piątek, 8 lutego 2013

Posłuchaj mądrości piasków

Jedno z najpiękniejszych opowiadań sufickich…

Posłuchaj mądrości piasków.
           Pewien strumień, płynący ze źródeł w dalekich górach, przepływał przez wszelkiego rodzaju tereny, aż wreszcie dopłynął do piasków pustyni.
Już miał przeprawić się przez nie, tak samo, jak przez wszelkie inne przeszkody……
Gdy stwierdził, że wody jego znikają pochłaniane przez piasek.
           Strumień był przekonany, że przebycie pustyni jest jego przeznaczeniem, jednak nie widział na to sposobu.
         - Wiatr pokonuje pustynię, więc i strumień może tego dokonać – w pewnej chwili dobiegł  go szept z pustyni….
           Strumień widział, że gdy tylko rzucał się w piasek, znikał pochłonięty przez niego. Wiatr zaś unosił się w powietrzu i dzięki temu przeprawiał się przez pustynię.
          - Nie pokonasz pustyni, płynąc tak, jak zawsze płynąłeś.
Znikniesz, albo staniesz się bagniskiem. Musisz pozwolić wiatrowi, by przeniósł cię do celu twej wędrówki. 
- Ale jak mam to uczynić?
- Pozwól, by wiatr cię wchłonął.
Strumień nie mógł zaakceptować tego sposobu. Nigdy jeszcze nie został przez nic wchłonięty. Nie chciał tracić swej indywidualności.
A gdyby ją stracił….skąd miał wiedzieć, że ją w ogóle odzyska?
        - Taka jest rola wiatru – szeptały piaski. Wiatr unosi wodę i przenosi ją nad pustynią, a potem pozwala jej opaść. Woda opada deszczem i na powrót staje się rzeką.
       - Skąd mam wiedzieć, że tak stanie się naprawdę?
       - Tak jest. Jeśli nie wierzysz, staniesz się co najwyżej grzęzawiskiem. Nawet to zająć może wiele, wiele lat. Bycie grzęzawiskiem to nie to samo, co bycie strumieniem.
       - Czy nie mogę pozostać strumieniem takim, jakim jestem dzisiaj?
- W żadnym razie takim nie pozostaniesz – szeptały piaski. Twoja istota zostanie uniesiona i z niej znów powstanie strumień. Nazywają cię dziś tak, jak cię nazywają, ponieważ nie wiesz, co jest twoją istotą.
        Gdy strumień usłyszał te słowa, w jego myślach odezwały się dalekie echa. Przypomniał sobie, jak przez mgłę, pewien stan, w którym obejmowały go – a może tylko jakąś jego część – ramiona wiatru.
       Przypomniał też sobie, że było to prawdą, choć nie było takie oczywiste.
I strumień wzniósł się w oparach w witające go ramiona wiatru, który delikatnie i z łatwością uniósł go i przeniósł przez pustynię, pozwalając opaść miękko, gdy tylko dotarli do szczytu góry, oddalonej o wiele, wiele mil.
       Ponieważ strumień miał wątpliwości, mógł lepiej sobie przypomnieć i zapamiętać szczegóły tego przeżycia.
      - Tak, teraz poznałem moją prawdziwą tożsamość.
Strumień uczył się. Piaski szeptały:
      - My to wiemy, dlatego, że widzimy to co dnia, i dlatego, że my – piaski – rozciągamy się na całej drodze, od rzeki aż po górę.
To dlatego powiadają, że bieg strumienia życia zapisany jest w piaskach pustyni.

        Posłuchaj mądrości piasków.


czwartek, 7 lutego 2013

Tu i Teraz, czyli latarnie w parku

Magia zimowej nocy. Nikogo. Cisza, śnieg sypie.....Po co więcej pisać, jeśli każdy widzi?
PS. Spotkałem jednak jakiegoś młodego, który zdjęcia robił. Ja powiedziałem, że jest pięknie. On się zgodził, i odrzekł, że jest cudnie. Na tym rozmowa się zakończyła. Wniosek?
Niektórzy faceci mało mówią.

Anarchia?



Pojutrze sobota, imieniny kota. 
Na luziczek przechodzimy. Można się spierać, kopie kruszyć, tylko po co? Spory akademickie są dla tych, którzy MUSZĄ mieć rację. To niech mają swoją rację.
   Utożsamiam się z poglądami Osho w 99 %.
A co z jednym procentem? Nie rozumiem jednego procenta. Na przykład?
Że powinno się zamykać oczy i gasić światło przy sexie.  Taki przykład pierwszy z brzegu.
Przecież Osho był za swobodą pełną, i tolerancją. Jeśli ktoś lubi patrzeć, dlaczego ma się z tym kryć?
          Zarzuty słyszę: anarchię popierasz! Nie, ja popieram Wolność.
Gdyby wszyscy robili to, co chcą….
Wierzysz w to czytelniku? Większość, to zwykli Kowalscy, czytaj: larwy. I ja taki do niedawna byłem. Otóż jest to niemożliwe, żeby larwa od razu została buntownikiem. Musi trochę poczytać, pomyśleć.
To po pierwsze primo. Po drugie primo: larwy pozwalają sobą kierować. Wiem coś na ten temat. Jestem praktykiem. Tyle cierpienia dostaniesz, aż ci się uleje, jak niemowlakowi. Bo nie odbeknął. Więcej nie przyjmiesz. Ja tak miałem.
Po trzecie primo: jeśli potrzebujesz mieć rację….masz przerośnięte ego! Czyli niezupełnie jakby zdrowy jesteś. A mówiąc jasno: gdy musisz  mieć rację, jesteś chory i to poważnie chory.  …… Ciebie leczyć trzeba. Anarchia niemożliwa jest! Pomyśl o sobie lepiej, żebyś szczęśliwy był....Nie wdawaj się w szczekanie.
         I tym swoim doświadczeniem dzielę z Wami, czytelnicy, jak chlebem powszednim.
Jesteśmy czytelnikami ( ja zawsze czytam, to co napiszę ) obrazoburczego bloga astronomia finansowa. Ten blog, powinien obudzić tych, którzy dojrzeli do obudzenia...
     Piątek jest. Ferie się kończą, wiem o tym, jako nauczyciel. Zaraz koniec lutego.
Pomału zbliża się przesilenie marcowe, czyli wiosenne. Gołębie adorują gołębice na całego.
Krety wywalają kopce…….czyli dojrzewamy do wiosny! Po pączkach dzisiejszych.
     Do wszystkiego dojrzeć trzeba…. 
   Dom wariatów. ( Przepraszam wariatów, oni są mądrzejsi od wielu larw)
Dwóch wybiega na dziedziniec. Wymyślili, że będą udawać pomidory.
( grałeś- grałaś w pomidora za młodu?) Do ogrodu pobiegli. Do drzew w ogrodzie. Podskoczyli i chwycili się rękami gałęzi. Wiszą.
I wiszą. Ile można wisieć na rękach? Czerwienieją z wysiłku.(pomidor).
 Jeden drugiego pyta; - - dojrzałeś? –Tak –odpowiada drugi. – To spadamy, powiedział pierwszy. I spadli.
 Wczoraj jeszcze śniegu nie było, ale dziś....Bosko jest! Jakie piękne latarnie w parku pokażę! Boziuniu, jaka magia, gdy śnieg pada, a ja w bieszczadach nie jestem!

Uwierz w siebie, albo: zaufaj sobie


do mnie

Zbyszku, od tygodnia pojąłem o co chodzi z grą na CDF-ach. To wszystko dzięki Tobie. Sprawiłeś, że jestem szczęśliwy, może nie z powodu tej forsy - za tydzień wyszło 500 zł, średnio 100 zł na dzień - ale właśnie dlatego, że to pojąłem.
Dzisiaj przeszedłem kolejny test. Rano zarobiłem 130 zł. Potem byłem zajęty i dopiero po15.00 zasiadłem dalej. Pewny siebie, zadowolony i - straciłem wszysstko co dzisiaj zarobiłem, a nawet więcej. Stres olbrzymi, kubeł zimnej wody. Odczekałem kwadrans i znów zasiadłem - tym razem na Wall Street, gdzie 10 minutowy technicznie pokazał spadki. Byłem bardzo ostrożny. Nawet spadek podzieliłem na 3 części, aby realizować po 10p, bo miałem wrażenie, że Amerykanie nie chcą sprzedawać, a wymusza to tylko sytuacja techniczna. Potem jeszcze trochę na wzrosty. O 20.00 miałem na koncie +120 zł i tak zakończyłem dzisiejszy dzień.
Cieszy mnie to, że wytrzymałem sytuację psychicznie i nie zwątpiłem w swoje umiejętności.
Piszesz o grze na luziczku. I o swoim systemie, w który należy wierzyć. Teraz wiem co masz na myśli. Wiem też, że gdybyś mnie przez telefon nie ustawił, to jeszcze wieki świetlne bym błądził.
Ferie zimowe mi się powoli kończą i nie będę już miał tyle czasu na grę. Jednak to, co wyćwiczyłem w te ferie zostanie i tak trzymać.
Najlepsze, że rodzina w ogóle nie rozumie, że CDF-y to ciężka praca. Oni myślą, że ja się zabawiam i jestem uzależniony od komputera. Nie mogę wyplenić w tej mojej rodzinie "oceniania".
datyzwrotu Gazeta.pl <datyzwrotu@gazeta.pl>
08:30 (3 min temu)

do ,.........
Gdy polubisz CDF, to będzie właśnie luzik, a nie ciężka praca. Masz się bawić, a nie stresować. To samo przyjdzie. I pamietaj:
  Gdy raz coś zrobiłeś, gdy raz się udało, - zawsze ZAWSZE! potrafisz to powtórzyć.

Stadium larwy

Księża chrześcijańscy zawsze czerpali wiedzę z poufnych informacji. Czytaj: ze spowiedzi. Bo po to właśnie była ustanowiona spowiedź kiedyś. Nie, żeby człowiekowi pomóc, tylko, żeby o nim mieć wiadomości. Żeby człowieka na widelec wziąć.  Żeby człowiekiem manipulować. Grzech mu wmawiać. W poczuciu winy trzymać. A jak jest niebezpieczny dla organizacji – zamknąć mu usta. Tak skończył Osho. I mam pytanie: jak to było z papieżem Albino Lucianim w 1978 roku? Janem Pawłem I? Kolacja mu zaszkodziła? I testament zaginął...... To bałagan w tym Watykanie był niezły….
  
1116 r. Sobór Laterański ustanowił spowiedź "na ucho". Taka forma spowiedzi pozwalała na sprawowanie kontroli nad ludźmi, oraz na "wywiad środowiskowy".
  X wiek - Cała Europa znalazła się pod panowaniem Kościoła. Załamuje się aktywność na polu medycyny, techniki, nauki, edukacji, sztuki i handlu. Rozpoczyna się mroczny okres w historii Europy.

 Poza tym, chrześcijanie odpowiadają za swoją instytucję. A ta instytucja to mordercy. Inkwizycję głównie mam na myśli. No, jeszcze konkwista.....I wyprawy krzyżowe......I wymordowanie Katarów. Poczucie winy kościołowi się należy? E tam….
 
 -Jezuita Jose de Anchieta, twierdził: -"Miecz i żelazny pręt to najlepsi kaznodzieje". Ten oto barbarzyńca, który osobiście zabijał ludzi, został beatyfikowany w 1980 r. przez papieża. Papież  nazywał go "apostołem Brazylii, wzorem dla całej generacji misjonarzy". Bandyta, który w bestialski sposób unicestwił tysiące ludzkich istnień, uznany został za świętego...

- Gdy katoliccy "misjonarze" zawitali do Meksyku, żyło tam około 11 milionów Indian, a po stu latach już tylko 1,5 miliona. Słowo Boże zawiezione w tamte rejony "pięknie zaowocowało".

- Podczas pobytu na tamtych ziemiach, papież nazwał tę zbrodnię przeciwko ludzkości  - "dziełem ewangelizacji i pokoju".
 

 Tylko, gdy pomyślę: - byłem i jestem buntownikiem, tyle książek przeczytałem, nie lubiłem komunistów, ani czarnych, lecz trwałem w obłąkanym świecie. W moim osobistym obłąkanym świecie ewangelizacji i pokoju. Nie mój był to świat, ale trwałem w nim lata całe. W niewoli trwałem. Byłem larwą. Wreszcie jeden skok. Kwantowy.
         Zamieniłem stadium larwy ma gąsienicę......To Osho teraz....

Larwa to tylko przyswajanie, a gąsienica to niezależność. Stadium larwy to przeszłość, a gąsienica to ruch i przygoda. Larwa pozostaje zależna, jest zakuta w łańcuchy niewoli. Gąsienica zrywa łańcuchy – zaczyna się poruszać. Larwa jest ciałem stałym – jak lód. Gąsienica jest ruchem, przypomina rzekę.
     Gąsienica ma niezależność, ale sama niezależność niewiele znaczy. Samo bycie niezależnym nie zapewni ci spełnienia.
     Dobrze jest wydostać się z więzienia, ale po co? Po co być wolnym?
Życie ma wiele aspektów. Wolność ma dwa aspekty: pierwszy to wolność od czegoś. Wielu ludzi osiąga ten etap i tylko ten. Jest to wolność od rodziców, wolność od kościoła, od organizacji, od tego, czy tamtego, od wszelkiego rodzaju więzień. Ale po co?
      To bardzo negatywna wolność. Jeśli znasz tylko wolność od czegoś, nie poznałeś jeszcze prawdziwej wolności, znasz tylko jej podstawowy aspekt. Trzeba poznać też pozytywy: WOLNOŚĆ TWORZENIA, EKSPRESJI, WOLNOŚĆ ŚPIEWANIA WŁASNEJ PIEŚNI.
     Jest to trzeci etap: motyl = kreatywność.
Gąsienica staje się wtedy istotą uskrzydloną: - próbuje nektaru, szuka, odkrywa, bada, tworzy. Jest pięknym motylem. Tylko kreatywni ludzie są piękni, bo tylko oni znają wspaniałość życia.
     Mają oczy, by widzieć. Mają uszy, by słyszeć. I serca mają – by czuć. Są całkowicie żywi. Żyją pełnią życia. Żyją intensywnie, są totalni.
    

Ingo Swann o przekazie podprogowym



Eksperci od dezinformacji.

4 października 1957 roku ZSRR wysłał w kosmos Sputnika 1. W ten sposób uśpiony program kosmiczny Stanów Zjednoczonych zmotywowany został do działania. To doprowadziło do międzynarodowych zawodów, popularnie nazywanych „wyścigiem kosmicznym”.
Ze strony amerykańskiej przewodził hitlerowski konstruktor V-1 i V-2, Wernher von Braun.
    Do czego ten wyścig? Już w 1961 roku media prześcigały się w domysłach, kto zdobędzie przewagę w kosmosie.
     Wysiłki Amerykanów zostały spotęgowane strachem, że przewagę zdobędą Sowieci.
Ten drobny szczegół pomija się po grudniu 1972 roku, kiedy Stany Zjednoczone zaniechały dalszej eksploracji Księżyca.
   Od momentu wystrzelenia sputnika 1, w ciągu dziesięciu lat, oba mocarstwa wystrzeliły 50 sond bezzałogowych w stronę Księżyca.
Potem sami Rosjanie jeszcze dziesięć Łun. Łuna 10 przysłała zdjęcia ciemnej strony Księżyca.
Amerykanie wysłali Pioniery – kompletna porażka. Potem 5 sond Ranger – porażka. Dopiero od lipca Ranger 7, 8, 9 przysłały na Ziemię tysiące zdjęć., z których wiele zrobiono z wysokości nie większej niż 1,5 kilometra ( tuż przed uderzeniem próbnika w Księżyc).
Zdjęcia te pokazują kratery o średnicy kilkudziesięciu centymetrów.
     Potem Surveyory, potem Orbitery. Tylko między majem1966 a listopadem 1968 Stany Zjednoczone wystrzeliły siedem Surveyorów i pięć Orbiterów.
   W końcu, kiedy załogowe statki Apollo przybyły na Księżyc, wszystkie miejsca wybrane do lądowania, położone były z daleka od sektorów działalności Obcych.
 Pierwszy był Apollo 11, potem 12.
Apollo 13 nie doleciał, z atomówką na pokładzie został zastopowany przez Obcych, ledwo wrócił.  
Potem Apollo 14, 15, 16 i wreszcie Apollo 17 - 11 grudnia 1972 roku.

Rosjanie wysyłali w tym czasie swoje Łuny. 16, 17, 20, 21, 24.  Brakuje paru numerów. Pewnie też chcieli atomówki na Księżyc lub na orbitę zawieźć. Ale mieli też informacje z pierwszej ręki i swój program załogowych lotów zarzucili już w 1970 roku.

      Podsumowanie:
Po tym, jak człowiek postawił nogę na Księżycu, zainteresowanie naszym satelitą całkowicie wygasło. Wpompowano w program miliardy, trzy statki Apollo, gotowe do lotu, poszły na złom.

Ale to nie koniec. W styczniu 1994 roku, z Bazy Sił Powietrznych Vandenburg, Armia USA wysłała „Klementynę”. – księżycowy orbiter z trzema rodzajami kamer o wysokiej rozdzielczości, kamer tak doskonałych, że z kosmosu były w stanie odczytać napis na opakowaniu gumy do żucia, porzuconym na chodniku. Sprzęt pracował także w podczerwieni i ultrafiolecie. Misja zakończyła się pełnym sukcesem i świat oczekiwał fotografii o wysokiej rozdzielczości.
Na próżno.
        Dlatego  nie wiemy jakie opakowania od gumy do żucia leżą sobie w księżycowym pyle.
 Nigdy nie ujawniono zdjęć wysokiej rozdzielczości.
Ujawniono dużą ilość zdjęć o małej rozdzielczości.

O istnieniu atmosfery na Księżycu zostaliśmy poinformowani w 1997 roku. Co ciekawe, informacja ta wyłoniła się nie z kręgów „nauki”, ale z kręgów utajniania.

    Kluczem do odpowiedzi na wiele pytań jest telepatia. Rozwój telepatii. Można za jej pomocą odkryć wszystkie tajemnice i spiski. Dlatego tak boją się jej ci, którzy stosują przekaz podprogowy do tłumienia telepatii i sterowania tłumem.

Utajnianie faktów




Dlaczego ktoś ukrywa coś? Bo: - ma w tym interes
                                                 - boi się prawdy
                                                 - nie wie co z fantem zrobić.

Proste ma być: -Na Księżycu Obcy kopnęli Ziemian w dupę!

Albo delikatniej: Obcy zasugerowali, by Ziemianie tam na razie nie wracali.

Jest taka książka, która mówi coś ważnego na ten temat.
               Ukazała się po raz pierwszy we Francji. Jej autorem jest Maurice Chatelain.
Ten człowiek stanowi problem dla NASA, bo stał kiedyś na czele projektów i budowy systemu komunikacji Apolla, jak też systemu przetwarzania danych dla NASA..
     Poza tym…nadzorował budowę systemów radarowych i telekomunikacyjnych dla Ryan Electronics. Dostał jedenaście patentów, w tym patent za radarowy system automatycznego lądowania, używany w lotach na Księżyc sond typu Ranger i Superveyor.
    Temu człowiekowi nie da się zarzucić, że nie wie o czym pisze.
Służby tu zawiodły, bo ukazała się książka i było już za późno, żeby człowieka usunąć. Inkwizycja byłaby sprawniejsza: ....Piła – na pół człowieka, szkoda tylko, że krótko cierpi, mało to przyjemności daje oprawcom, i po wszystkim.

Ta książka nosi tytuł: „ Nasi przodkowie przybyli z dalekiego kosmosu”.
Podam tylko fakty dotyczące Księżyca. Autor pisze:
   - „ Kiedy Apollo 11 wylądował w rejonie Morza Spokoju, dosłownie na moment przed tym, nim Armstrong zszedł po drabinie, nad jego głową pojawiły się dwa obiekty UFO”. I dalej:
    - „ Astronauci mieli problemy nie tylko ze sprzętem. Podczas misji widzieli rzeczy, o których nie wolno im było rozmawiać z nikim spoza NASA. A NASA wciąż dba o to, aby wydarzenia te nie wyszły na światło dzienne”.
   - „ Wydaje się, że wszystkim lotom statków Apollo i Gemini towarzyszyły kosmiczne pojazdy pozaziemskiego pochodzenia.
    - „Według nieoficjalnych informacji Apollo 13 przewoził mały ładunek nuklearny. Zamierzano umieścić go na powierzchni Księżyca w celu wykonania badań sejsmicznych.
Z wielkim trudem udało się sprowadzić statek na Ziemię, kiedy przelatujące obok UFO uszkodziło jego systemy. Wydaje się, że UFO chroni jakieś bazy księżycowe, zbudowane przez Obcych”.

środa, 6 lutego 2013

Kto ściemnia?



Fred Steckling i Daniel K.Ross, dostarczyli logicznych i dobrze uzasadnionych analiz opartych na oficjalnych zdjęciach powierzchni Księżyca. Według nich egzystencja przypomina tam życie w wysokich Andach albo Himalajach. Dlatego zdrowi Ziemianie  byliby w stanie szybko się zaaklimatyzować.
        Wśród ludzi urodzonych w wysokich Andach lub Tybecie, można by przeprowadzić rekrutacje do księżycowych kolonii, a potem poddać tych ludzi treningowi dla celów wojskowych…..Bo dla jakich? Nie oszukujmy się.
                  I tu jest sedno. Obcym się to nie podoba.
    Przez wiele dziesięcioleci stosuje się zatajanie informacji przed społeczeństwem. Że tam nie ma wody i atmosfery. Odkręcono to dopiero przed 2000 rokiem.
    Mało znanym jest fakt, że nasiona roślin bardzo dobrze kiełkują i rosną w glebie księżycowej, która jest bogata w składniki odżywcze. Przyszli kolonizatorzy mogą uprawiać na  powierzchni Księżyca rośliny jadalne – to przecież niesamowite!
    A więc komu było i jest potrzebne zatajanie informacji o Księżycu?
Był program podboju Księżyca, a dodatkowo przedsiębiorczy kapitaliści z ochotą sfinansowaliby kosztowne jak diabli programy z tym związane.
Dwie potęgi światowe przerwały nagle księżycowe podboje, po tak kosztownym i efektownym starcie, który najkrótszą drogą zmierzał do osiedlenia się człowieka na Księżycu.
    Pisałem posta o dziwach na Księżycu widzianych przez teleskopy. Odszukam ten tekst.
 A teraz opiszę dwa zdjęcia NASA, ukazujące niezwykłe statki. Zdjęcia te umknęły cenzurze.
      Pierwsze z lipca 1969 roku, kiedy to jedna z kamer Apolla 11 zarejestrowała świecący obiekt w kształcie cygara, lecący nad powierzchnią Księżyca.
Zdjęcie NASA nr 11-37-5478)
 I drugie: lipiec 1972. Kamera Hasselblad z Apolla 16 uchwyciła kolejne cygaro. Ogromny statek. Rzucał swój cień na Księżyc. (NASA 16-19238).
A więc w jakim celu utajnia się informacje?
  Oba supermocarstwa uczestniczące kiedyś w rywalizacji księżycowej, nie wiedziały, jak się uporać z problemem. Wciągnięto Watykan do gry.  Watykan jest przecież specem od manipulacji ludźmi. I zamykania im ust na zawsze. Robił to przez wieki całe, manipulując psychiką tłumu i czynił to torturami i zadawaniem śmierci. I ta trójka zapętliła się….Co nieco mamy w książce; Penetracja – Ingo Swann.
       
 Zamiast zdjęć NASA….pokażę:
Narzędzia Tortur – Kolekcja z Włoch - Muzeum Inkwizycji
I jeszcze podtytuł: Sześć wieków historii Europy…..Jak chrześcijanie pilnowali prawdy przez sześć wieków.
W tym muzeum w piwnicy jest atmosfera - klimaty są. Płoną ognie…..Nauka religii chrześcijańskiej tu się powinna odbywać.

   

Inkwizycja-Narzędzia Tortur


Oświecenie na Wall Street



Szukamy swojej jedynej, niepowtarzalnej metody inwestycyjnej.
Na luziczku szukamy. Napięcie i stres to niedobrzy doradcy.
Uczymy się idąc przez życie. Czytamy Osho. 
     Co Osho mówił o guru?
    Wiesz dlaczego są guru?  Bo ty jesteś głupcem!

Oprzyj się na sobie, szukaj metody. Może to być wróżenie z fusów, aby zyski przynosiło.
   
 Osho mówił o Wall Street…….a jak dziś rano kropki na Wall wyglądały? 
Był sygnał? Jasne, to AT. Jak najbardziej ją stosuję. I nie oceniamy innych, bo to brama do niższego jest.

Osho - 
Możesz rywalizować, ścigać się, konkurować. Nie uciekaj przed tym.
Tylko nie konkuruj na poważnie.
 Nie ma żadnej różnicy, czy jesteś w Himalajach, czy na Wall Street. Jeśli jesteś poważny – dalej zaciekle walczysz. Tworzysz powagę, a więc napięcie.
    Co za różnica, gdzie jesteś? Jesteś na Wall Street - zaciekle walczysz i każdego dnia i nocy martwisz się, co się stanie. Sukces, czy porażka?
A w himalajskiej jaskini co robisz? Siedzisz w niej i poważnie medytujesz. Z zaciekłością.
          Nie ma z kim walczyć, najwyżej z samym sobą, ale ta walka pozostanie zaciekła.
Będziesz rywalizował z samym sobą, ze swoim ciałem, umysłem. Podzielisz się na kawałki i zacznie się walka. Będziesz martwił się, czy uda ci się osiągnąć cel, czy nie.
     „Kiedy nastąpi oświecenie?”   Czy ono w ogóle się zdarzy?
Wtedy będzie ci towarzyszył większy niepokój niż na Wall Street.
       Bardzo wielu ludzi dostąpiło oświecenia na Wall Street.
W himalajskich jaskiniach natomiast zdarza się to bardzo rzadko. Tylko raz na jakiś czas.
W Himalajach będziesz miał większy problem.
      Proponuję ci więc porzucenie powagi. Traktuj życie jak zabawę. Ciesz się nim, bo jest tego warte. Jest wspaniałą grą, jest świetną okazją do uczenia się, do patrzenia, do rozumienia, do przeżywania.
             Ale nie bądź poważny!

PS. Zaistniałem na blogu Alberta Rokickiego. Albert jest inwestorem długoterminowym. Oto adres do jego bloga:





wtorek, 5 lutego 2013

Ingo Swann i Jowisz




Osławiony badacz PSI, oraz ESP ( extrasensory percepction – spostrzeganie pozazmysłowe) najsłynniejsze amerykańskie medium ostatnich lat, ujawnia długo ukrywane badania super tajnej grupy, która zajmowała się Obcymi na Księżycu. Grupa ta badała możliwości kontroli telepatycznej Ziemian sprawowanej przez Obcych.
Swanna obowiązywała wieloletnia umowa milczenia. Gdy ta umowa wygasła i jednocześnie nastała doba większej swobody w sprawach UFO, opowiedział on historię ( Penetracja ) tych tajemniczych spotkań w podziemiach niedaleko Waszyngtonu.
     
A także, jak zabrano go w odległe miejsce Alaski, gdzie był świadkiem pojawienia się ogromnego pojazdu nad tamtejszym jeziorem.
        Swann odkrywa również, że o Księżycu wiedziano dużo więcej niż oficjalnie się to przedstawia – o jego pochodzeniu, atmosferze, mieszkańcach i wielu innych niezwykłych cechach.
      Ostrzegano Swanna, aby  nie publikował książki. Bo treści w niej zawarte sprowokują do reakcji tych ludzi, którzy podniecają się niszczeniem osób, doświadczających czegoś, czego oni sami nie są w stanie doświadczyć.
     Swann zrobił pionierską robotę, przetarł szlak przez śmierdzące bagno oporu społecznego.
Ten społeczny opór, kojarzący się ze smrodem, wiąże się także z wysokimi kręgami władzy, które są co najmniej niechętne wyjaśnianiu zjawisk PSI.
    Otóż decydenci boją się, czują się zagrożeni, ponieważ mają ukryte motywacje – i za nic nie chcieliby ich ujawnienia, przez coś, co się nazywa przenikaniem PSI.
    Książka zaczyna się opisem projektu z roku 1972, który finansowały Centralne Służby Wywiadowcze. Projekt prowadzono przez 8 miesięcy w Instytucie Badawczym Stanforda.
   W czasie tych eksperymentów, Swann uzyskał  „mózgowo” 13 elementów nie znanych nauce, a dotyczących Jowisza. 12 odkrytych elementów zostało potwierdzone przez sondy kosmiczne NASA do 1979 roku.
     Swann zasygnalizował między innymi, jako element 11 – planetarny PIERŚCIEŃ w atmosferze Jowisza. Należy podkreślić, że większość naukowców odrzucała możliwość istnienia PIERŚCIENIA. NASA potwierdziło odkrycie Swanna w 1979 roku.
      I zaczęło się: Służby zleciły ten  eksperyment, a Swann okazał się najlepszy w telepatii…..
         

Lotnisko San Jose



Oczekiwany kontakt doszedł do skutku w pierwszych dniach lipca 1977 roku.
Axelrod powiedział: - Chcę cię zabrać w najbliższy weekend w pewne miejsce i coś ci pokazać.
W umówionym czasie i miejscu czekał na mnie wysokokołowy jeep, kierowcą bym sam Axel.
Wyjechaliśmy z terenu SRI w milczeniu. Axel skierował się na autostradę prowadzącą w kierunku San Jose. Całkiem niespodziewanie zapytał:
     - Czy kiedykolwiek widziałeś UFO?
     - Myślę, że tak.
     - Czy możesz je opisać?
     - Kiedy byłem w szkole średniej w Toole, w Utah, miałem zwyczaj wspinać się na szczyt dużego wzgórza, zwanego Małą Górą. Widać stamtąd rozległą dolinę Bonneville i jezioro Great Salt, które leży na północy. Są na nim wyspy. Widok ze szczytu jest po prostu cudowny. Późnym popołudniem bardzo często ucinałem tam sobie drzemkę. Tego szczególnego dnia, wysoko na niebie, ponad jeziorem Salt Lake, zauważyłem drobne światło. Przemieszczało się na zachód i pomyślałem, że to samolot. A jednak w pewnym punkcie lotu, obiekt dokonał skrętu w dół, nie – jak to zwykle bywa – po łuku, ale dokładnie pod kątem 90 stopni.
 Zanurkował i wpadł w cienie wysp, ponieważ słońce obniżało się ku zachodowi i rzucało cienie na wschód. Wstałem, myśląc, że samolot eksplodował, lub rozbił się.
I wtedy to coś wystrzeliło prosto w górę, z cienia. Wzniosło się na wysokość około 3,5 kilometra, aż w końcu zniknęło na zachodzie z ogromną, niemal oślepiającą prędkością.
      Nie wiedziałem, co o tym sądzić, ale wiele lat później pomyślałem, że musiało to być UFO. Dowiedziałem się wtedy, że robią one zwroty pod kątem prostym.
    Cała ta jazda w dół i w górę, oraz odlot z niezwykłą prędkością, miały miejsce w czasie krótszym niż minuta. Prawdę mówiąc wszystko, co wówczas widziałem, było jedynie maleńkim światłem.
     Axelrod milczał. Było gorąco. Nagle zupełnie niespodziewanie usłyszałem:
       - Będziesz miał okazję zobaczyć jeden z tych pojazdów z bliska. Wchodzisz w to?
Ze wszystkich dziwnych rzeczy, jakie kiedykolwiek powiedział Axelrod, nic nie mogło mnie bardziej zaskoczyć.
       - Czy to oznacza, że macie u siebie latający spodek? Czy w to wchodzę?
A kto by nie wszedł?
Axelrod zawiózł mnie na lotnisko San Jose. Zostawiwszy jeepa w strefie „zakazu parkowania” przed jednym z terminali, przeszliśmy prosto przez hol do czekającego na nas odrzutowca Lear.
     Dość często latałem podobnymi samolotami. Ich właścicielami byli bogaci ludzie, którzy interesowali się wykorzystaniem PSI do odnajdywania zatopionych skarbów lub złóż ropy naftowej. Uwielbiałem eleganckie odrzutowce ze względu na ich luksus i wielkość. Świadczyły o statusie ich właścicieli.

UFO



Przy samolocie czekał jeden z bliźniaków, tym razem ubrany w oliwkowozielony dres i kask – akcesoria zdecydowanie „wojskowe”.
      W ciągu trzech minut byliśmy w powietrzu. Okazało się, że drugi bliźniak siedzi za sterami maszyny.
    Axel powiedział:
    Lecimy w pewne miejsce. Będzie tam raczej zimno. Mamy jednak wszystko, czego potrzebujesz, łącznie z zapasem twoich papierosów. Zjedz teraz kanapki, a potem powinieneś się trochę przespać. Mamy przed sobą około pięciu godzin lotu, a potem czeka nas jeszcze dwugodzinna jazda samochodem.
    Nie pytaj, dokąd lecimy, ponieważ nie mogę ci tego powiedzieć. A poza tym, lepiej, żebyś nie wiedział.
    _ Wiesz co, Axel – odpowiedziałem – jestem pewien, że czułbym się znacznie lepiej, gdybym jednak wiedział, co się dzieje.
Zmarszczył brwi
    - Nie mogę ci powiedzieć wszystkiego, ponieważ naraziłbym na niebezpieczeństwo naszą misję, a może również i ciebie. Mogę cię jednak zapytać, co ty o tym sądzisz.
Więc znów to samo. Czekał mnie monolog zastępujący rozmowę, co było typowe dla wszystkich naszych spotkań.
     - Wydaje mi się, że kimkolwiek jesteście, macie problem. Myślę, że Ziemia znajduje się pod swego rodzaju obserwacją. UFO pojawia się wszędzie i widzą je tysiące ludzi. Stwarzają problem, który wy próbujecie rozwiązać. Przypuszczam też, że jesteście tak zdesperowani, że postanowiliście zatrudnić medium, aby wam pomogło. Medium, czyli mnie.
     - Widzisz? – roześmiał się Axel. – Nie muszę ci nic mówić.
Dalsza rozmowa nie miała sensu. Położyłem się więc i próbowałem zasnąć. Udało mi się, chociaż myślałem, że nie będę w stanie.
    Po jakimś czasie Axel obudził mnie i rzekł:
    - Zapnij pasy, za chwilę lądujemy.
Wyjrzałem przez okno. Na zewnątrz było ciemno i nigdzie nie dojrzałem świateł.
Wkrótce opadliśmy na pas startowy, chociaż nie było tam  ŻADNYCH świateł!
Zdziwiony spojrzałem na Axela.
      - Ten samolot jest naszpikowany elektroniką – stwierdził. On jedynie wygląda jak standardowy Lear.
Kiedy opuściliśmy samolot, uderzyło nas lodowate powietrze przepełnione zapachem sosen. Naszym jedynym światłem, były latarki, które trzymali bliźniacy.
W pobliżu stała furgonetka. Dalej dostrzegłem mały budynek, także nieoświetlony.
W samochodzie Axel powiedział:
     - Masz tu dres. Jest ocieplany, ale lekki. Musisz zdjąć wszystko i nie wolno ci mieć przy sobie żadnych metali. Wiem, że masz plomby, ale na to nie możemy nic poradzić. Wszystkie części dresu, jego kaptur i przywiązane rękawiczki są wykonane z wełny i skóry.
Natychmiast odkryłem, że są w nim również kieszenie, wystarczająco duże, aby trzymać w nich zapas papierosów.
    Podczas, gdy przebierałem się w dres, bliźniacy uruchomili furgonetkę i ruszyliśmy w drogę, dokądkolwiek prowadziła.

Jezioro w górach



Jazda trwała około dwóch godzin. Wjeżdżaliśmy na jakieś wzniesienia i pokonywaliśmy strome zakręty. Nikt nic nie mówił.
Na ciemnym niebie widziałem korony wysokich sosen, których czerń przesłaniała nieco spektakl milionów gwiazd. Byliśmy gdzieś na dalekiej północy.
     W pewnej chwili odgłos silnika furgonetki zamilkł. Pojazd poruszał się dalej. Nie miałem pojęcia. Jak furgonetka może poruszać się bez pracującego silnika.
W końcu samochód zatrzymał się pod sosnami.
Wysiedliśmy.
      - Ostatni odcinek drogi pokonamy pieszo – wyszeptał Axel.  Potrwa to około czterdziestu minut i niezwykle ważne jest, abyśmy zachowywali się tak cicho, jak to tylko możliwe. Rób dokładnie to, co my, nie hałasuj i nic nie mów. I nie zapalaj papierosa!
     Zanurzyliśmy się więc w czystą czerń. Tempo marszu było dość monotonne.
Czasami jeden z bliźniaków chwytał moje ramię, aby pomóc mi przejść przez mały strumień,
Lub okrążyć niewidoczny głaz.
    Mieli na oczach gogle, które uznałem za noktowizory. Nie rozumiałem, dlaczego i mnie nie wyposażono w takie urządzenie.
    Weszliśmy na jakieś wzniesienie, po czym zeszliśmy na płaską równinę, gęstą od drzew.
W końcu zatrzymaliśmy się i usiedliśmy na grubej podściółce z opadłych sosnowych igieł. Schowaliśmy się za dużymi głazami
    Axel wyszeptał:
    - Jesteśmy na miejscu. Przed nami jest małe jezioro. Kiedy nadejdzie świt, ujrzysz je między sosnami. Poczekamy tu. Obyśmy mieli szczęście. Nie mów nic i nie wydawaj żadnych dźwięków.
    Szczęście? Co to u diabła miało znaczyć?

Materializacja



Nie widziałem kompletnie nic, jedynie wąski, niebiesko – zielony przebłysk świtu na wschodzie.
  Wyszeptałem do Axela:
     - Co mam robić?
     - Po prostu obserwuj to, co widzisz. Na pytania przyjdzie czas później – odpowiedział.
Teraz najważniejsze jest to, by obserwacja odbyła się w całkowitej ciszy. Nie ruszaj się więc, chyba, że ci powiem. Oni błyskawicznie wykrywają ciepło, hałas i ruch.
    Byłem więc cicho.
Wszyscy, cała nasza czwórka, siedzieliśmy bez ruchu jak głazy. Nagle bliźniacy dali sygnał.
     - Zaczęło się – wyszeptał Axel – Proszę cię! Nie wydaj żadnego dźwięku i nie ruszaj się, dopóki ci nie powiem.
Wytrzeszczyłem wzrok, usiłując dostrzec, co takiego mogło się „zacząć”.
      Nie widziałem kompletnie nic, za wyjątkiem czegoś, co wyglądało na szarą mgłę, tworzącą się nad powierzchnią jeziora. Myślałem, że to zwykła poranna mgła. Wznosiła się przez około pięć minut i nagle zobaczyłem……
      W mgnieniu oka mgła zmieniła się w fosforyzujący, niebieski neon, a następnie przybrała kolor wściekłej purpury.
     Wtedy Axel i jeden z bliźniaków położyli ręce na moich ramionach. Dobrze zrobili.
Z sieci purpury we wszystkich kierunkach wystrzeliły czerwone i żółte błyskawice. Gdyby mnie nie trzymali – podskoczyłbym.
     I wtedy pojawiło się TO.  W pierwszej chwili nieomal przezroczyste, ale dość szybko jaśniejące.  BYŁO!
Doskonale widoczne ponad jeziorem, którego odbijającą światła wodę widziałem teraz bardzo wyraźnie.
    TO POWIĘKSZAŁO SIĘ!
Naprawdę nie wiem, czego oczekiwałem, ale założyłem, że jeśli cokolwiek zobaczę, będzie to coś w rodzaju latającego spodka. A tu nie było mowy o spodku! TO było trójkątne, a górę miało ta zakrzywioną, iż całość wydawała się mieć kształt szlifowanego kryształu.
     Kiedy tak zastanawiałem się nad tym, co widzę, usłyszeliśmy „wiatr”. Wdarł się w korony drzew, aż kilka szyszek i gałęzi spadło na ziemię.
      Dwie mocne ręce na ramionach zacisnęły się ostrzegawczo. Dzięki temu nie poruszyłem się.
 W tym samym czasie z „tego czegoś”, co urosło już do niewyobrażalnych rozmiarów, wystrzeliły rubinowe, laserowe wiązki. Jednocześnie „kryształ” wisiał wciąż nieruchomo w swej pierwotnej pozycji nad jeziorem.
     Jeden z bliźniaków odezwał się cicho, aczkolwiek dźwięk jego głosu był dla mnie jak piorun.
     - Cholera! Badają teren! Zauważą nas!
Nie miałem czasu zastanawiać się, o co mu chodzi. Ujrzałem jednak, jak kilka rubinowych wiązek dotyka sosen!
     Jednocześnie „to coś” powiększyło się i osiągnęło średnicę około dwudziestu siedmiu metrów.
     Wszystko odbywało się w całkowitej ciszy, nawet elektryczne wyładowania nie dawały charakterystycznych „trzasków”. W pewnej chwili zacząłem jednak odbierać wibracje  na niskiej częstotliwości.
      - Kierują światło na zwierzęta – tłumaczył Axel cicho i spokojnie, ale jego szept był pełen napięcia. – Wiązki wyczuwają ciepłotę biologicznych ciał, dlatego z pewnością namierzą i nas.

Pobieranie wody



W pewnej chwili obie dłonie na moich ramionach zacisnęły się jeszcze mocniej i pociągnęły mnie, a właściwie odrzuciły do tyłu.
    Tam, gdzie jeszcze przed chwilą byliśmy, rozległ się głośny „trzask”, a kilka gałęzi z pobliskich sosen runęło nam na głowy.
    Wtedy ostatni raz spojrzałem na tę dziwną trójkątną rzecz i zobaczyłem, jak WODA Z JEZIORA LEJE SIĘ W GÓRĘ – było to coś w rodzaju wodospadu „postawionego na głowie”!
         Potężna maszyna zasysała jezioro!
Wylądowałem na tyłku, ale bliźniacy podnieśli mnie i wlokąc między sobą, biegli dalej, aż w końcu rzucili mnie jak worek ziemniaków pod wiszącą skałę.
     Axel upadł na mnie i cała nasza czwórka zbiła się w gromadkę, niczym myszy zapędzone do pułapki.
    Axel ciężko dyszał. Bliźniacy również.
Ja nie oddychałem prawie wcale i dopiero po pewnym czasie zdałem sobie sprawę z tego, że skała lub gałąź rozcięła mi dres i na nodze mam krwawiącą ranę.
      Tym razem jednak nie potrzebowałem szeptanych instrukcji, by być cicho i siedzieć bez ruchu.
Skamieniałem z przerażenia, które trudno opisać słowami. Ale czułem dreszczyk emocji.
     WIDZIAŁEM!
Zostaliśmy tam jeszcze jakiś czas. Mogło to trwać od pięciu minut do pięciu godzin.
      W strefie, w której nie istniał czas, usłyszałem jak jeden z bliźniaków mówi:
     - Teraz wszystko jasne.
Wydawało mi się to absolutnie najśmieszniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek usłyszałem. Jeśli cokolwiek było jasne, nie miałem zielonego pojęcia, co.
       Axel zapytał, czy jestem ranny. Bliźniacy wstali i spokojnie, jak gdyby nigdy nic, wysikali się obserwując otoczenie. Po raz pierwszy zauważyłem, że na niebie świeci słońce, sosny są ciemnozielone, a od jakiegoś czasu śpiewają ptaki.
    Wstałem trzęsąc się i zwymiotowałem – co najmniej trzy razy.
Axel skakał wokół mnie, badając moją ranę na nodze ( niezbyt dużą, ale obficie krwawiącą), więc to ja zacząłem:
     - Tak, wiem – nic nikomu nie mówić!
     - Nie, nie to chciałem powiedzieć. Ta rzecz znikła i wszystko jest już w porządku.
Gapiłem się na niego z niedowierzaniem i zirytowany stwierdziłem:
     - W takim razie zapalę papierosa.