poniedziałek, 18 lutego 2013

Tak i Nie



Dla zupełnego powierzenia się, trzeba powiedzieć życiu „tak”. Jednak trudno ci mówić tak, gdy uczono cię mówienia „nie”. Przeszedłeś tresurę, indoktrynację. Ale jest także pewien wewnętrzny mechanizm, który nie pozwala na mówienie „tak”.
       Nowo narodzone dziecko wszystkiemu mówi „tak”.. Stopniowo, gdy zaczyna odczuwać siebie jako odrębną osobę, pojawia się „nie’.
      Gdy dziecko mówi „nie”, jest to znak, że narodziło się ego. Ego nie może istnieć bez „nie”. Dziecko musi mówić „nie”, żeby stać się odrębną osobą, nadać sobie tożsamość.
     Gdy mówisz „tak”, jesteś w jedności z życiem. Mówiąc „nie”, wyznaczasz granice, zaznaczasz siebie. Takie jest właśnie znaczenie biblijnej historii o nieposłuszeństwie Adama mówiącego Bogu „nie”. Było to konieczne, inaczej Adam nie stałby się istotą oddzielną od Boga. Nie miałby osobowości, byłby nieokreślony, mglisty jak obłok.
     Musiał więc zbuntować się, powiedzieć „nie”.
Dzieje się to z każdym Adamem, z każdym dzieckiem. Żyje ono w rajskim ogrodzie przez kilka lat. Stopniowo musi stać się nieposłuszne. Ojciec mówi: - nie rób tego!
    A ono musi to zrobić, odpowiada: - „jestem sobą, nie możesz mi tylko rozkazywać, nie jestem niewolnikiem, mam swoje upodobania, jedne rzeczy lubię, innych nie lubię”.
     Czasem dziecko robi coś, czego właściwie nie chce robić, ale musi, bo ojciec mu rozkazuje. Kiedyś jednak przychodzi czas buntu i mówienia „nie” – matce, ojcu, nauczycielowi. I to jest dobre, bo bez tego nie byłoby niezależnych ludzi. Za pomocą „nie” uwalniasz się od przeszłości, rodziców, rodziny i kościoła. Ale praca skończona i nie walcz już więcej.
    Problemem staje się przyzwyczajenie do mówienia „nie”.
Przychodzi bowiem czas, gdy trzeba nauczyć się porzucić wszystkie zbędne „nie”. Bez tego nie osiągnie się jedności z Bogiem. Bez tego na zawsze będziesz odizolowany, a izolacja stworzy cierpienie, tworzy pewien rodzaj walki. Życie staje się wojną, a powinno być radością. 
     Szukaj równowagi, nie możesz także zawsze mówić „tak”. Czasami „nie” też jest dobre.
 Nie możesz być od niczego uzależniony, postępuj jak człowiek wolny. „Tak” i „nie” są jak wdech i wydech – potrzebujesz jednego i drugiego. Wtedy będziesz zdrowy.
         I nie patrz na to, co jest słuszne, a co nie jest. Co jest właściwe, a co niewłaściwe. To tresura społeczna. Przecież wszystko zależy od okoliczności. Nie trzymaj się utartych opinii, one są zwodnicze. W każdym działaniu bądź wolny, wtedy będziesz człowiekiem religijnym, nie będziesz działał mechanicznie.

    Dwóch kolegów wybrało się w góry. Jeden mówi:
- Mam więcej doświadczenia. Pójdę i pokażę, jak się to robi. Poszedł i wpadł w wielką dziurę, głęboką na pięć metrów.
            - Wszystko w porządku? – krzyczy do niego ten drugi.
            -  Nie! - złamałem obie ręce.
            -  Spróbuj wspiąć się, używając nóg.
            - Obie nogi też mam złamane.
            - To spróbuj wspiąć się, używając zębów.
 Wspiął się więc, używając zębów. Zajęło mu to całe wieki. Już był prawie na górze, kiedy kolega zapytał:
            - Wszystko w porządku?
            - Taaaaak!!! – odpowiedział i …..wpadł z powrotem do dziury.

„Tak” nie zawsze jest właściwe.

piątek, 15 lutego 2013

Data na Wigu 20 i córka Izelota

Mocna data 14 lutego była wskazana w abonamencie na daty Wigu - 20.



Córka Izelota

Przepiękną córkę miał król Ćwiek
Imieniem Izelota.
Jej cnoty ponad wszystko strzegł
I ponad góry złota
Strzegły więc cnoty pięknej Izeloty
Niezliczone roty wojska i piechoty:
Siedem tysięcy kawalerii,
Piętnaście pułków artylerii,
Wojska lądowe i lotnicy,
Wojska saperskie, pancernicy.
I czterdziestu Mameluków
Z Afryki skwarnej
I starozakonny oddział sanitarny.
Nie pomógł ten nadludzki czyn
I stało się coś złego:
Królewna leje gorzkie łzy
I jeszcze coś do tego.
 "kto zrobił to, niech przyzna się, daruję jemu winę.
Lecz w zamian za haniebny czyn, opuści mą krainę."
       Gdy to posłyszeli i duzi i mali
       Powoli państwo króla Ćwieka opuszczali:
Siedem tysięcy kawalerii,
Piętnaście pułków artylerii,
Wojska lądowe i lotnicy,
Wojska saperskie, pancernicy.
I czterdziestu Mameluków
Z Afryki skwarnej,
I starozakonny oddział sanitarny...


Zaufaj Allahowi, ale najpierw postaw stopa



 „Zaufaj Allahowi, ale najpierw uwiąż wielbłąda”.
To sufickie powiedzenie ma ogromną wartość.
          
           Mistrz podróżował z jednym ze swoich uczniów. Uczeń miał opiekować się wielbłądem. Zmęczeni, w nocy dotarli do karawanseraju. Obowiązkiem ucznia było wiązanie wielbłąda, ale zaniedbał to. Zamiast uwiązać wielbłąda, pomodlił się tylko: -„Boże, pilnuj naszego wielbłąda”. I poszedł spać.
      Rano okazało się, że wielbłąd znikł, został skradziony, albo uciekł.
Mistrz zapytał: -„Co się stało z wielbłądem? Gdzie jest wielbłąd”?
      Uczeń odparł: - „Nie wiem. Zapytaj Boga. Byłem zmęczony, więc poprosiłem Allaha, by popilnował wielbłąda. Nie wiem, co stało się z wielbłądem, i nie jestem za to odpowiedzialny, bo poprosiłem o to Boga i to bardzo wyraźnie! Bez żadnych niedomówień. I nie prosiłem go raz, ale trzy razy. Wciąż nauczasz, by zaufać Allahowi, więc mu zaufałem. Teraz nie patrz na mnie ze złością”.
     Mistrz odpowiedział: - „Zaufaj Allahowi, ale najpierw uwiąż wielbłąda, ponieważ Allah nie ma innych rąk niż twoje”.

         Uwiąż wielbłąda i dopiero wtedy zaufaj Allahowi. Zrób ze swej strony wszystko, co potrzeba i zaufaj. A cokolwiek się wtedy stanie, pogódź się z tym. Czy wszystko pójdzie dobrze, czy niedobrze, zaufaj Allahowi. On wie najlepiej. Może lepsza jest dla ciebie podróż bez wielbłąda?
    
 Bardzo łatwo jest zaufać Allahowi i stać się leniwym.  Bardzo łatwo jest nie ufać i tylko robić swoje. Natomiast bycie człowiekiem trzeciego typu jest trudne. Bo wtedy dopiero, gdy ufasz Allahowi i działasz, wtedy dopiero prawdziwym działającym jest Bóg, a ty jesteś jedynie narzędziem w jego rękach.
      Zrób wszystko, co powinieneś zrobić i zaufaj.
Wtedy niezależnie od tego, co się dzieje, nie tworzysz napięcia, nie masz rozczarowań, ponieważ Bóg, czy twój Anioł, wie lepiej, co jest dla ciebie dobre.
     Wielbłąd, to tylko przenośnia, nie oznacza on jednej konkretnej sprawy. Wszystko zależy od kontekstu.

   Ta rozmowa dwóch biznesmenów jest niestety ilustracją życia większości ludzi:
 
 - To niesamowite! Jesteś tylko pół roku na rynku, a masz już  milion dolarów? Jak to zrobiłeś?!!!!
-  To proste, gdy zaczynałem miałem dwa miliony.

     Musisz poznać cały kontekst, który za każdym razem będzie inny.

Gdy wejdziesz na rynek na sygnale, zaufaj Allahowi, ale postaw najpierw stopa. 

Wtedy, tak jak jedna z moich ostrożnych uczennic, możesz mieć 65 % od zaangażowanej kasy w dwa tygodnie. Jeden CFD Germany kosztuje 240 zł. po postawieniu stopa. Łączny zarobek uczennicy to 157 zł. I widać inwestowanie tylko w czasie dwóch dni stycznia, oraz trzech dni lutego. Dziś już zarobiła na chleb i odeszła od monitora. Ta osoba gra już swoją kasą, po półrocznym graniu na Demo. Przez pół roku na Demo wykonała ponad trzysta transakcji. Podchodzi do monitora tylko wtedy, gdy ma czas. Gdy nie ma jej ulubionego sygnału ( gra tylko na wzrosty - mówi, że to lepiej zauważa) - po prostu nie otwiera pozycji. Za moment przekroczy tysiąc złotych na koncie, dopiero wtedy będzie mogła otwierać dwie pozycje. Teraz tylko jedną otwiera. Stopa stawia na 5 pkt straty. Gdy rynek jedzie w dobrą stronę, przesuwa stopa na mały plus. Widać z tabeli,  że stop zadziałał 5 razy na 9 transakcji.  Ta osoba mówi, że nie lubi przegrywać i cieszą ją nawet małe plusy. To wspaniała cecha! Cieszmy się z małych rzeczy....
     Rynek DAXA jest bardzo płynny, czytelnicy zadają mi pytania jaką kasą tam można grać?
    Odpowiedź: - Najpierw Demo, jak koleżanka. Niektórzy są bardzo czynni i wykonują po dziesięć ruchów dziennie. To zależy od człowieka, jego czasu i determinacji. Potem dopiero własna kasa. Gdy będziesz czytelniku zarabiał 65% przez dwa tygodnie na jednym CFD, jak na załączonym obrazku, sam sobie odpowiesz na pytanie, jaką kasą grać. Bo to pytanie świadczy, że ty nic nie wiesz, jesteś zupełnie zielony. A rynek tylko czeka na zielonych, żeby im odebrać pieniądze.
    I pamiętaj, że to giełda jest dla ciebie, a nie ty dla giełdy.

 

czwartek, 14 lutego 2013

Kim byli Majowie



    Dlaczego nazwa środkowoamerykańskiego ludu pojawia się na wielu innych obszarach Ziemi? Skąd przybyli?
Legendy głoszą, że Majowie to przybysze z odległych krain, nieba, lub głębin oceanu. Łączono ich z Atlantydami a nawet Plejadianami...
          Mam piękną książkę, ale zdjęcia robiłem dotychczas tylko z telefonu. Nie jest to jakość, więc dopóki jej nie poprawię tylko kilka zdjęć.
          Na początek Przywódca Siouxów - Siedzący Byk - w stroju uroczystym, z czasów walki Indian amerykańskich o swoją wolność.
"Uwaga ! Uwaga ! Oddzial generala Custera zostal zmasakrowany [...]"
- gazeta New York Times, po bitwie nad Little Bighorn
"Wielka bitwa z Indianami. Straszna masakra."
- gazeta Helena Herald, 4 Lipiec 1876

Jako człowiek z wglądem do Kroniki Akashy, mówił także o swoich przodkach z Jukatanu. Nie tylko Biały Niedźwiedź miał wgląd.
Majowie byli mistrzami matematyki. Podawali daty wydarzeń na Ziemi odległe o 400 milionów lat. Podawali także odległe daty wielkich wydarzeń kosmicznych.
             O sobie mówili tak:  - Jesteśmy Maya – Nawigatorzy Czasu…
Jak wyglądali? - to jest ważne, jak żyli? Bo zabytki Palenque znamy.

Posłuchaj mądrości piasków



Ludzie, którzy trwają w wątpliwości, stają się grzęzawiskami. Tylko ci, którzy potrafią zaufać, poznają rzeczywistość.
         Jeśli mnie słuchasz, pojawią się w tobie pewne echa…kiedyś żyłeś w zgodności z całością. Tak było w łonie twojej matki. I potem, gdy jako dziecko mówiłeś tylko „tak”. Nie miałeś jeszcze ego. Jeśli to się zdarzyło, dlaczego teraz nie może się zdarzyć?
    - „Strumień przypomniał sobie, jak przez mgłę, pewien stan, w którym obejmowały go – ramiona wiatru. Przypomniał sobie też, że było to prawdą, choć nie było takie oczywiste”.
 
 Zapamiętaj to wspaniałe stwierdzenie: oczywiste i normalne niekoniecznie jest prawdziwe.
Oczywiste pasuje natomiast do twojej przeszłości.
        Normalne współgra z twoimi nawykami, niekoniecznie jest prawdziwe. W życiu przychodzi chwila, gdy stajesz w obliczu pustyni.. Wtedy cała wiedza i przeszłość stają się nieistotne. Wszystkie nawykowe sposoby myślenia i działania tracą znaczenie.
      Ta chwila kryzysu, znalezienia się na pustyni, jest czymś wielkim. W takim momencie możesz zostać przemieniony. Jeśli tylko jesteś dość odważny, by podjąć ryzyko.
    - „ I strumień wzniósł się w oparach w witające go ramiona wiatru, który delikatnie i z łatwością uniósł go i przeniósł przez pustynię….”

Strumień podjął ryzyko. To jedyne sensowne wyjście. Jeśli przyjrzysz się temu, zobaczysz, że wyboru nie ma. Wybór jest tylko dla umysłu zdezorientowanego. W jasnym umyśle wyboru nie ma.
        Jak to? Ano tak : -to nie jest alternatywa. Coś jest dobre, albo złe. Gdy jesteś czysty, masz jasność i wnikliwość, po prostu widzisz, co jest dobre, i to robisz. Nie zastanawiasz się, czy czynić dobro, czy zło, nie ma dwóch możliwości. Wybór pojawia się tylko w zamęcie umysłowym.
    Strumień wyraźnie widział, że jest jedyny możliwy sposób, aby nie stać się grzęzawiskiem. Bo stanie się grzęzawiskiem, to jak pójście do piekła.
    I zaryzykował. Stał się parą wodną i uniósł się w wietrze.
- „W witające ramiona wiatru….”

One zawsze są witające. Egzystencja zawsze jest gotowa wziąć cię w objęcia. Tylko ty wciąż biegniesz, wciąż uciekasz.
        Wszechświat zawsze jest kochający, okazuje ci przyjaźń. Jesteś jego dzieckiem. Jest bardzo łagodny, opiekuńczy, subtelny, troskliwy.
       Jeśli jednak czasem masz wrażenie, że egzystencja jest dla ciebie surowa, oznacza to, że z nią walczysz. To twoja walka tworzy problem.

Poznaj swoją prawdziwą tożsamość, bo twoja obecna tożsamość jest fałszywa. Twoje imię jest fałszywe, twoja forma jest fałszywa. Hindusi nazywają to  namarupa – nie jesteś ani imieniem, ani formą. Jesteś czymś pomiędzy.
    A kim jesteś, dowiesz się wtedy, gdy się powierzysz. Powierzysz swoją fałszywą osobowość – tożsamość. Dlatego imię i szaty zostają zmienione w sannyasie. Jest to tylko symbol, który mówi, że twoja przeszłość już odeszła.
   - „Strumień uczył się. Piaski szeptały….
       Bieg strumienia zapisany jest w piaskach pustyni”.

Strumień zrozumiał mądrość piasków, i dopłynął do oceanu.
            Posłuchaj mądrości piasków…….
To opowiadanie ma ogromną wartość. Jeśli pozwolisz, by zapadło w twoje serce, wyrośnie z niego wielkie drzewo. A kiedy przyjdzie czas, rozkwitną na nim wspaniałe, pachnące kwiaty.

środa, 13 lutego 2013

Galileo II



W odróżnieniu od Tikal, Copan – leżące w trzynastokilometrowej dolinie Motagua, wzniesiono bezpośrednio nad rzeką o tej samej nazwie. Mimo to Majowie zbudowali tu jeszcze kanały i zbiornik na wodę.
     System irygacyjny mający parę tysięcy kilometrów udało się odkryć dopiero dzięki zastosowaniu nowoczesnej metody rozpoznawania radarowego.
    Od dawna było wiadomo, że Majowie budowali kanały. Jednak skala tych prac była nieznana aż do 1977 roku, kiedy to amerykańscy naukowcy wpadli na pomysł zastosowania radaru do poszukiwań. Chodziło o odpowiedź na pytanie, czy pod nieprzeniknioną roślinnością dżungli, kryją się jeszcze inne miasta Majów.
     Patrick Colbert i Richard Adams, archeolodzy z Uniwersytetu Stanowego Arizona, poprosili o pomoc NASA. W 1977 roku dostali do dyspozycji radar „Galileo II”, skonstruowany do badania powierzchni Wenus.
    „Galileo II” emitował z samolotu fale radarowe nie tylko pionowo w dół, lecz także wysyłał sygnały i odbierał ich odbicie do 75 stopni na prawo od samolotu. W październiku 1977 sporządzono pierwszą radarową inwentaryzację okolic Copan.
     Badacze znaleźli to, czego szukali – skupiska kamieni i ruiny. A wszystkie charakterystyczne punkty były ze sobą połączone delikatnymi łukowatymi liniami. To właśnie jest sieć kanałów. Odkrycie sieci kanałów było więc produktem ubocznym właściwego przedsięwzięcia.
  - Kto sporządził plany?
  - Skąd przybyły masy ludzi, aby zbudować jednocześnie pałace, świątynie, piramidy, drogi i kanały?
  - Kto żywił taką armię robotników i ich rodziny?
  To był podobno lud epoki kamiennej.
Palenque. Odrestaurowany ośrodek obrzędowy leży na wzgórzach i sztucznych tarasach, rozdzielonych potokiem Otulum, na część zachodnią i wschodnią. Już ten potok jest pierwszym powodem do zdumienia.
    Wodę Otulam skierowano podziemnym kanałem tak dużym, że czterech mężczyzn może w jego wnętrzu iść swobodnie obok siebie. Wyrafinowany system kanalizacyjny przejmował kiedyś także strumienie wody deszczowej spływającej z dachów świątyń. A zaraz obok świątyni Inskrypcji woda była doprowadzana akweduktem i podziemnymi kanałami do El Palacio – masywnej budowli wywierającej na turystach ogromne wrażenie.

    Erich von Daniken przytacza swoją rozmowę z Białym Niedźwiedziem – starym Indianinem plemienia Hopi z Arizony, człowiekiem mającym wgląd – to przekazy z Kroniki Akashy.
Biały Niedźwiedź opowiada:
 Ojczyzna moich przodków to Palatquapi. Stał tam pałac w centrum miasta i były w nim sale najróżniejszej wielkości. Była tam również woda bieżąca i wiele kamiennych ubikacji. Wszystkie były spłukiwane wodą, która odprowadzała ekskrementy pod ziemię. W tym pałacu na parterze, wykładano uczniom historię ich ludu, na pierwszym piętrze uczono chemii i przyrody, a na drugim piętrze uczono astronomii i matematyki. Lokalizacja tego uniwersytetu przodków ludu Hopi, odpowiada idealnie umiejscowieniu Wielkiego Pałacu w Palenque.

Drogi, którymi nikt nie jeździł



Jukatan

Żeby napisać o astronomii Majów, najpierw kilka słów o budowlach na Jukatanie. Do nich zaliczają się także drogi. A więc pradawna komunikacja - drogi. 
          Pięć dróg o jasnej nawierzchni i solidnej podbudowie biegnie z Tikal przez dżunglę. Literatura archeologiczna określa je mianem dróg obrzędowych albo procesyjnych. 
    Te nazwy, to są środki uniwersalne, po jakie sięgali zawsze skostniali naukowcy, aby utrzymać przy życiu teorie, które dawno powinny wymrzeć!
    Zdjęcia lotnicze udowodniły, że miasta Majów łączyła cała sieć dróg. Szesnaście z nich miało swój początek lub koniec w Coba, na północy dzisiejszego terytorium Quintana Roo w Meksyku.. Jedna z dróg, mijając Coba, biegła wielkim łukiem do Yaxuna, niewielkiej miejscowości w pobliżu najważniejszego miasta Majów – Chichen-Itza.
    Zdjęcia lotnicze ujawniły jasne wstęgi prześwitujące przez roślinność dżungli, pozwalające przypuszczać, że stukilometrową drogę z Coba do Yaxuna poprowadzono dalej przez Chichen-Itza aż do Mayapan i Uxmal. Daje to w sumie 300 km. Jeszcze dłuższa jest droga biegnąca z Dzibilchaltun koło Meridy, stolicy Jukatanu, na wschodnie wybrzeże Morza Karaibskiego, w okolice wyspy Cozumel.
     Budowniczowie pracowali według jednolitego planu. Wszystkie drogi wyłożono kawałkami skały, a następnie pokryto jasną nawierzchnią, odporną na wpływy atmosferyczne.
     Odcinek Coba – Yaxuna ma szerokość 10 metrów – pewna przesada, jak na drogę procesyjną, bo mogłoby tamtędy iść w jednym rzędzie piętnaście  osób ze śpiewem na ustach.
     Owe 100 km podzielono na 7 odcinków prostych – najdłuższy liczy 36 kilometrów. Na początku każdego odcinka droga lekko zmienia kierunek.
     Nauka twierdzi, że Majowie nie znali kompasu….Oni chyba niczego nie znali…
Kierunek określali za pomocą ognia i dymu. Rejon jest płaski i porośnięty bujną roślinnością. Nie ma wzniesień. A więc następny bezsensowny pomysł: wytyczali drogi według gwiazd.  Tylko mały drobiazg: gwiazdy są w strefie tropików przez dwie trzecie roku zupełnie niewidoczne. To sznurkiem to robili. Tylko trzeba było wiedzieć w jakim kierunku ten sznurek ma iść…
     Dla szukających dziury w całym jedna ciekawostka. Ten płaski teren  ma tu i ówdzie niewielkie zagłębienia – lekkie obniżenia terenu występują w pobliżu rzek i bagien.
       Majowie zniwelowali je.
Gdzie było to konieczne, zbudowali sklepione przepusty, a poziom niektórych odcinków podnieśli o 5 metrów nad poziom gruntu.
     Jadąc współczesną szosą musimy czasem zwolnić w miejscu, gdzie prowadzi się roboty drogowe – widzimy wówczas ogromne walce wyrównujące i ubijające podłoże.
     W pobliżu Ekal, na odcinku drogi łączącej Coba z Yaxuna, znaleziono pięciotonowy walec rozbity na dwie części. Walec długi na 4 metry nie miał jednak osi, należałoby nazwać go wielką rolką. Tak, to ludzie epoki kamiennej wycieli taki kawał skały, obrobili ją w kształcie rolki i zarazem nie stosowali koła, chociaż go znali!
     Po co więc Majowie niwelowali drogi, jeśli nie jeździły nimi wozy na kołach? I budowali bardzo solidnie, właściwie nie wiadomo kiedy w zamierzchłej przeszłości, pewnie trzy tysiące lat temu?. – Trzy tysiące lat temu nie było Majów. Nie było Azteków. Byli Olmekowie.              
         Odcinki biegnące przez tereny bagniste mają tak solidne fundamenty, że nie osiadły do dzisiaj.
    Jeśli nie na kołach, to może sanie na drewnianych płozach jeździły tymi drogami?
 Pewnie tak, tylko tam śniegu nie ma i przeważnie nigdy nie było.  To może pędzono zwierzęta juczne i pociągowe? Nie, bo Majowie nie znali zwierząt jucznych i pociągowych!
A więc pozostaje wytłumaczenie: To były drogi DLA NIKOGO! NIKT TAMTĘDY NIE JEŹDZIŁ!
 I tak się zapętla oficjalna nauka!

PS. Na obrazkach Chichen-Itza

wtorek, 12 lutego 2013

Jesteś strumieniem



„Strumień był przekonany, że przebycie pustyni jest jego przeznaczeniem, jednak nie widział na to sposobu”.
     Przekonanie u sufich oznacza coś, co pojawia się z ciebie, z twego wnętrza, a nie z zewnątrz. Gdy mówisz: -jestem przekonanym hinduistą, chrześcijaninem, mówisz o czymś, co przyszło do ciebie z zewnątrz.
     A z wnętrza? Co przychodzi z twojego wnętrza? Z wnętrza przychodzi przekonanie.
Na przykład każdy szuka szczęścia – to jest przekonanie.
Szczęście jest naturalne, jest nierozerwalnie związane z tobą. Nie jest na zewnątrz tylko wewnątrz, w tobie, i zawsze tam było.
         Świat, religie, mówią ci: szukaj szczęścia na zewnątrz, a Boga w niebie.
 Nikt nie powiedział ci, że szczęście jest możliwe. Wielu filozofów, choćby Freud i Nietzsche, mówiło nawet, że szczęście nigdy się nie zdarzyło i nie może się zdarzyć. Jest niemożliwe z samej swej natury. Ale kto się przejmuje Nietzschem, albo Freudem? Ludzie wciąż szukają szczęścia. Nawet Nietzsche, nawet Freud. W filozoficznych chwilach wiedzieli, że szczęście jest niemożliwe, ale mieli też chwile nie – filozoficzne, kiedy byli zwykłymi ludźmi: ojcami, kochankami, przyjaciółmi. Wtedy szukali szczęścia, tylko nie tam, gdzie trzeba…..
      Przekonanie jest czymś wrodzonym. Ptak wijący gniazdo na drzewie jest przekonany o czymś, na temat czego nie ma żadnej wiedzy. Nigdy wcześniej tego nie robił, nikt go tego nie uczył, nigdy nie miał piskląt, dzieje się to pierwszy raz.  Instynkt?
     Nazywaj to jak chcesz. Gdy w ciebie wejdzie dość cierpienia, również obudzi się w tobie instynkt, albo przekonanie, że można coś zmienić, że można zmienić wszystko. I wyciągniesz do siebie pomocną rękę - swoją własną rękę!
    Gdy ptak spodziewa się młodych – z jakiejś nieznanej głębi pojawia się przekonanie, nie w głowie, ale w każdej komórce jego ciała – że trzeba uwić gniazdo.
    Na przekór całej wiedzy i doświadczeniu, strumień widział, że znika w piaskach, ale mimo to, było w nim przeświadczenie, że jego przeznaczeniem jest przebycie tej pustyni.
Czy w tobie jest takie przekonanie? Czy przychodzą co ciebie myśli, że ta ziemia nie jest twoim domem, a swojego domu powinieneś szukać?
    Że tu jesteś w pewnym sensie obcy, a wszystko, co przeżywasz jest na swój sposób powierzchowne? Czy czujesz, że twoim przeznaczeniem musi być coś o wiele większego?
Że życie, którym żyjesz, nie jest takim, jakiego byś chciał?
    To przekonanie istnieje, stąd poszukiwania i ryzykowne działania. Każdy człowiek wciąż szuka, tu i tam, wszędzie. Musi być jakaś droga do spełnienia twojego przeznaczenia.
           Słuchaj więc szeptu piasków pustyni. W tym szeptaniu odkryjesz mądrość.
Co to oznacza? Gdy wsłuchasz się w sytuację, w kryzys jaki nadszedł,  w ciszy znajdziesz klucz do jego rozwiązania. Znajdziesz klucz do otwarcia drzwi.
    W problemie jest rozwiązanie, w chorobie ukryte jest lekarstwo. Sam problem podpowie ci, jak można go pokonać, tylko nie stosuj swojej wiedzy z przeszłości.
 Tylko nowe rozwiązanie!
     
„Strumień był przekonany”, …..że przepłynie pustynię i dotrze do morza.

Ludzie, którzy mają Wejście

Wgląd - przekaz, czyli wejście, albo rozwinięta telepatia. Z tym zjawiskiem zetknąłem się w latach sześćdziesiątych. Zacząłem zauważać ludzi, którzy byli inni, zupełnie inaczej odbierali świat, odstawali od społeczeństwa, ale mieli tak wiele ciekawego do powiedzenia.
        Ojciec Czesław Klimuszko na przykład, ze swoją umiejętnością prześwietlania ludzi. Prześwietlał ludzi wzrokiem - widział chore miejsce w ciele. Miał wgląd - za pomocą zdjęć odszukiwał denatów. Pomagał milicji ówczesnej. Po tylu latach widać jak trafił z wizją przyszłości świata i Polski.
        Przez ten kawał życia od lat sześćdziesiątych, poznałem ludzi, którzy byli po tamtej stronie - w śmierci klinicznej, poznałem ofiary Abduktions - porwań, czyli wzięć, różdżkarzy, astrologów, osobę, która potrafiła sprowadzić deszcz - Jańcio Wodnik, człowieka w którego kilkakrotnie uderzył piorun i on przeżył, tarocistów, wróżbitów, szeptuchy, zielarki, kobiety opętane, kobiety, które posługują się fantastycznie wahadełkiem, poszukiwaczy skarbów. Sam należałem do tych ostatnich w długim piętnastoletnim epizodzie.
     Zawsze pociągała mnie Tajemnica i Nieznane. 
         Ale życie ma wiele aspektów, więc zasadniczą jego częścią, było dla mnie to, co robiła większość: -pogoń za własnym ogonem, szaleńcze gromadzenie dóbr. Udało mi się przykładowo zgromadzić 55 kotów. Jedno tylko ważne było; - nigdy nie opuszczał mnie humor, nawet w najcięższych kryzysach.
       Podawałem sobie wtedy dwa hasła: - przecież nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było.
                                                              - koń ma wielką głowę - niech on się za mnie martwi.
I wszystkie nieszczęścia mijały, po lecie i jesieni zaczynał padać śnieg i przykrywał wszystkie troski białą pierzyną Zapomnienia.....
     



komentarz do posta "Stadium larwy" dodany przez Anonimowy :

Chris McCandless przez lata marzył o swojej "Wielkiej Alaskańskiej odysei", gdzie mógłby żyć z dala od ludzi i cywilizacji, cały fizyczny i duchowy postęp zapisując w dzienniku. Oto jego fragment:
"Dwa lata wędruję po świecie. Żadnego telefonu, żadnego basenu, żadnych domowych zwierzaków, żadnych papierosów. Totalna wolność. Esteta, podróżnik którego domem jest droga. Uciekł z Atlanty. Nie będziesz powracał, pamiętaj sobie, najlepiej jest na zachodzie. Teraz, po dwóch latach wędrówki, nadchodzi najważniejsza i największa przygoda. Ostateczny bój, aby zabić fałszywe istnienie wewnętrzne i zwycięsko zakończyć rewolucję duchową. Dziesięć dni i nocy w pociągach towarowych i autostopem przywiodło go na wielką, białą północ. Nie będzie już zatruwany przez cywilizację, od której ucieka; wchodzi samotnie w krainę, by zagubić się w dziczy. Alexander Supertramp, maj 1992"
Jego ciało znaleziono 112 dni po wejściu w dzicz. Oficjalną przyczyną zgonu było zagłodzenie.



jan_gabriel
8.02 (4 dni temu)

do mnie
Zbyszku, odniosę się do ostatniego zdania.
Wchodzi w ''dzicz'' - po pierwsze, wchodził nieprzygotowany, po drugie nie umarł z głodu. To że nie znaleziono w jego trzewiach śladu po jedzeniu spowodowane było jego chorobą która go dręczyła. Kiedy się nasiliła nie był w stanie zapewnić sobie pożywienia. (taki miałem przekaz po przeczytaniu tego tekstu)
 Dla mnie największą sztuką jest wolnym być wśród tłumu. Stało się tak, jak miało się stać. Cywilizacja nas nie zatruwa, to my pozwalamy sami, aby ona nas zatruwała!




Światło za drzwiami



Jest takie stare powiedzenie: -„Kiedy uczeń jest gotów, pojawia się nauczyciel”.
Uczeń nie może znaleźć nauczyciela, to nie jest możliwe. Tylko nauczyciel może znaleźć ucznia.    
     Tylko ten, kto poznał siebie, może poznać kogoś innego. Wówczas jest to łatwe.
Gdy jesteś gotów, cały wszechświat zaczyna ci pomagać. Gdy jesteś gotów, prawda dociera do ciebie z wielu stron – pojmujesz.
    Nie trzeba prosić o pomoc astralną, nie trzeba gdzieś iść, pomoc zawsze jest udzielana, potrzeby zawsze są zaspokajane.. Trzeba tylko być gotowym – dojrzeć do przyjęcia prawdy i pomocy. Trzeba znaleźć się w takim stanie umysłu, by siły wszechświata mogły nam pomagać. Toteż nie są to aktywne poszukiwania – pomoc zależy od naszej gotowości na jej przyjęcie.
    A siły wyższe są obecne wszędzie, w każdej chwili. W tym momencie otaczają cię siły wyższe i niższe.. A ty jesteś gotowy na słuchanie tylko tych niższych. Przykład?
       Gdy ktoś cię kocha, jesteś podejrzliwy, zawsze masz wątpliwości. Czy ta miłość jest prawdziwa? Czy naprawdę jesteś kochany, czy nie? Czy dany człowiek jest autentyczny, czy kłamie? Gdy ktoś jest wściekły, nie wątpisz w to, czy oszukuje, odgrywa jakąś rolę, czy też jest prawdziwy. Nie masz żadnych wątpliwości.
     Uznaliśmy za pewnik, że gniew jest autentyczny, a miłość nigdy nie jest oczywista.
Wierzysz temu co niższe, posiadasz głęboko zakorzenioną wiarę w to, co niższe.
W rzeczy niższe wierzysz bez zastanowienia, nie targają tobą wątpliwości, w ogóle o nich nie myślisz. Wierzysz w to, co niższe, bo niższe, to twoja rzeczywistość.
       Pamiętaj: wiara oznacza otwarcie. Oznacza ufność. W cokolwiek wierzysz, stajesz się otwarty. Umysł pozbawiony ufności jest zamknięty, ponieważ przepełniony jest strachem. Dopóki nie obudzisz w sobie ufności, pozostaniesz zamknięty w strachu.
Jeśli jesteś otwarty na niższe, nie możesz otworzyć się na wyższe. A siły wyższe zawsze są obok ciebie, tylko nie mogą działać, bo drzwi do ciebie są zatrzaśnięte. Otwórz te drzwi do siebie. Za nimi jest słońce, czyli siły wyższe. To słońce puka do ciebie i daje ci znak: otwórz!
      A ty siedzisz w mroku, jesteś w nim pogrążony. Ten mrok jest z tobą tylko dlatego, że masz zamknięte drzwi do siebie. Wystarczy je otworzyć i wpuścić światło.
     Nie jesteś gospodarzem, wciąż nie jesteś przygotowany – ktoś puka do ciebie, pewnie słońce, a ty nie słyszysz.

poniedziałek, 11 lutego 2013

Coś lekkiego od poniedziałku



Nie pił ani nie palił,
nigdy nie grał w karty,
Nie chodził do Zenobii,
nie chodził do Marty,

Nigdy nie zjadł do syta,
chociaż o tym marzył,
Łykał mnóstwo witamin,
codziennie się ważył,

Spać chadzał bardzo wcześnie,
więc nie bywał w kinie,
Z książek zdołał przeczytać
"Krzyżaków" jedynie,

Na więcej nie miał czasu,
albowiem od świtu
Musiał przysiadać, padać,
biegać do przesytu,

Gigantyczne ciężary
wznosić ciągle w górę
Lub jak malutki chłopczyk
skakać poprzez sznurek.

Przeto myśleli ludzie,
a zwłaszcza kobiety,
W imię czego prowadzi
ten żywot ascety?

W imię ojca i syna?
W imię wyższej sprawy?
W imię samozaparcia
lub dobrej zabawy?

W imię dobra pokoleń,
upiększania życia?
Nie, on to wszystko robił
w imię mordobicia!

Jak rąbnie, to przeciwnik
nogi w górę zadrze!
Tak tak, ciężki chleb mają
zawodnicy w kadrze!

piątek, 8 lutego 2013

Alleluja dla DAX-a i Bajka o Kopciuszku



Kończymy ten pracowity tydzień. Każdy przecież coś robił. Jeden to, drugi tamto. DAX dał zarobić na chleb niektórym. Inni mają dobre wyniki na Wall Steet. Ktoś dostał super stanowisko w Brukseli - nie mówię o posłach, broń Boże. Nie mam wiedzy na ich temat, i tej wiedzy nie szukam. Ktoś w Irlandii trafił na swoją połówkę - być może. W Londynie wygrał na loterii. Dzięki wielkie dla Was, że dzielicie się swoim szczęściem, zadowoleniem, być może chwilowym. Ale potraficie się cieszyć i marzyć!
             Bo co jest w życiu ważne?  Zadowolenie ze swego miejsca. Z tej Chwili Ulotnej, która się zdarza.
Wiesz już, czytelniku, że wszystko z myśli się bierze, że to, co nas spotyka, na własne życzenie mamy. Albo….nie wierzymy, że może być inaczej. Nie wierzymy w zmiany, w Potęgę Myśli. Własnej myśli.
    Wątpimy. Bo te marzenia są tak odległe, nierealne….Żeby się zmaterializowały, to za piękne by było. ….
Za piękne? Trach! - No i masz, co pomyślałeś! – Niech się dzieje według wiary twojej!
Zwątpiłeś. Wypuściłeś powietrze z balonu. Nie polecisz.

A bajkę o Kopciuszku znasz? Morał z niej wynika: uwierz w siebie, zaufaj Losowi.

Ta wersja Kopciuszka, którą za chwilę zobaczysz ma natomiast wywołać tylko uśmiech. Albo aż uśmiech.
Powaga to śmierć! Tak, to nie jest przesada. Jeśli jesteś poważny - jesteś martwy! Chcesz być martwy za życia? Więc uśmiechnij się, tak, jak ja, gdy cenzurowałem ( niestety ) tę prezentację, która kiedyś "chodziła" w necie. Chcesz bez cenzury? Napisz na < poczta gazeta> - dostaniesz.

           BAJKA   O  KOPCIUSZKU


Była to całkiem – całkiem dzieweczka
Figura owszem – biuścik czwóreczka.

Kopciuszek często przycinał oko
Bo krzywą cukru miał dość wysoką.
Wtedy Kopciuszka niewiasty wredne
Kopały celnie w nocy i we dnie.

Kopciuszek cudownym sposobem znalazł się na imprezie u Króla…..Szczegółów imprezy nie podamy….
(i nikt mi nie zarzuci, że całkiem rozebrane dziewczyny pokazują się na blogu).....

Król wysłał emisariuszy…

Emisariusze króla objeździli cały kraj. I zdębieli, kiedy Kopciuszek założył stringi. Pasowały, jak widać. jak ulał pasowały!

Potem były różne takie …i wreszcie odbyło się weselisko, gdzie gości wielu upadło nisko. Tu jednego widać.
 I były prezenty, i noc poślubna...

Bo nie wystarczy gdzieś majtki zgubić
By księcia z bajki zaraz poślubić.

Miłego weekendu dla wszystkich.