na przykład chodzić, to jest na straconej pozycji?
Ważne, żeby niezależnie od osobistej sytuacji nie poddawać się pesymizmowi. Nie stawać się robotem bez indywidualnych myśli. Przecież to z tych myśli wszystko bierze.

Życie jest w kolorze twojej wyobraźni
                                                Marek Aureliusz)

Mnie w każdym razie taki czynny wypoczynek odpowiada. Zauważyłem, że w czasie wędrówki myśli mam nieliczne i do tego jakoś tak spokojnie poukładane.
Czyli wędrowanie przynosi mi pożytek.






Konieczna jest dbałość o własny pożytek
Byłże ktoś kiedyś chwalony za to, że pomógł sam sobie?
                                                                Lucjusz Seneka

Śniadanie zjedzone – można ruszać dalej. Zachmurzyło się i zrobiło się parno.

Się idzie powolutku skrajem drogi w tej cudownej samotności.
Idzie się lekko, niespiesznie, radośnie.






Świat chce, aby człowiek był robotem. Jeśli się nie sprzeciwisz, wchodzisz w kłopotliwe położenie.
      Nie ma wyjścia – trzeba chronić własną indywidualność, gdyż ten świat stał się wrogi wobec indywidualności.
Możesz zagubić, albo już zagubiłeś swoją oryginalną postać i z tego powodu ciągle czegoś szukasz, ciągle czegoś ci brakuje.
       Popatrz na przesłanie rynku reklam: - kup to, i to, i jeszcze tamto, a będziesz szczęśliwszy. Sam siebie pytasz:
- Może mam za mało pieniędzy?
- Albo chodzi o lepsze meble, dom, inną żonę i lepszą pracę?

I tak życie upływa ci na pospiesznym podążaniu z jednego miejsca w drugie.
Jesteś ciężko chory.

Żeby wyzdrowieć, należy najpierw postawić prawidłową diagnozę: - Oto zrozumiałem, że społeczeństwo od samego początku działa na mnie tak zaburzająco! Jest to działanie perfidne i nosi nazwę indoktrynacji, albo tresury społecznej.

Diagnoza postawiona.                                                                                               I co teraz? - Teraz przyjmuję do wiadomości, że szczęście nie znajduje się na zewnątrz! Nie ma go w kolejnych gadżetach, a także we władzy nad innymi.
Moje szczęście tkwi wewnątrz mnie.

Kiedy to do mnie dotarło – nastąpił ten sławny skok kwantowy do środka – nadpłynęła wewnętrzna radość, zmieniła się percepcja.

Uczucia są ważne – należy im ufać.
One są....no nadzwyczajne! To nie fakty powinny nas zaskakiwać, lecz wypływające z nich uczucia.
Fakty?                                                                                                           Powstają jedne z drugich, jako skutki z przyczyn i tyle.
                                                                                                                    Natomiast uczucia.... one często wymykają się logice.
A czasem dzieją się także rzeczy wręcz nieprawdopodobne i każdy w miarę wrażliwy odczuwa je inaczej niż zwykle, jako sygnał od „Góry”, lub …. potwierdzenie własnej boskości!                         

Oto nastąpiła kreacja rzeczywistości za pomocą mojej osobistej myśli!

Kiedy tak się dzieje?
W Stanie Łaski.
Stan Łaski to dar.
Siły Wyższe” dają zawsze zielone światło, aby ten stan osiągnąć.
Opisywałem swoje odczucia w chwilach, kiedy miało „coś” nastąpić jako stan „na luziczku”, silne zadowolenie z życia, coś w rodzaju modlitwy dziękczynnej, poczucie łączności z „Czymś”.

Pisałem kiedyś o książce „Lot do nieba” - dwudziestolatek jako jedyny przeżył katastrofę samolotu – walczy o życie w szpitalu.

Stan zdrowia nie poprawia się.
Coś zrozumiał. Przestał walczyć. Odpuścił, zaufał, przestał prosić, zaczął dziękować:


- Każdy dzień życia jest Twoim darem. Rezygnuję z marzeń, rezygnuję ze wszystkiego, wszystko oddaję. Panie, prowadź.

W tamtej chwili doświadczyłem czegoś, co mi się nigdy nie przydarzyło w moim młodym życiu. Miałem takie fizyczne doznanie, jak gdyby wylano mi na głowę jakąś ciężką, gęstą substancję, która następnie spływała po mnie całym. To uczucie było przemożne i niezapomniane. Wypełniły mnie radość i pokój, czułem się całkowicie wolny!





sobota, 21 listopada 2015

Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Astronomię finansową oparłem na założeniu, że to grawitacja planet Układu Słonecznego, wpływa na decyzje inwestorów i powoduje cykliczne zmiany cen na rynkach finansowych.
Na podobną myśl, dotyczącą cykliczności cen zboża wpadli już Sumerowie.
Takie było założenie na początku moich poszukiwań.
Z czasem dodałem do tego precesję Ziemi.

Najbliższe Ziemi ciało niebieskie, Księżyc, ma dowiedzione działanie na pływy morskie (minimum do maximum to 28 metrów) na cykl miesiączkowy kobiet itd.
Człowiek składa się w większości z wody, a więc działanie Księżyca jest zrozumiałe. Zwłaszcza, gdy ktoś ma wodę w mózgu. Natomiast działanie innych planet?
       Są bardzo odległe od Ziemi, lecz także olbrzymie. Taki Jowisz na przykład. Jest 345 razy większy od Ziemi. Słońce jest jeszcze większe. Starożytni uznawali zarówno Słońce jak i Jowisza za Bogów.
Jeszcze w czasie letnich wakacji pomyślałem kilkakrotnie, że mam znowu ochotę przemówić fizycznie do grupy ludzi i poopowiadać o działaniu planet na giełdzie.
     Lubię samotność, ale lubię także mówić. Treściwie, ciekawie i nie za długo.
Odtłumienie, o którym tyle piszę, jest bardzo ważne. Tak to czuję. Ale przecież ja tej zasady nie wymyśliłem. I nie wymyślił jej Osho, ani Eckhart Tolle. Wcześniej był zawsze ktoś.

Trzeba żebyś się odpodobnił od tłumu. Najlepiej przestawać ze sobą samym. Zamykaj się w sobie szczególnie wtedy, gdy jesteś zmuszony przebywać w tłumie. Odrzuć opinię ludzką, ona jest zawsze chwiejna i podzielona na dwie strony.

Lucjusz Seneka

Facet żył dwa tysiące lat temu, a jest mi tak bliski. Odtłumić się to jest podstawa, fundament zdrowia psychicznego. Można to także nazwać dystansem.

Odtłumienie jest ważne, ale nie można w nim trwać bez przerwy. Tak, jak nie można trwać we wdechu, potrzebny jest także wydech, bo inaczej umrzesz.

            Luz.

Pomyśl o czymś, gdy jesteś wyluzowany (żeby zadziałało trzeba wejść w prawidłowe wibracje mózgowe) a to, o czym myślisz wydarzy się w twoim życiu zaniedługo.
W życiu nie ma przypadków. Przypadki są tylko w gramatyce.
Gdy Los nie chce się pod czymś podpisać, podsuwa przypadek.

Przeznaczenie nami włada i już w momencie urodzenia każdemu przydzielona jest jego porcja czasu. Przyczyny wzajemnie się zazębiają i nic wbrew naszemu mniemaniu nie zdarza się przypadkowo – Lucjusz Seneka.

A wyjątek nie potwierdza reguły. On ją kompromituje. - Sted.
Wszystko bierze się z myśli, oraz wiary twojej.

I oto wydarza się synchroniczność, która została wywołana przez wcześniejsze myśli, gdy byłeś „na luziczku”.
Wiele lat temu zacząłem używać tego zwrotu, gdy opowiadałem o podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Najpierw było to intuicyjne, dopiero po jakimś czasie zrozumiałem jak ważny jest ten nastrój, ten stan umysłu.

Gdy jesteś spięty, możesz sobie darować daytrading – nie czujesz rynku. Najlepiej sobie odpuść, odpocznij, idź na spacer.

Moi znajomi myśleli, że się wygłupiam. Owszem, bardzo lubię anegdoty, lubię żartować. Humor, stan zadowolenia jest bowiem oznaką zdrowia. Tak, jak powaga jest oznaką choroby.

Powaga jest także tarczą miernoty. (Rafał Olbiński)

Ten stan „na luziczku” odpowiada chrześcijańskiemu stanowi łaski.
Jesteś gotowy na przyjęcie daru. 
Dziękujesz za niego, chociaż go jeszcze nie dostałeś, ale ufasz tak bardzo, że właściwie ten dar, którego nie masz, jest już twój.
I w takiej właśnie chwili ten dar zaczyna podróż do ciebie.

Nie da się takim działaniem manipulować, bo nie oszukasz samego siebie. A tym bardziej Wszechświata. Więcej na ten temat czytelnicy znajdą w „Rozmowach z Bogiem”, o których pisałem wielokrotnie.

Wakacyjne myśli na luziczku, przybrały materialną postać. W nadchodzącym tygodniu, poprowadzę w Warszawie wykład o działaniu grawitacji planet na inwestorów, a poprzez nich na rynki finansowe. Oto urywek z prezentacji:

Precesja Ziemi.
O precesji Ziemi pisałem w książce Marka Marcinowskiego – „Sukces na giełdzie”.

26 tys. lat, to bardzo długi okres w porównaniu z długością ludzkiego życia.
Trzeba znaleźć krótszy okres, według zasady fizyki kwantowej, która mówi o fraktalach i holografii.
Małe zawiera w sobie kod największego.

                                  25920 lat.

Odrzucamy miano. Nikną tysiące lat, pozostaje liczba 25920.
Liczba 25920 jest podstawą do poszukiwań.

Zaczynamy szukać. Najpierw zajmujemy się czasem. A tak na marginesie, kto stworzył podział dnia na 24 godziny? Kiedy powstały pierwsze zegary?
Pytanie: 25920 godzin, ile to dni?
25920 godzin : 24 = 1080 dni

Oto miejsce na wykresie Wigu – 20, gdzie widać tę liczbę. (Stary rysunek, powinno być 1083 dni)

Połowa 1080 to 540.

Mądrość pokoleń - 540 w mitologii nordyckiej.
Podczas Zmierzchu Bogów z 540 bram Walhalii „wyjdą wojownicy”.

Masa Ziemi to 540 i 25 zer.

Gdzie jeszcze jest liczba 25920?
25920 minut, to 432 godziny.

25920 sekund, to 7,2 godziny.

7,2 cm to podstawowa długość fali energetycznej we wszechświecie.

Mężczyzna w Polsce żyje przeciętnie 25920 dni. (Większość inwestorów to mężczyźni)
25920 : 365,25 = 71, 96 lat.......

(…..)

Życie, a wiec oddychanie i bicie serca.
Większość dorosłej populacji oddycha 18 razy na minutę (SMA 18)
18 x 60 = 1080 oddechów w godzinę.
1080 x 24 = 25920 oddechów na dobę.
Przeciętna wartość pulsu to 72 na minutę.
72 x 60 = 4320 w godzinę
4320 x 24 = 25920 x 4 uderzeń na dobę.
Oraz przeciętna długość życia 25920 dni
Widzimy więc, że w każdego mieszkańca Ziemi wpisana jest liczba 25920. A to wskazuje, że jesteśmy dziećmi Układu Słonecznego.
(….)

.
25920 2592 259,2

Kalendarz Majów i starożytnych Egipcjan ma 260 dni.
Jeden kamień z Wielkiej Piramidy waży 2,6 tony.

W starych tekstach napisano: -„Gdy Bóg nie chce się pod czymś podpisać, podsuwa przypadek”

Gdy pomnożymy rok Ziemi x 0.618 otrzymujemy rok Wenus
365 x 0.618 = 226
Tu znowu koło się zamyka, bo faktycznie rok Wenus wynosi 225 dni, a to daje:
225 dni x 24 H = 5400 H.

Wszystko łączy się ze wszystkim, jest porządek kosmiczny, Porządek Wszechrzeczy – czyli Tao. Tylko pozostaje odkryć lub zrozumieć ten porządek.
            Wracamy do liczby 432.
Kiedy rodzi się dziecko, niezależnie od jego płci, pierwszy krzyk ma częstotliwość 432 HZ.

Wszystkie utwory mistrzów muzyki klasycznej (Mozart, Bach...) są stworzone w tej częstotliwości!
Zostało to zmienione w 1939 przez nazistow, a zaklepane przez Amerykanów w 1956 na 440 HZ.
Okazuje się, że 432 HZ stymulują półkulę odpowiedzalaną za uczucia, wyciszają.
Natomiast 440 HZ stymulują drugą półkulę, pobudzają emocje, powodują dekoncentrację, co było bardziej na rękę nazistom, bo umożliwiło sterowanie tłumem i pomogło przekształcić Niemcy w jeden wielki obóz wojskowy.

Rotacja Ziemi daje dźwięk G w stroju A 432 Hz

432 jest również połączona z innymi astronomicznymi wielkościami:
- rok Jowisza 4333 dni. (Jowisz był kiedyś Bogiem)
- średnica słońca 864000 mil
- średnica Księżyca 2160 mil
- precesja ziemi 432x60
- wszystkie indyjskie epoki czasu razem (Jugi) to 4,32 mln lat
- obecna mroczna epoka Kali Juga 432000 lat
- 432 posągi Buddy na Mont Meru w Indiach
- Tiger Woods używał piłeczki golfowej o 432 dołkach jako najlepiej pokonującej opór powietrza. - itd.....

(.....)



Tyle urywków.

Nie ma w tych zamieszczonych dziś urywkach rzeczy najistotniejszych, tak zwanego złotego kluczyka. Bo jak to? Dawać złoty kluczyk za chuj pański?

Każdą z opisywanych liczb można znaleźć na wykresie, ale są to tylko porozsypywane puzzle. Tych puzzli jest więcej, one są niezwykłe, zaciekawiają, nie są przypadkowe, ale są jednocześnie jak króliki wyciągane z kapelusza. Bawią się z Poszukiwaczem w chowanego. Te puzzle są również tylko (albo aż) Drogą czyli Tao.
       To od tego zaczynałem.
Jeśli kogoś zaciekawiłem, to bardzo dobrze. Życie powinno być ciekawe.
 
        Więcej: - życie powinno być Pasją!

Gdzieś doszedłem. Na pewno do przystanku pod tytułem Wolność. I przyczyniła się do tego zabawa z puzzlami.

Do sklepu z puzzlami wchodzi klient.
- Poproszę pudełko puzzli.
Sprzedawca podaje.
- Ależ nie! Te są za proste. Poproszę trudniejsze.
Sprzedawca przynosi trudniejsze.
- Te są także za proste – mówi kupujący. Jakieś najbardziej profesjonalne poproszę.
Sprzedawca długo szuka, wreszcie przynosi najbardziej skomplikowane jakie ma na składzie.
- Eeee....Nie.... one są także za łatwe do ułożenia.
Sprzedawca nie wytrzymuje i mówi spokojnie: - panie, za rogiem jest sklep spożywczy. Niech pan tam idzie, niech pan kupi kilo bułki tartej i ułoży sobie z niej rogala!

Dzięki blogowi dokładam jak umiem swoją cegiełkę do zmian w świecie. Próbuję łączyć materię z duchem. Forsuję z humorem obie dziedziny, po to, by czytelnicy również nauczyli się żyć w radości.
Poznaj siebie, naucz się żyć w zgodzie ze sobą, a wszystko przyjdzie do ciebie samo i bez wysiłku.
Pieniądze także.
                 I wszystkie drogi prowadzą do Rzymu.
Więc na koniec tego sobotniego wpisu, jeszcze raz Lucjusz Seneka, ten niezwykle bogaty facet. To za jego pieniądze Neron odbudował Rzym po pożarze. Historycy mieli za złe Senece, że zgromadził majątek wart trzysta milionów sestercji. Miał dar, to zgromadził. 
Chorzy zawsze zazdroszczą zdrowemu zdrowia.
Pieniądze nie są ani dobre, ani złe. One po prostu są. Tak jak woda, która ugasi pragnienie, ale też można się w niej utopić.
Ze wszystkiego trzeba umieć korzystać.

Pieniądze są pożyteczne, chociażby z przyczyn finansowych – Woody Allen.
Seneka zgromadził ogromny majątek, ale też coś zrozumiał. Zrozumiał, że trumna nie ma kieszeni.

Nie ma różnicy, czy położysz chorego na drewnianym, czy na złotym łożu – choroba będzie razem z nim.
Tak samo bez znaczenia jest, czy chora dusza przebywa wśród bogactw, czy też w ubóstwie. Choroba wszędzie się za nią powlecze.
Nie potępiam posiadania majątku, lecz chcę sprawić, byś posiadał go bez trwogi.
Osiągniesz to jednym sposobem: - przekonaj sam siebie, że nawet bez majątku będziesz mógł żyć szczęśliwie.

piątek, 16 października 2015

Darek Karaluch i Lucjusz Seneka

Idę.
Skręcam z głównej szosy w Bystrem.
Robi się coraz ciszej. Oddala się szum jadących szosą nielicznych samochodów. Idę pełen animuszu i zaciekawienia: jak tam teraz wygląda na Wierchu 686?
Bo nie mam wielkich złudzeń: już na jesieni widać było, co się święci. W zimowych opisach była także relacja. Poza tym tu ludzie wszystko wiedzą. Usłyszałem więc jeszcze na jesieni, że cała 686 i okolica, zostały sprzedane prywatnej osobie.
Lecz co mnie do tego? Biwakowałem na tej górze w poprzednich latach, to i teraz to zrobię.
  

Na tej bocznej drodze, po której idę jest pusto zupełnie, nic nie jedzie, oraz nikogusieńko! Przez Baligród także był minimalny ruch samochodów.
Po kilometrze kończy się asfalt, wchodzę na drogę żwirową. Mijam leśniczówkę i robię przystanek przy wiacie, gdzie zamieniam się w dżemojada.
   

Do plecaka przymocowana karimata, namiot, śpiwór i druciak – druciany stelaż pod garnek. Ten druciak okazał się niezwykle praktyczną, wygodną i lekką częścią wyposażenia. Gdy patrzę na druciak, za każdym razem, czyli codziennie, błogosławię Bożenkę z Ciężkowic za tak pożyteczny prezent.
   


Ruszam dalej i zaniedługo już widzę w oddali pompę z wodą, którą nazwałem święconą (jedyna woda arsenowa w Polsce). Popijam, a jakże! Oraz nabieram wody do butelki. Wody święconej nigdy nie za dużo. (bowiem)

Tych kilka pierwszych kilometrów z nabitym plecakiem już czuję w plecach i nogach.
Zbliżam się do młyna kamieni
   

Na spotkanie wybiega Lucek, kilkumiesięczny piesek - nowa pociecha Darka Karalucha. Lubimy się z Luckiem.
   

Po śmierci Reksia jestem bardzo ostrożny w okazywaniu czułości psu bieszczadzkiemu, bo on może mnie polubić i sprawa zakończy się tragicznie.
Głaskanie – tak, ale karmienie – nie!
Przyniesione psie jedzenie wręczam więc Darkowi. Dziś są tylko krótkie odwiedziny bo zbliża się wieczór, a u Darka bywam kilkanaście razy w roku. Zdejmuję plecak i wydaje mi się, że nieco rosnę. Następuje niespieszna, lakoniczna wymiana informacji miejscowych:
 - Znowu pomnik Świerczewskiego w Jabłonkach pomalowano na czerwono.
 -Mało żmij w tym roku, właściwie obok młyna nie ma ich wcale. 
 -Za to wilków jakby więcej.
 -Czerwiec się zaczął, a już ludziom brakuje wody w studniach. 
 -Natomiast w studniach poukraińskich woda zawsze jest.

Takie tam wiadomości, z których niby nic nie wynika. Jednak to są wiadomości miejscowe, czyli z życia wzięte. Nie z telewizora, o tym co jakiś głąb raczył powiedzieć.
Uśmiecham się, bo mi się przypomniał wiersz młodego Jana Sztaudyngera, gdy był on chłopcem i przeczytał właśnie książkę Agot Selmer „Nad dalekim cichym fiordem”.
Wierszyk Jana był taki „Nad dalekim cichym fiordem, tata mamę wali w mordę”.

Darek Karaluch to pogodny człowiek. Lubi kawały, często się uśmiecha, jego oknem na świat jest telewizor, w którym jak zauważyłem idą na okrągło filmy przyrodnicze. Lubi rozmawiać o zwierzętach. Opowiada bardzo ciekawie o swej pracy na wypałach bieszczadzkich.
Zamieszczę jedno z takich opowiadań zaniedługo.
     W ubiegłym roku zaszedłem do Darka i zademonstrowałem mu swój wynalazek skarpetkowy: - Gdy dziura robi się na pięcie, po upraniu zakładamy skarpetkę przesuniętą o 180 stopni: - dziurą do góry. Gdy dziura zrobi się w nowym miejscu, można przesunąć skarpetkę o 90 stopni. Skarpetka traci użyteczność dopiero po osiągnięciu czwartej dziury.
To się nazywa maksymalna oszczędność!
     Po pierwsze oszczędność, po drugie jedyną publicznością byłem ja sam, po trzecie traktowałem takie działanie jak nieprzeciętną zabawę. A skarpetki zużywały się bardzo szybko, przechodziłem dziennie ok. 20 km. CodzieNnie do prania były dwie pary i suszyły się na słońcu, a słońce działa bardzo destrukcyjnie niestety. Biwak znajdował się na południowym zboczu. To była patelnia!
      Tę destrukcję słoneczną, zobaczyłem najpierw na przykładzie koszul. W Bieszczady zabieram koszule kilkuletnie, już znoszone, bo po co lepsze. One po miesiącu wyblakły, a po trzech zaczęły pojawiać się dziurki w materiale. Koszula silniej pociągnięta – rozdzierała się. Destrukcja słoneczna objawiła się także na namiocie, który na koniec biwaku Zbyszkowo – Chryszczata, rozdarł się od ucha do ucha.
      Darek popatrzył na tę skarpetkową demonstrację, wysłuchał wykładu, podszedł do szafy i wręczył mi nową parę skarpetek. To była jedyna zapasowa. Zrobiło mi się głupio. Przecież mam pieniądze i mogę sobie kupić, tylko tak się właściwie wygłupiam, a on się ze mną chce podzielić przysłowiową ostatnią koszulą.
No co ty? - mówię.
A Darek na to: - Wiesz przecież, że ja właściwie już prawie nie chodzę. Jak przejdę dziennie sto metrów, to święto lasu! Bierz!
 
Przyjąłem, bo co miałem robić? To był gest serca. Kiedy dają – bierz! Bo inaczej darczyńca poczuje się dotknięty.

Darek jest pogodny, nie ma pretensji do Losu, chociaż nic nie ma właściwie. Nie ma, bo wszystko przepił, i wcale tego nie żałuje. O wódczanych przygodach Darka i jego znajomych także się nasłuchałem.
Chcę wypunktować jedno: Darek nic nie ma. Ma tylko ubranie na sobie i Lucka. Mieszka w stróżówce, która należy do młyna kamieni. Nawet zdrowia nie ma!
Nic nie ma i nie rozpacza z tego powodu, nie narzeka. Darek mówi, że do szczęścia jest mu (tak, jak każdemu - dodaje) potrzebna tylko odrobina miłości.
– „Tę miłość dostawałem niedawno od Reksia, a teraz dostaję od Lucka”.
Czyli nie mając nic, Darek jest bogaty.
Jak to? Ano tak to.

W czwartym roku po Chrystusie, urodził się facet o nazwisku Seneka. Ten facet był nauczycielem Nerona. Był także filozofem i bajecznie bogatym człowiekiem. Ten facet o imieniu Lucjusz powiedział tak:

Nie ten jest biedny, kto posiada mało, lecz ten, kto pragnie więcej.

Dodajmy, że bieda, jest to chorobliwy stan umysłu. Bogactwo – to zdrowy umysł.
Czyli ten, kto pragnie więcej, nie tylko jest biedny, ale także ma chory umysł.

Darek Karaluch jest prostym człowiekiem, nie czytał nigdy Lucjusza Seneki, z pewnością nie wie, że ktoś taki w ogóle był. I nie musi tego wiedzieć.
Wystarczy, że pobierał nauki w Akademii Życia.

Pokazała się synchroniczność: - nie czytał Lucjusza, ale ma psa Lucka.