Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burt Munro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Burt Munro. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 listopada 2011

Burt Munro

Burt Munro- zdjęcia do obejrzenia w Wikipedii

Człowiek, który urzeczywistnił, zdawać by się mogło, nierealne marzenia. Legenda Nowej Zelandii. Jego historia z motocyklem „Indian” rozpoczęła się w 1920 roku, kiedy to kupił motocykl po lekkiej kolizji. Chciał go zmodyfikować i udoskonalić. Odtąd przyjaźń człowieka z maszyną trwała bez przerwy do 1978 roku. Była to przyjaźń niezwykła.

Od 1924 roku Munro rozpoczął modyfikację swojego motocykla z przyświecającą mu ideą – stworzyć najszybszy motocykl świata. A jego świat ograniczył się do skromnego warsztatu w Invercargill.

Jego metody udoskonalania silnika były niekonwencjonalne. Z racji niedostatecznej ilości środków do ulepszania motocykla wykorzystywał wszelkie możliwe i dostępne materiały: stare puszki, beczki itp. Wszystko wykonywał sam, metodą prób i błędów.

Pierwotnie jego motocykl mógł osiągać 88 km/h. Początkowo uczestniczył w lokalnych wyścigach motocykli, gdzie zwykle jego występ był swoistą atrakcją.

W związku z jego pasją, zdobywał rzesze przychylnych mu ludzi. Ustanowił rekord Australi Inverlock Beach w Victorii, osiągając 144,84 km /h, który został pobity dopiero w 1977 roku.

Jego występy stały się głośne nie tylko ze względu na prędkość, ale też ze względu na motocykl, którym ją osiągał.
W 1962 roku ustanowił rekord świata w prędkości motocykla o pojemności, poniżej 1000 m3 , wynoszący 288,02591 km/h ten rekord do dzisiaj nie jest pobity.
Dalej w 1967 roku tym samym, ciągle udoskonalanym motocyklem ustanowił Rekord Świata w Stanach Zjednoczonych- 295,45303 km/h. Aby się zakwalifikować do tego wyścigu osiągnął prędkość 305,77536 km/h. Prędkość tę pobito dopiero w 1999 roku modelem dalece bardziej zaawansowanym technicznie i technologicznie.

Burt Munro, skromny i ubogi człowiek z Nowej Zelandii budzi podziw, zachwyt i niedowierzanie na całym świecie. Jak to możliwe, by w tam skromnym warsztacie powstała tak niesamowita maszyna? Co wprowadziło starą konstrukcję „Indiany” w taką nieprawdopodobną szybkość?

Wszystko stało się dzięki sile i pasji jednego skromnego człowieka, który nie patrząc na przeciwności losu, brak pieniędzy, nieprzychylność ludzi, osiągnął cel z bardzo wymiernym rezultatem.
Jego charyzma, skromność zjednały sobie ludzi, którzy zaangażowali się w jego pasję, niosąc mu wszelką pomoc. Burt Munro każe mi się zastanowić nad jednym:
Czy mamy w sobie dość siły i determinacji, żeby spełniać swoje marzenia i skraplać je w rzeczywistość? Dlaczego wielu z nas tak szybko odpuszcza, rezygnuje, marnieje?

Burt Munro

Burt Munro odwiedza Bonneville będąc już dziadkiem i od razu ustanawia rekord świata – 288 km/h (178.97 mph) jadąc motocyklem z silnikiem rozwierconym do 51 in³ (850 cc). W 1967 motocyklem z silnikiem rozwierconym do pojemności 950 cc (58 in³) ustanawia rekord w swojej klasie jadąc z prędkością 295.44 km/h (183.58 mph). Żeby się zakwalifikować do startu wykonał przejazd w jednym kierunku z prędkością 305 km/h (190.07 mph) – najszybszy zarejestrowany przejazd motocykla Indian (nieoficjalny rekord prędkości wynosi 331 km/h (205.67 mph)).
Nie znaczy to, że jego wizyty na jeziorze zawsze przebiegały bez niebezpiecznych wypadków. O jednym z nich tak oto opowiada w jednym z wywiadów w 1973 r.: „W 1967 pruliśmy po jeziorze jak bomba. Nagle gdzieś w połowie biegu zaczęły się straszliwe wibracje, aby natychmiast zwolnic musiałem usiąść, wtedy pęd powietrza zerwał mi okulary z kasku. Myślałem, że oczy wciśnie mi do środka głowy. Kompletnie nic nie widziałem i straciłem kurs z czarnej linii. Zboczyliśmy tak, że minęliśmy o kilka cali czujnik pomiaru czasu. By się zatrzymać musiałem położyć maszynę. Nic się nie stało – kilka zadrapań i obić”. Burt zapomniał tylko dodać, że w czasie tej jazdy osiągnął prawie 206 mph! Ten sympatyczny Nowozelandczyk zyskał sobie w USA całą rzeszę symaptyków, którzy na ochotnika zjeżdżali do Bonnville na jego starty, okazując mu bezinteresowną pomoc i zagrzewając do walki. Sam Burt wiele od życia nie wymagał: ” Kupiłem w ostatniej chwili kombiaka za 90 $ w Los Angeles. To była cała siedziba teamu Indian” wspomina w tym samym wywiadzie.
Burt Munro zmarł w październiku 1978 roku. Indian, który był jego własnością przez 57, lat dostał się w ręce entuzjastów Burta i jest wystawiony w muzeum w South Island jako dowód nowozelandzkiego, hartu, odwagi, ale też bezpretensjonalności i pogody ducha.
Nowozeladzczycy mają powód do dumy, firma Indian też…..

Indian Scout

Indian Indian Scout narodził się na desce kreślarskiej Charlesa Franklina – od 1914 roku naczelnego inżyniera zakładów Indian. Franklin ropoczął pracę nad projektem Scouta jeszcze w 1912 roku, latami zmieniany i ulepszany projekt zaowocował wreszcie prototypem zbudowanym pod auspicjami Indiana w 1919 roku. Testy wypadły zadowalająco i już we wrześniu tego roku a oficjalnie od 1920 ruszyła produkcja seryjna. Pierwszy Scout wyszedł z fabryki z numerem silnika 5OR001, motocykl kupiony przez Munro miał numer 5OR627, czyli był to jeden z pierwszych egzemplarzy, choć numery nie mają tu wielkiego znaczenia, bo Indian Scout był produkowany do 1928 r. w prawie nie zmienionej postaci a produkcję tego modelu zakończono w 1931. Scout był wyposażony w widlasty rozwarty pod kątem 42 st. dolnozaworowy silnik o – niewielkiej jak na owe czasy – pojemności 600 cm (37 cu.in.). o mocy zaledwie 12 KM. Trzy biegowa – z ręczną zmianą biegów – skrzynia, lampa olejowa i taśmowy hamulec tylnego koła dopełniały wyposażenia motocykla w pierwszym roku produkcji. Napęd łańcuchowy jaki użyto kontrastował z amerykańskimi rozwiązaniami przenoszenia napędu i przypominał o europejskich korzeniach konstruktora.
Burt rozpoczął modyfikowanie swego motocykla w 1926 roku. Jego metody były, delikatnie mówiąc, nieco niekonwencjonalne. Przerabiał stare szprychy na mikrometry, wykorzystywał stare zużyte części wyrzucone przez innych, które namiętnie gromadził w różnych puszkach i słoikach, gdzie leżały oblepione piaskiem lub ziemią – zależnie od tego gdzie je znalazł. Wykorzystując ten „złom” powiększał pojemność swojej maszyny, modyfikował układ smarowania czy zaworów, konstruował własne pływaki, sprężyny, koła zamachowe, tłoki, krzywki i… Bóg wie jeszcze co. Sam sobie rzeźbił formy odlewów, sam robił odlewy i sam je hartował. Wymontowywał i przerabiał na części do swojego motocykla elementy z traktorów, maszyn rolniczych i innych urządzeń – których by nigdy człowiek o zdrowym rozsądku nawet nie dotknął. Urządzenia, które Burt „wyrzeźbił” pracowały pod ekstremalnym obciążeniem: wytrzymywały olbrzymie ciśnienie robocze, tempratury, naprężenia i nic nie wybuchało, nie pękało, no – przynajmniej nie za często…. Przy czym, niczym Leonardo da Vinci, wyprzedzał swą epokę przewidując powstanie tuneli aerodynamicznych i eksperymentując z aerodynamiką. Zaowocowało to pokryciem całego motocykla opływową obudową. Przebudował też przednie zawieszenie swego Indiana znacznie wyprzedzając ówczesne rozwiązania.

Prawdziwa Historia - Burt Munro

Film pt.: Prawdziwa Historia. Dramat. Filmy z Hopkinsem? Lubię je oglądać wszystkie. Prawdziwa Historia to opowieść o marzeniach i miłości. 1967 r. Bonneville, tor wyścigowy na dnie słonego jeziora. Burt Munro ma 68 lat i jedzie na motocyklu indian z 1920 roku. Motocykl w wersji fabrycznej mógł osiągać 88 km/godz. Burt unowocześniał maszynę w sposób nielogiczny - brał części z traktorów, beczek i czego popadło, był prowadzony przez "Coś". Te części wytrzymywały extremalne temperatury i naprężenia. Nigdy nic nie wybuchło. A jego marzeniem było osiągnięcie 300 km/godz. w swojej klasie. Wyprzedzał epokę w pomysłach i działaniach. Nazywano go Leonardem da Vinci.-----Przepiękny mroźny poranek. Kryształki soli skrzą się w słońcu. Niska temperatura sprzyja, bo silnik jest chłodzony powietrzem. Burt ma problem...poprzedniego dnia, przy próbie szybkości, rura wydechowa zaczęła parzyć go w nogę. Ma grupę sprzymierzeńców. Co kilka głów, to nie jedna. Postanawiają owinąć nogę motocyklisty azbestem od buta, do kolana. Burt wsiada do swojej rakiety, - czerwona aerodynamiczma obudowa, z numerem 35. Ten numer przynosił mu zawsze szczęście, jak mówił. Jeszcze nitrogliceryna pod język ( miał chore serce ). A druga pigułka do baku - na szczęście. Kask, gogle. Nie może się zmieścić z nogą w azbeście wewnątrz obudowy. Szybka decyzja - odwija azbest. Startuje.....100 km, 200, zbliża się do punktu mierzenia czasu...Czarna linia wyznaczająca tor sunie równiutko, silnik śpiewa....Już przemknął punkt mierniczy...300 km! To ulotny moment spotkania z Bogiem.....Rura wydechowa zaczyna parzyć....coraz bardziej parzy....310 km..... W spodniach wypalona dziura, z nogi, z łydki zaczyna się dymić! Motocykl wpada w wibracje, zaczyna rzucać, Munro wystawia głowę poza owiewkę, aby ustabilizować maszynę. Pęd powietrza zrywa mu gogle. Natychmiast łzy z oczu zasłaniają widoczność. Udaje się w końcu bezpiecznie przewrócić na bok, bez koziołkowania. Rekord pobity!!!!! Wyczołguje się z obudowy. Leży szczęśliwy obok motoru, śmieje się.....a z łydki się dymi - czarna spalenizna i krew......To cena za zrealizowane Marzenie. A jakie spotykały go przypadki w drodze do Bonneville! A przypadków nie ma. To Los zawsze sprawdza, czy jesteśmy dość zdeterminowani, aby osiągnąć cel. I na koniec jego nieprzeciętny humor. Wrócił do swego domu w Nowej Zelandii. Tam ma przyjaciela, może dziesięcioletniego syna sąsiadów. Chłopiec przeżywał razem z Burtem wszystkie szczegóły jego rekordowych przejazdów. Rozmawiają. Chłopiec pyta: -"pęd zerwał co gogle, a co by się stało, gdybyś w tym momencie otworzył usta? - wywiało by mi tyłek! - padła odpowiedź". Warto walczyć o marzenia?